Oddycham

Zwykły wpis

Dawno mnie tu nie było, ponad miesiąc. To był bardzo intensywny czas, zbyt intensywny jak na mój gust. Odkryłam dzięki niemu coś ważnego (ale odkryłam dopiero co, kiedy już przez kilka ostatnich – świątecznych – dni wypoczęłam, pospałam, nie biegałam jak oszalała).

Mam tendencję do ciągłego napinania struny nad miarę. Byle nie pękła, ale innych ograniczeń brak. Miotam się czasem straszliwie, ponieważ nie umiem powiedzieć sobie: „Stop!”. Mam wrażenie, że w mojej głowie siedzi masa podpowiadaczy, których chcę zadowolić, masa głosów, którym boję się odmówić, bo a nuż ktoś uzna, że nie staram się dość. A tak naprawdę i tak za mało się staram, bo robię za wiele.

W styczniu znów będzie wiele spraw, ale mam mocne postanowienie kierować się rozsądkiem. A przez rozsądek rozumiem dziś branie pod uwagę swoich własnych możliwości i potrzeb bardziej niż rzekomych oczekiwań innych. I jestem przekonana, że nie zajmując się rzekomymi oczekiwaniami, będę w stanie bardziej zaspokajać nie tylko swoje potrzeby, ale i innych – tylko że autentyczne. Strasznie dużo energii marnuję zwykle na zaspokajanie wymyślonych potrzeb i na udawanie, że dbam o wszystko i wszystkich…

Dużo myślę też o dzieciach, o naszych dorosłych relacjach z nimi. O tym, jak często w stosunku do własnego dziecka kierujemy się nie tym, czego nam i jemu potrzeba, ale tym, co ludzie pomyślą, powiedzą. Łudziłam się, że jestem od tego w miarę wolna, ale widzę, że nie jestem.

I pewnie, że łatwiej by było, gdyby dla dzieci było w świecie wokół nas więcej miejsca. Widzę ostatnio, jak bardzo brak dzieciom przestrzeni na bycie dziećmi… No ale jest jak jest, a funkcjonować trzeba. Póki co cieszę się chwilą wolną od miliona zajęć. I tym, że nasza Córka ma teraz przy sobie także Dziadków i że ja mam przestrzeń dla siebie, na zwyczajne pobyczenie się, poczytanie, nawet marnowanie czasu. Rzadki, ale jakże cenny rarytas.

Trudne chwile

Zwykły wpis

Zwykle, choć nie zawsze, piszę o tym, co już się nam udało. O rozwiązanych problemach, dobrych chwilach,

Ostatnio nie dość, że brak mi czasu na blog, więc bardzo mało piszę, to jeszcze brak mi takich radosnych pomysłów na podzielenie się.

Bo po raz chyba pierwszy w ponad czteroletniej historii macierzyństwa mam taki kryzys, kiedy naprawdę chciałabym mieć zupełnie wolne od dziecka.

Wiem, że minie.

Niemniej jednak jest i trzeba w tym kryzysie sobie radzić.

Ze swoimi trudnymi uczuciami, z uczuciami dziecka. Szukać pomocy. Bardzo pomógł wczoraj Mąż, który zadziałał jak strażak i najpierw nas rozdzielił, a potem zajął się Anią i Jej uczuciami.

Wiem, że rozmawiał z Nią też o moich potrzebach i do wieczora było naprawdę dobrze, Ania nie była tak roszczeniowa zględem mnie jak ostatnio (nie wiem, czy „roszczeniowa” to właściwe określenie, czuję, że nie, ale lepszego nie umiem w tej chwili znaleźć). Nawet usnęła sama po czytaniu i przytulaniu, nie musiałam czekać aż zaśnie (sama przysypiając).

O co tak właściwie chodzi? Chyba o to, że nasze potrzeby w tej chwili są mocno sprzeczne. Ania potrzebuje masy uwagi i bliskości w momencie, kiedy ja bardzo potrzebuję autonomii i odpoczynku.

Wiem, że się dogadamy. Ale chwilowo brak mi pomysłów i naprawdę chciałabym po prostu na chwilę odłączyć „mother mode”;)

Najlepszy prezent

Zwykły wpis

Właśnie do mnie wczoraj dotarło. Najlepszy prezent, jaki można mi zrobić, to zaprzyjaźnić się z moim Dzieckiem na tyle, by móc się z nim parę godzin pobawić bez mojego udziału.

Przez 2 dni była u nas moja Mama i mimo choroby czuję się cudownie, wypoczęta psychicznie i duchowo! Na dodatek popracowałam nad projektem, o którym niebawem więcej się dowiecie.

Tworzę, z pomocą innych rodziców, portal dla tych, którzy chcą wychowywać swoje dzieci jednocześnie po chrześcijańsku, i w nurcie Rodzicielstwa Bliskości. Jeśli jesteś taką osobą, a jeszcze nic o tym nie wiesz, to wyczekuj 23 listopada, kiedy planujemy wystartować:) Wkrótce przed tą datą zamieszczę tu informacje o adresie strony:)

A tymczasem… Mama pojechała, a ja zrozumiałam, jak bardzo lubię moje dziecko, jeśli nie jestem jego głównym zabawiaczem i opiekunem przez większość czasu:) Jeszcze bardziej niż zwykle, bo widzę je wypoczętymi oczami.