Monthly Archives: Lipiec 2014

„Uparta jestem”

Zwykły wpis

Powiedziała wczoraj o sobie. Mam wrażenie i nadzieję, że nie usłyszała tego nigdy ode mnie, bo ja tak nie mówię i prawie tak nie myślę. Twierdzi, że wymyśliła to sama.

Cała sytuacja wyglądała mniej więcej tak:

Wieczorem było ciężko, wszyscy bardzo zmęczeni, Ania nie chciała myć włosów (a już kilka razy jej darowałam wcześniej i miała je naprawdę brudne)… Nie miałam siły na empatię czy zabawę, było nerwowo. No w końcu się zgodziła, trochę pod presją tego, że wkurzona poszłam ogarniać rzeczy na jej łóżku i chyba nudziła się sama w wannie, więc już wolała myć włosy niż na mnie czekać… i umyłyśmy. Czułam, że jej potrzeba autonomii jest niezaspokojona (w końcu naprawdę bardzo nie chciała myć włosów i zgodziła się wbrew sobie) i jeszcze o coś może się wywiązać sprzeczka. Tymczasem… Ania chciała, żebym ja wylała jej wodę z wanny, ja akurat coś robiłam wokół siebie i powiedziałam, że w takim razie musi czekać. Chciała postawić na swoim (wyjść z honorem), ale ewidentnie nie chciała się kłócić, więc zaczęła liczyć baaaardzo powoli, żeby mi dać czas;) Potem i tak nie wyrobiłam się w jej limicie, więc poczekała. A na koniec powiedziała mi: „musiałyśmy tak zrobić, bo ja jestem bardzo uparta”. Zapytałam ją najpierw, skąd ma taki pomysł, czy ktoś ją tak nazwał (twierdzi, że sama to wymyśliła) i co o tym myśli, czy to dobrze, czy źle. Powiedziała, że nie chce być uparta, bo chce być grzeczna, no ale jest uparta;P Dało mi to jakiś wgląd w to, co przeczuwałam – że ostatnie spiętrzenie awantur, ataki furii itp. nie były o nic, tylko w niej naprawdę dużo się dzieje i ma coraz większy wgląd w różne sprawy i chciałaby się zachowywać „doroślej” niż potrafi.

Nasza psycholożka powiedziała właśnie coś podobnego po rozmowie z Anią. Że przy jej wrażliwości i inteligencji, świadomość tego, że zachowuje się inaczej niż jest oczekiwane, dodatkowo ją nakręca i utrudnia… I że niektóre awantury mogą wynikać właśnie z tego.

Zadziwiło mnie, że moje dziecko rozmyśla już nad swoim zachowaniem i widzi ambiwalencję:) No bo to (pomijając to, że smuci mnie, że sama się określa takim epitetem) niesamowite: uważać się za upartą i chcieć inaczej. No właśnie chcieć. Mogłaby się uprzeć, żeby nie być uparta?;)

A ja naprawdę cenię w Ani to, że wie, czego chce, i że – o ile da radę powstrzymać silną reakcję emocjonalną – potrafi do tego dążyć na mądre sposoby: proponować rozwiązania, wychodzić naprzeciw, szukać różnych opcji:)

Reklamy

Burze i napory, a potem słońce

Zwykły wpis

Działo się, oj działo. Nie tylko dlatego że dawno nie pisałam. Może wręcz przeciwnie – nie pisałam, bo się działo…

Nie miałam sił ani czasu. A potem to już zupełnie nie wiedziałam, co napisać. Myślałam nawet o skasowaniu bloga i żałowałam, że kiedykolwiek zaczęłam pisać o Rodzicielstwie Bliskości. To był czas wielu zwątpień.

Chwilami było u nas wariatkowo, jeśli chcemy wyrazić się z odrobiną humoru, albo koszmar, albo piekło. Straszne wrzaski, ataki wściekłości, sytuacje, z którymi zupełnie sobie nie radziłam, nosząc wrzeszczące na całe osiedle dziecko na siłę do domu, bo już nie mogłam znieść tych krzyków na forum publicznym. Straszne awantury o nie wiadomo co… Uderzanie, kopanie, masa agresji – to u nas była nowość…

Konsultacje z psycholożką (która prócz problemów z integracją sensoryczną nie wskazuje problemów i bardzo chwaliła Anine umiejętności decydowania, mówienia o swoich preferencjach itp.), powrót do terapii SI (po wakacjach, na razie było spotkanie rediagnostyczne)…

Potem wyjazd na wakacje – i prócz mnóstwa radosnych, beztroskich chwil, także straszne awantury Ani z Babcią albo ze mną, prawie codzienne akcje pt. straszny wrzask i nieopanowanie totalne… Moja bezsilność i strach…

No i jakoś się… poukładało. Po tych dobrych kilku-kilkunastu tygodniach widzę ogromne zmiany w Córce. Umie jeszcze lepiej niż przed tymi akcjami mówić o uczuciach, także sprzecznych (a tych sprzeczności ma sporo). Umie pokazać, że coś jej nie pasuje także w inny sposób niż wrzask. Szuka strategii, które pozwolą zaspokoić potrzeby nie tylko jej. Okazuje zainteresowanie moją sytuacją i troskę o moje sprawy (to nowość). Dużo serdeczności (np. przed chwilą, kiedy się zbudziła i mnie zawołała, a ja ją okryłam i powiedziałam, by spała jeszcze, powiedziała: „Dziękuję” i usnęła – żadnych awantur, że nie chce, że chce ze mną, że wszystko inaczej, jak byłoby jeszcze niedawno)…

Po raz kolejny mogę świadczyć: warto. RB nie działa jak pstryczek. Myślę, że wiele „prostych” w naszej kulturze spraw komplikuje. Wymaga cierpliwości, wytrwałości i ogromnej nadziei. Ale warto.