Tag Archives: macierzyństwo

Coraz odważniej:)

Zwykły wpis

Najpierw miałam masę roboty, potem dość intensywny półurlop, a teraz znów robota. Ale chcę podzielić się radością.

Ania robi się coraz odważniejsza. Coraz częściej śmiało eksploruje świat i coraz mniej kurczowo trzyma mnie za rękę.

Owszem, pod pewnymi względami bycie mamą ostrożnego dziecka ułatwia życie. Żadnych wypadków, niespodziewanych eskapad, wspinaczek po meblach. Na pewno nie pójdzie z kimś obcym. Dokładnie wiem, co robi etc.

Ale cieszę się ogromnie, gdy widzę, że się wspina na meble (wiem, dzieci znajomych robiły to w wieku parunastu miesięcy, Ania ma miesięcy 41), że w sali zabaw biegnie i dopiero potem się ogląda, czy za Nią idziemy, a nie my Ją bezskutecznie namawiamy, żeby gdzieś z nami poszła. Że skacze wysoko na trampolinie.

Niech mi ktoś powie, że „integracja sensoryczna” i problemy z nią to wydumane bzdury… Niech spróbuje;-)

Myślę, że sporo jest też na rzeczy z wzorcem przywiązania. Ania niestety ma sporo cech „meduzy” – nie wiem, na ile wynika to z Jej temperamentu, a na ile z jakichś naszych błędów. Ale cieszę się, bo myślę, że pomału wyrasta na słonia:) Jak ktoś nie wie, o co chodzi, polecam świetny tekst Agnieszki Stein: O przywiązaniu.

Reklamy

Przemienienie

Zwykły wpis

Biegając wczoraj wieczorem (udało mi się wrócić do biegania po długiej przerwie – wczoraj trzeci dzień już truchtałam i było super po kryzysie dwóch pierwszych dni), jak zwykle próbowałam się modlić. To dla mnie najlepsza okazja na indywidualną modlitwę. Myślałam o wczorajszej Uroczystości Przemienienia Pańskiego, którą od dawna darzę wielkim uczuciem i żałuję, że jest tak mało znana przeciętnemu chadzaczowi do kościoła. Ja sama odkryłam ją chyba dopiero jako dorosła. I udało mi się jakoś sedno wczorajszego  święta odnieść do tego, co pisałam wcześniej o konfliktach z Anią i moim pogubieniu w nich.Istota wczorajszej uroczystości została trafnie wyrażona w słowach z wczorajszej Godziny Czytań:

Jezus objawił uczniom tę tajemnicę na górze Tabor. Gdy wędrował wraz z nimi, uczył o królestwie i o swoim powtórnym przyjściu w chwale. Oni jednak, jak się zdaje, nie dowierzali temu, co mówił im o królestwie. Aby więc przyjęli ową naukę całym sercem, aby wydarzenia obecne pomogły im uwierzyć w przyszłe, Jezus okazał cudownie swe Bóstwo na górze Tabor jako zapowiedź i obraz królestwa Bożego.

To nie Jezus się przemienił. To oni zobaczyli. Jego tajemnica była z Nim cały czas. A jednak musieli ją odkryć (jak wierzę, sam jako człowiek także ją odkrywał przez całe życie) i nie było to dla nich łatwe.

Mnie także trudno w codziennych zmaganiach pamiętać i wierzyć, że nie wszystko kończy się na moich nieudolnych staraniach. Nie wierzę, bo jestem niecierpliwa.

Na szczęście Pan pochyla się nad nami i wprowadza na Górę, by pokazać, że Coś Więcej jest. JEST. I choć po chwili znów zniknie z oczu, szaty przestaną błyszczeć i okryje je kurz, to JEST.

Jezus ukazał się uczniom taki, jaki był w oczach Boga. Jego umiłowany Syn. I wierzę, że mi pragnie pokazać, że ja także jestem umiłowaną Córką. I Ania. I każdy.

Mój Spowiednik twierdzi, że modląc się, uczymy patrzeć na innych Bożymi oczami, widzieć ich takimi, jak ich widzi Bóg. Wtedy łatwiej kochać.

Wczoraj na chwilę zobaczyłam przynajmniej nadzieję na to.

 

Codzienność

Zwykły wpis

Dziękuję za wszystkie dobre słowa po poprzedniej notce. To nie jest tak, że ja się stale uważam za beznadziejną albo jakoś szczególnie dręczę tym, co bym mogła, a mi się nie udało. Jednakże opisane w owej notce zaszłości wskazują, że coś tam w głębi mojej duszy jest nie tak. I pewnie kiedyś się tym zajmę.

Tymczasem ogarniam rzeczywistość.

Read the rest of this entry