Tag Archives: rozwój

Codzienność

Zwykły wpis

Dziękuję za wszystkie dobre słowa po poprzedniej notce. To nie jest tak, że ja się stale uważam za beznadziejną albo jakoś szczególnie dręczę tym, co bym mogła, a mi się nie udało. Jednakże opisane w owej notce zaszłości wskazują, że coś tam w głębi mojej duszy jest nie tak. I pewnie kiedyś się tym zajmę.

Tymczasem ogarniam rzeczywistość.

Read the rest of this entry

Reklamy

Konkurs to głupi pomysł

Zwykły wpis

Chyba najgorsze, co mogę robić (jako mama, ale nie tylko) to brać udział w jakimś wyimaginowanym, narzuconym sobie samej konkursie. A widzę, że niestety mam takie tendencje. Read the rest of this entry

Otwartość

Zwykły wpis

Miesiąc temu pisałam o tym, czego uczy mnie Ania. Dziś o czymś podobnym, tylko jak zwykle więcej treści w mniejszej liczbie słów napisała Monika W Świecie Żyrafy: Dwukierunkowa droga.

Żeby się uczyć, potrzebna jest otwartość. Dla mnie zawsze było to jasne i oczywiste, ale zaczynam dostrzegać, że dla wielu jest to problem. Chciałabym to zrozumieć. Co daje nam otwartość? A przed czym zdaje się chronić jej brak? Read the rest of this entry

Dzieci-rowery czy dzieci-konie?

Zwykły wpis

Mając lat niskie naście uczyłam się w wakacje jeździć konno. O ile dobrze pamiętam, najbardziej podobała mi się opieka nad końmi, szczotkowanie ich i spędzanie z nimi czasu, samej jazdy się bałam, ale co nieco się nauczyłam.

Pamiętam swój szok podczas pierwszej plenerowej samodzielnej jazdy, kiedy trzeba było ominąć sporą gałąź, leżącą na leśnej drodze. Umiejąc jeździć na rowerze, traktowałam konia jako nieco większy rower i na widok gałęzi zaczęłam szykować się do skrętu kierownicą (no, niech będzie: wodzami), ale koń był szybszy i sam zakręcił, by gałąź ominąć. Dopiero wtedy zrozumiałam, że to rozumne zwierzę:-) Read the rest of this entry

Szacunek wobec temperamentu dziecka

Zwykły wpis

Żyłam kiedyś w złudnym przekonaniu, że wychowanie ma niemal stuprocentowy wpływ na to, kim się stajemy. Nie wiem czemu, ale ciągle zapominałam o temperamencie, który jest wrodzony i już.

Kiedy urodziła się moja Córka, byłam już bardziej świadoma i staram się pilnować, by nie próbować przerabiać dyni w fasolkę, a róży w słonecznik. Wymaga to oczywiście rozpoznania, kim dziecko jest, jakie ma predyspozycje, etc, etc.

Myślę, że można przy tym popaść w przesadę i zbyt łatwo zaszufladkować malucha. Ja staram się tego unikać, większość sądów na temat mojej Ani i Jej predyspozycji umieszczać w kategorii: hipotezy. Read the rest of this entry

O niewierze (w czas)

Zwykły wpis

Bywają takie chwile (i mam wrażenie, że w macierzyństwie jest ich więcej niż gdzie indziej), kiedy wydaje mi się, że zawsze już tak będzie, a ja przecież ani chwili dłużej tego nie zniosę! A może raczej: ok, zniosłabym jeszcze chwilę, dwie, ale przecie nie zniosę, jak zawsze już tak będzie. Read the rest of this entry