Monthly Archives: Sierpień 2014

Samo-dzielność

Zwykły wpis

Nie znoszę tego słowa, bo mam względem niego mieszane uczucia i związany z nim wewnętrzny konflikt.
Z jednej strony kojarzy mi się z tzw. „treningiem samodzielnego zasypiania”, czyli koszmarem fundowanym niektórym dzieciom, ba, niemowlętom, kiedy to nie odpowiada się na ich płacz i wołanie, tylko czeka, aż przyzwyczają się, że nikt nie przyjdzie. (Wiem, że wielu rodziców robiło coś takiego w dobrej wierze, słuchając „ekspertów”, nie chcę nikogo piętnować, choć faktycznie oceniam tę praktykę jednoznacznie negatywnie). Kojarzy mi się też z odmawianiem dziecku obecności, pomocy itp.
Z drugiej – wiem, że to ważne, by dziecko czuło się kompetentne, umiało sobie radzić, by wiedziało, że traktuje się je serio i daje mu szansę, by próbowało, uczyło się etc. Lubię to.

Moja Córka generalnie wychodzi na niesamodzielną, gdy chodzi o różne czynności, a bardzo samodzielną, gdy chodzi o wybory i poglądy. To mieszanka wybuchowa! Mieć koncept, mieć chęć i zależeć od drugiego w wykonaniu go. Idzie wykończyć rodzica czy opiekuna, a i własna frustracja dziecka murowana.

Od dawna zastanawiałam się, jak wspierać jej samodzielność bez odbierania bliskości i wsparcia. Wiedziałam, że na pewno nie chcę, by czuła się porzucona i zdana na siebie. Dziś, dwa tygodnie przed piątymi urodzinami, w dniu, gdy moje dziecko pierwszy raz samodzielnie;) zostało w przedszkolu Montessori (które stawia na samodzielność bardzo), dużo o tym myślę i chcę co nieco podsumować.

Jak wspomniałam, z dwóch skrajności wybrałam niepchanie dziecka w samodzielność na siłę. Z tego powodu moja prawie pięciolatka do dziś zasypia w mojej obecności (choć potrafi sama, jednak nie widzę powodu odmawiać jej swojej obecności w tym ważnym momencie dnia, sama te chwile: czytania, modlitwy, przytulania bardzo lubię); nie chce chodzić sama do łazienki (to mnie niestety wkurza); prosi (lub będąc w złej formie, niestety żąda) o pomoc w ubieraniu niektórych części ubrania lub zdejmowaniu kaloszy…

Nigdy, przenigdy nie chciałam motywować Ani do samodzielności przez wiązanie tego z ocenami czy wpływem na jej samoocenę. Nie ganiłam za brak samodzielności (choć, owszem, nieraz zdarzało mi się okazać zniecierpliwienie…), nie chwaliłam za samodzielność – ale dostrzegałam, gdy się jej coś udało i o tym wspominałam. Kiedy jakieś jej samodzielne działanie ułatwiało mi życie, mówiłam o mojej wdzięczności itp.

Dużo bawimy się w dzidziusia, widzę, że Ania tego do czegoś potrzebuje (mniej więcej od 3. roku życia, zwłaszcza po pójściu do przedszkola). Bawimy się też, z inicjatywy Ani, w „dorosłe panie” i wtedy ćwiczy dorosłość;)

Widzę, że powoli, bardzo powoli, ale bez presji moje dziecko samo wybiera samo-dzielność. Że od paru tygodni (zwłaszcza po okresie ciągłych strasznych awantur), coraz częściej potrafi zamiast bić czy wrzeszczeć, na chwilę sama wyjść do swojego pokoju (nigdy nie odsyłałam jej do pokoju, nie ma u nas time-outów itp.) i trzasnąć drzwiami, a za chwilę wyjść w dobrym humorze. Albo potrafi jasno powiedzieć, czego ode mnie potrzebuje: „nic nie mów, przytulaj, głaszcz tutaj” itp. (tak, czasem to krzyczy albo mówi nieuprzejmie, to prawda). Coraz częściej po prostu robi różne rzeczy, których wcześniej od nas oczekiwała – drobne, ale ważne: weźmie sobie chusteczkę do nosa i wyrzuci ją do śmieci (bez gadania o tym), naleje sobie picie, ubierze się (poza bluzą czy kurtką) – nie tylko w formie zabawy, bo tak owszem, umiała już dawniej. Coraz więcej bawi się sama, choć czasem chce, żeby po prostu przy tym siedzieć. Przyjmuje coraz spokojniej moją odmowę zabawy w danej chwili…

Przyszło do nas. Bez wielkiej szarpaniny. Z drugiej strony – owszem, późno. I bez entuzjazmu. Ania nie jest typem: „ja sama”, ponoć dzieci ciągle to mówią, a ona nie. Myślę, że nowe przedszkole będzie dla niej pod tym względem dużym rozwojowym wyzwaniem. Ale czuję, że to najwłaściwszy czas na to. Bo jest już w jej zasięgu – bez strasznej szarpaniny. Oby.

Reklamy