Jak mało…

Zwykły wpis

Część poniższego tekstu pojawiła się już dziś na moim profilu facebookowym, ale wklejam i tu. Na końcu dodałam jeszcze parę słów komentarza i prośbę do innych rodziców przedszkolaków (ale nie tylko).

Pamiętając, jak ciężko było Ani w zeszłym roku w czasie posiłków w przedszkolu i jak trudno było przekonać panie, by jej nie karmiły, nie namawiały do jedzenia itp., dziś podstępnie zapytałam: „No i jak tam ta nowa pani, namawia dzieci do jedzenia?”, a Ania mówi: „Karmiła mnie dziś obiadkiem”. Pytam, czy jej się to podobało. Ania: „Tak, bo to jest bardzo grzeczna pani, nie to co inne panie. Jak powiedziałam, że już nie chcę i dziękuję, to od razu przestała i nie mówiła: <<Jeszcze jeden gryz>>”. Po chwili Ania dodała: „Lubię tą panią najbardziej ze wszystkich pań w przedszkolu. Bo ona słucha dzieci”. Jak mało dziecku potrzeba!

Chciałabym, żeby pedagodzy słyszeli/czytali takie drobne sygnały od rodziców i dzieci. Wierzę w dobrą wolę większości nauczycieli, wierzę w chęć pomagania dzieciom, a jednak mam wrażenie, że czasem nasze – rodzin i nauczycieli – światy bardzo się rozmijają. Jest masa takich drobnych, prostych spraw, które moim zdaniem niewiele by przedszkole kosztowały (materialnie to chyba nawet nic), a mogłyby pomóc wielu dzieciom. Też takie macie? Piszmy!!!

Advertisements

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

6 responses »

  1. No cóż, ze smutkiem stwierdzam, że w szkole moich dzieci też się je „zachęca” do jedzenia, bo w końcu rodzice płacą, to wymagają, by dzieciak zjadł, by nie był głodny, by nie marnować i jedzenia i pieniędzy rodziców, by nauczyć dzieci jeść, by nie ulegać niejadkom, bo nikt by w końcu nie jadł, bo jak jednemu popuszczą, to inni też będą odnosić. Szkoda, że nie słyszą wszystkich.

  2. To jest jakiś horror, z tym jedzeniem. Kiedy po roku przyjechałam do Polski uderzyły mnie dwie rzeczy: Pozytywna – we wszystkich pociągach są miejscówki (oprócz interRegio) i kupując bilet ma się miejsce – chyba, że juz nie ma i wówczas Pani w kasie, przed kupieniem biletu informuje, że można jechać ale bez gwarancji siedzenia. I jeszcze jak się kupi wcześniej to jest naprawdę tanio.
    Negatywna: tłuste dzieci. Bo to, że dorośli nie wyglądają najzdrowiej to ich sprawa. Ale tuczenie dzieci powinno być ścigane z urzędu. I nie mówię o naturalnie zaokrąglonych brzuszkach i miękkich łapkach tylko o fałdach, bezszyjności i zadyszce po przebiegnięciu 10 metrów. Nagle okazało się, że kiedy dziecku chce się pić daje mu się soczek. Że najlepszym prezentem od babci.cioci/wujka dla Młodego jest batonik. No i, że jestem jakaś nienormalna krzywiąc się kiedy znowu ktoś mu wręcza danonki albo inne dosładzane deserki – bo tam jest przecież tyle witamin… Widzisz i nie grzmisz…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s