Tag Archives: przedszkole

Małe sukcesy

Zwykły wpis

Może obiektywnie to małe sprawy. Ale radość dla mnie wielka. Read the rest of this entry

Reklamy

Zmiany

Zwykły wpis

Wreszcie skończyłam moją pierwszą redakcję książki i jestem w stanie coś napisać.

Zaczęłyśmy chodzić na zajęcia adaptacyjne do przedszkola: od wczoraj (wtorek) do piątku po 2 godziny. Przychodzą te dzieci, które rozpoczynają swoją przygodę z naszym przedszkolem (połowa grupy, bo reszta przyjęta w zeszłym roku) z mamą albo tatą (albo babcią i bratem – jeden chłopiec).

Jest lepiej niż się obawiałam. Ania okazuje spory entuzjazm i chętnie się bawi w ramach zabaw zorganizowanych przez panie. Sama też znajduje sobie zabawy przy zabawie dowolnej, dziś nawet chwilę bawiła się bez pilnowania mamy (dopóki dziewczynka nie zabrała jej zabawki). Potrafi jednak powiedzieć: „Nie bierz mi zabawki z ręki, musisz poprosić” i za jakąś chwilę sama się dzieli. Jednakże Ona nie prosi o pomoc i woli zmienić zajęcie.

Dziś rozpłakała się pod koniec dość solidnie (obiektywnie głos ma donośny i płacze wniebogłosy, my już przywykliśmy, pani była nieco w szoku, bo Ania nie wygląda na taką głośną, a wczoraj nie płakała). Ale w sumie nie jest źle. Widzę, że ma już zaufanie do pań, pozwala im się dotknąć. W ramach zabawy dotykała także inną dziewczynkę i pozwalała, żeby ją przytuliła. Bardzo źle za to znosi, jak mówi się jej co dokładnie ma robić: z której strony węża spacerowego stanąć, gdzie chwycić, jak usiąść. To najbardziej konfliktogenne obszary.

No i martwi mnie, że wczoraj po południu wyszła Jej wokół ust wysypka alergiczna. Podejrzewałam jedzenie, bo zjadła trochę kupionej przez nas chińszczyzny. Ale dziś w przedszkolu się zaogniło. Uczulenie na przedszkole? Nic tam dziś nie jadła…:( Nie wiem. Może mydło? Myła łapki, ale wysypka na buzi.

„Nie woli się pani miesiąc przemęczyć?”

Zwykły wpis

Rozmawiałam z Sąsiadką, która ma synka kilka tygodni młodszego od Ani. Żłobkowego. Gadałyśmy o przedszkolu i o moich obawach, jak Ania się tam zaadaptuje. Sąsiadka po pierwsze prezentowała postawę: „Jak rodzic się martwi, to dziecko też będzie, nie ma co się przejmować, wyjdzie pani i już zaraz będzie ok”. Potem, jak opowiedziałam o reakcjach Ani na zajęciach adaptacyjnych zmieniła jednak front i przyznając, że faktycznie może nie być tak łatwo, stwierdziła – gdy powiedziałam, że rozważamy rezygnację: „A nie woli się pani miesiąc przemęczyć?”

No i tak sobie myślę (nie oceniając osoby, którą po pierwsze mało znam, po drugie o ile znam, to naprawdę lubię) – jak łatwo nam pomieszać sobie w głowie kto jest kto. Przecież to nie ja bym się męczyła i miesiąc (czemu akurat miesiąc?) płakała, tylko Ania… Ale chyba jakoś trudno nam powiedzieć, że to dziecko może cierpieć. Bezpieczniej czujemy się, myśląc o naszym, dorosłym, rodzicielskim problemie z dzieckiem. Read the rest of this entry