Samo-dzielność

Zwykły wpis

Nie znoszę tego słowa, bo mam względem niego mieszane uczucia i związany z nim wewnętrzny konflikt.
Z jednej strony kojarzy mi się z tzw. „treningiem samodzielnego zasypiania”, czyli koszmarem fundowanym niektórym dzieciom, ba, niemowlętom, kiedy to nie odpowiada się na ich płacz i wołanie, tylko czeka, aż przyzwyczają się, że nikt nie przyjdzie. (Wiem, że wielu rodziców robiło coś takiego w dobrej wierze, słuchając „ekspertów”, nie chcę nikogo piętnować, choć faktycznie oceniam tę praktykę jednoznacznie negatywnie). Kojarzy mi się też z odmawianiem dziecku obecności, pomocy itp.
Z drugiej – wiem, że to ważne, by dziecko czuło się kompetentne, umiało sobie radzić, by wiedziało, że traktuje się je serio i daje mu szansę, by próbowało, uczyło się etc. Lubię to.

Moja Córka generalnie wychodzi na niesamodzielną, gdy chodzi o różne czynności, a bardzo samodzielną, gdy chodzi o wybory i poglądy. To mieszanka wybuchowa! Mieć koncept, mieć chęć i zależeć od drugiego w wykonaniu go. Idzie wykończyć rodzica czy opiekuna, a i własna frustracja dziecka murowana.

Od dawna zastanawiałam się, jak wspierać jej samodzielność bez odbierania bliskości i wsparcia. Wiedziałam, że na pewno nie chcę, by czuła się porzucona i zdana na siebie. Dziś, dwa tygodnie przed piątymi urodzinami, w dniu, gdy moje dziecko pierwszy raz samodzielnie;) zostało w przedszkolu Montessori (które stawia na samodzielność bardzo), dużo o tym myślę i chcę co nieco podsumować.

Jak wspomniałam, z dwóch skrajności wybrałam niepchanie dziecka w samodzielność na siłę. Z tego powodu moja prawie pięciolatka do dziś zasypia w mojej obecności (choć potrafi sama, jednak nie widzę powodu odmawiać jej swojej obecności w tym ważnym momencie dnia, sama te chwile: czytania, modlitwy, przytulania bardzo lubię); nie chce chodzić sama do łazienki (to mnie niestety wkurza); prosi (lub będąc w złej formie, niestety żąda) o pomoc w ubieraniu niektórych części ubrania lub zdejmowaniu kaloszy…

Nigdy, przenigdy nie chciałam motywować Ani do samodzielności przez wiązanie tego z ocenami czy wpływem na jej samoocenę. Nie ganiłam za brak samodzielności (choć, owszem, nieraz zdarzało mi się okazać zniecierpliwienie…), nie chwaliłam za samodzielność – ale dostrzegałam, gdy się jej coś udało i o tym wspominałam. Kiedy jakieś jej samodzielne działanie ułatwiało mi życie, mówiłam o mojej wdzięczności itp.

Dużo bawimy się w dzidziusia, widzę, że Ania tego do czegoś potrzebuje (mniej więcej od 3. roku życia, zwłaszcza po pójściu do przedszkola). Bawimy się też, z inicjatywy Ani, w „dorosłe panie” i wtedy ćwiczy dorosłość;)

Widzę, że powoli, bardzo powoli, ale bez presji moje dziecko samo wybiera samo-dzielność. Że od paru tygodni (zwłaszcza po okresie ciągłych strasznych awantur), coraz częściej potrafi zamiast bić czy wrzeszczeć, na chwilę sama wyjść do swojego pokoju (nigdy nie odsyłałam jej do pokoju, nie ma u nas time-outów itp.) i trzasnąć drzwiami, a za chwilę wyjść w dobrym humorze. Albo potrafi jasno powiedzieć, czego ode mnie potrzebuje: „nic nie mów, przytulaj, głaszcz tutaj” itp. (tak, czasem to krzyczy albo mówi nieuprzejmie, to prawda). Coraz częściej po prostu robi różne rzeczy, których wcześniej od nas oczekiwała – drobne, ale ważne: weźmie sobie chusteczkę do nosa i wyrzuci ją do śmieci (bez gadania o tym), naleje sobie picie, ubierze się (poza bluzą czy kurtką) – nie tylko w formie zabawy, bo tak owszem, umiała już dawniej. Coraz więcej bawi się sama, choć czasem chce, żeby po prostu przy tym siedzieć. Przyjmuje coraz spokojniej moją odmowę zabawy w danej chwili…

Przyszło do nas. Bez wielkiej szarpaniny. Z drugiej strony – owszem, późno. I bez entuzjazmu. Ania nie jest typem: „ja sama”, ponoć dzieci ciągle to mówią, a ona nie. Myślę, że nowe przedszkole będzie dla niej pod tym względem dużym rozwojowym wyzwaniem. Ale czuję, że to najwłaściwszy czas na to. Bo jest już w jej zasięgu – bez strasznej szarpaniny. Oby.

Advertisements

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

4 responses »

  1. Moje dziecko też nadal zasypia w mojej obecności. I też mimo tego, że potrafi samo. To jest nasz bardzo szczególny czas na tulenie, mizianie, czytanie, opowieści o dniu, powtarzaniu że się kochamy… Póki sam mnie nie zacznie wyrzucać z pokoju na czas zasypiania, to sama się tego nie pozbawię!

  2. Być może zbyt przykuwamy uwagę do rozwoju dziecka i zbyt analizujemy zachowanie. Tak jak mówisz zasypianie razem jest bardzo męczące, ale także trzeba oduczać złych nawyków. Po moich szkrabach widzę, że wszystko należy robić małymi lub większymi krokami, ale nigdy nie stawiać dziecka pod ścianą. Ze swej strony miałam straszne problemy z nocniczkiem i nikt nie dawał rady z namówieniem dziecka, ale na [usunęłam link z reklamą – lovespatient] pieluchy wielorazowe i po 2 tygodniach Łukaszek ani myślał zrobić w pieluchę 😉 Ze starszymi dziećmi mojej kuzynki zadziałało czytanie na dobranoc i uchylane drzwi z zapalonym światłem na korytarzu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s