Tag Archives: dziecko

Zmiany

Zwykły wpis

Wreszcie skończyłam moją pierwszą redakcję książki i jestem w stanie coś napisać.

Zaczęłyśmy chodzić na zajęcia adaptacyjne do przedszkola: od wczoraj (wtorek) do piątku po 2 godziny. Przychodzą te dzieci, które rozpoczynają swoją przygodę z naszym przedszkolem (połowa grupy, bo reszta przyjęta w zeszłym roku) z mamą albo tatą (albo babcią i bratem – jeden chłopiec).

Jest lepiej niż się obawiałam. Ania okazuje spory entuzjazm i chętnie się bawi w ramach zabaw zorganizowanych przez panie. Sama też znajduje sobie zabawy przy zabawie dowolnej, dziś nawet chwilę bawiła się bez pilnowania mamy (dopóki dziewczynka nie zabrała jej zabawki). Potrafi jednak powiedzieć: „Nie bierz mi zabawki z ręki, musisz poprosić” i za jakąś chwilę sama się dzieli. Jednakże Ona nie prosi o pomoc i woli zmienić zajęcie.

Dziś rozpłakała się pod koniec dość solidnie (obiektywnie głos ma donośny i płacze wniebogłosy, my już przywykliśmy, pani była nieco w szoku, bo Ania nie wygląda na taką głośną, a wczoraj nie płakała). Ale w sumie nie jest źle. Widzę, że ma już zaufanie do pań, pozwala im się dotknąć. W ramach zabawy dotykała także inną dziewczynkę i pozwalała, żeby ją przytuliła. Bardzo źle za to znosi, jak mówi się jej co dokładnie ma robić: z której strony węża spacerowego stanąć, gdzie chwycić, jak usiąść. To najbardziej konfliktogenne obszary.

No i martwi mnie, że wczoraj po południu wyszła Jej wokół ust wysypka alergiczna. Podejrzewałam jedzenie, bo zjadła trochę kupionej przez nas chińszczyzny. Ale dziś w przedszkolu się zaogniło. Uczulenie na przedszkole? Nic tam dziś nie jadła…:( Nie wiem. Może mydło? Myła łapki, ale wysypka na buzi.

„Piotras and friends”

Zwykły wpis

Jestem pociągiem. Pociągami. Co chwilę innymi. Piotrkiem, Gabrysiem, Emilką, „Towikiem”, „Karoldem” (to helikopter, ale bywa także pociągiem). Bywam dźwigiem Karolkiem i muszę sprzeczać się z Tomkiem o to, który z nas jest silniejszy. Tak, czasem kopnie mnie też zaszczyt i bywam Tomkiem.

Zdarza się, że jestem Puchatkiem, który przebiera się za Karolka i bawi się z Prosiaczkiem, który udaje Tomka. Scenariuszy jest wiele, nieodmiennie są skomplikowane i bardzo szczegółowe. Read the rest of this entry

Przemienienie

Zwykły wpis

Biegając wczoraj wieczorem (udało mi się wrócić do biegania po długiej przerwie – wczoraj trzeci dzień już truchtałam i było super po kryzysie dwóch pierwszych dni), jak zwykle próbowałam się modlić. To dla mnie najlepsza okazja na indywidualną modlitwę. Myślałam o wczorajszej Uroczystości Przemienienia Pańskiego, którą od dawna darzę wielkim uczuciem i żałuję, że jest tak mało znana przeciętnemu chadzaczowi do kościoła. Ja sama odkryłam ją chyba dopiero jako dorosła. I udało mi się jakoś sedno wczorajszego  święta odnieść do tego, co pisałam wcześniej o konfliktach z Anią i moim pogubieniu w nich.Istota wczorajszej uroczystości została trafnie wyrażona w słowach z wczorajszej Godziny Czytań:

Jezus objawił uczniom tę tajemnicę na górze Tabor. Gdy wędrował wraz z nimi, uczył o królestwie i o swoim powtórnym przyjściu w chwale. Oni jednak, jak się zdaje, nie dowierzali temu, co mówił im o królestwie. Aby więc przyjęli ową naukę całym sercem, aby wydarzenia obecne pomogły im uwierzyć w przyszłe, Jezus okazał cudownie swe Bóstwo na górze Tabor jako zapowiedź i obraz królestwa Bożego.

To nie Jezus się przemienił. To oni zobaczyli. Jego tajemnica była z Nim cały czas. A jednak musieli ją odkryć (jak wierzę, sam jako człowiek także ją odkrywał przez całe życie) i nie było to dla nich łatwe.

Mnie także trudno w codziennych zmaganiach pamiętać i wierzyć, że nie wszystko kończy się na moich nieudolnych staraniach. Nie wierzę, bo jestem niecierpliwa.

Na szczęście Pan pochyla się nad nami i wprowadza na Górę, by pokazać, że Coś Więcej jest. JEST. I choć po chwili znów zniknie z oczu, szaty przestaną błyszczeć i okryje je kurz, to JEST.

Jezus ukazał się uczniom taki, jaki był w oczach Boga. Jego umiłowany Syn. I wierzę, że mi pragnie pokazać, że ja także jestem umiłowaną Córką. I Ania. I każdy.

Mój Spowiednik twierdzi, że modląc się, uczymy patrzeć na innych Bożymi oczami, widzieć ich takimi, jak ich widzi Bóg. Wtedy łatwiej kochać.

Wczoraj na chwilę zobaczyłam przynajmniej nadzieję na to.