Burze i napory, a potem słońce

Zwykły wpis

Działo się, oj działo. Nie tylko dlatego że dawno nie pisałam. Może wręcz przeciwnie – nie pisałam, bo się działo…

Nie miałam sił ani czasu. A potem to już zupełnie nie wiedziałam, co napisać. Myślałam nawet o skasowaniu bloga i żałowałam, że kiedykolwiek zaczęłam pisać o Rodzicielstwie Bliskości. To był czas wielu zwątpień.

Chwilami było u nas wariatkowo, jeśli chcemy wyrazić się z odrobiną humoru, albo koszmar, albo piekło. Straszne wrzaski, ataki wściekłości, sytuacje, z którymi zupełnie sobie nie radziłam, nosząc wrzeszczące na całe osiedle dziecko na siłę do domu, bo już nie mogłam znieść tych krzyków na forum publicznym. Straszne awantury o nie wiadomo co… Uderzanie, kopanie, masa agresji – to u nas była nowość…

Konsultacje z psycholożką (która prócz problemów z integracją sensoryczną nie wskazuje problemów i bardzo chwaliła Anine umiejętności decydowania, mówienia o swoich preferencjach itp.), powrót do terapii SI (po wakacjach, na razie było spotkanie rediagnostyczne)…

Potem wyjazd na wakacje – i prócz mnóstwa radosnych, beztroskich chwil, także straszne awantury Ani z Babcią albo ze mną, prawie codzienne akcje pt. straszny wrzask i nieopanowanie totalne… Moja bezsilność i strach…

No i jakoś się… poukładało. Po tych dobrych kilku-kilkunastu tygodniach widzę ogromne zmiany w Córce. Umie jeszcze lepiej niż przed tymi akcjami mówić o uczuciach, także sprzecznych (a tych sprzeczności ma sporo). Umie pokazać, że coś jej nie pasuje także w inny sposób niż wrzask. Szuka strategii, które pozwolą zaspokoić potrzeby nie tylko jej. Okazuje zainteresowanie moją sytuacją i troskę o moje sprawy (to nowość). Dużo serdeczności (np. przed chwilą, kiedy się zbudziła i mnie zawołała, a ja ją okryłam i powiedziałam, by spała jeszcze, powiedziała: „Dziękuję” i usnęła – żadnych awantur, że nie chce, że chce ze mną, że wszystko inaczej, jak byłoby jeszcze niedawno)…

Po raz kolejny mogę świadczyć: warto. RB nie działa jak pstryczek. Myślę, że wiele „prostych” w naszej kulturze spraw komplikuje. Wymaga cierpliwości, wytrwałości i ogromnej nadziei. Ale warto.

Reklamy

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

One response »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s