Z Anią w pracy

Zwykły wpis

Zasypię Was dziś tymi wpisami, ale jakoś mam dzień na dzielenie się (i rzadką ostatnio spokojną chwilę na to).

Jak pewnie niektórzy pamiętają, uczę angielskiego. Wczoraj miałam mieć lekcję z dwoma licealistkami, które uczę już czwarty rok, u nich w domu (uczę także troje ich rodzeństwa). Mąż ma w tym tygodniu dyżur w pracy i wczoraj musiał zostać dłużej, dowiedziałam się o tym za późno, by załatwić jakąś inną opiekę dla mojej czterolatki…

Postanowiłam więc odwołać lekcję, ale dostarczyć dziewczynom materiały do pracy własnej, niech coś tam porobią…:) Przyszłam z Anią i zostałyśmy bardzo ciepło przyjęte. Mama moich uczennic, one same i jeszcze bracia bardzo się ucieszyli na widok Ani i zapewnili, że może zostać, że na pewno damy radę odbyć lekcję z Anią. Dostała kilka zabawek, wyszperanych po kątach (najmłodsze dziecko w rodzinie chodzi do gimnazjum, na szczęście znalazły się takie rosyjskie babki, które się wkłada jedną w drugą, jak one się zwą? Matrioszki?). Nie byłam przekonana, że to się uda, ale jednak!

Lekcja miała trwać 60 minut, Ania zaczęła narzekać na nudę dopiero po 40 i udało nam się koniec końców wytrwać 50:-) Moje dziecię zachowywało się bardzo spokojnie, dziewczyny się uczyły raz na jakiś czas podglądając, co Ania kombinuje, Ania trochę pośpiewała po swojemu, ale nikomu nie przeszkadzało.

Na koniec mama dziewczyn powiedziała, że jakby co, to mogę częściej przychodzić z Anią, że jakoś się Nią zajmą:)

Chciałabym Wam napisać o tym, jak dobrze się czułam. Lubię chodzić w różne miejsca z moją Córką… o ile wiem, że jest tam mile widziana. Są takie miejsca i tacy ludzie, przy których może być sobą i wtedy bardzo współpracuje. Ja wiem, że jest Jej dobrze, Ona potrafi zająć się sobą albo cichutko przytula się do mnie, a ja mogę spokojnie robić swoje…

To było bardzo miłe, fajne doświadczenie.

Z perspektywy mamy najbardziej zaczyna się cenić miejsca, w których dobrze jest naszemu dziecku;-)

Reklamy

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

3 responses »

  1. Choć Śmieszka jest na innym etapie niż Ania to bardzo dobrze Cię rozumiem. I tym razem, ja choć zazwyczaj pozytywna (chyba już mnie z tej strony poznałaś) trochę pesymistycznie. Ostatnio chodzi za mną tekst, który chciałam napisać po niefajnych doświadczeniach z wizyty u znajomych. Tekst miał nosić tytuł: „Nie traktujcie mnie, jak małpki w zoo”. Otóż tak Śmieszka była przez nich traktowana. I chyba jeszcze jest to dla mnie zbyt świeże, więc może jak się ułoży i ocieknie z emocji to się tym niefajnym doświadczeniem podzielę. A dziś się cieszę, że odwróciłaś moją uwagę ku dobrym spotkaniom, bo takie oczywiście też są w naszym towarzyskim życiu:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s