Dlaczego przytulanie jest ok, a bicie nie?

Zwykły wpis

Tytuł brzmi pewnie głupio, ale pytanie zadaję sobie całkiem serio.

Moja Córka od początku nie lubi dotyku obcych. Zwłaszcza nie znosi przytulania czy głaskania przez obce dzieci. Niestety spotyka się to z niezrozumieniem.

Teraz, gdy ma prawie 4 lata, jest na tyle szybka, by uciekać przed chcącymi tuuuulić maluchami, ale mimo wszystko jest jej z tym źle.

Dziś pod kościołem ganiała Anię na oko półtoraroczna dziewczynka, która chciała ją przytulać i głaskać. Zupełnie nie zauważała / nie słuchała / nie rozumiała (?) Aniowego sprzeciwu, ani słownego, ani wyraźnych gestów. Nastawała, goniła, a mama… no owszem co nieco małą hamowała, ale tylko co nieco. Wyczuwałam, że owa mama także nie miała zrozumienia dla tego, że Ania nie chce, żeby jej córeczka ją dotykała.

Z lekkim niepokojem czekałam na moment, gdy Ania w końcu użyje mocniejszych argumentów i po prostu przywali tej dziewczynce, ale na szczęście się to nie stało. Po prostu uciekała, a potem usiadła mi na kolanach i kazała, żebym pilnowała. Mała też się znudziła.

Gdyby tamta dziewczynka w ramach zachęty do wspólnej zabawy biła albo sypała piaskiem, wszystko byłoby inaczej. Dlaczego nie ma zrozumienia, że jakieś dziecko może nie chcieć być dotykane i że dla niego to takie samo naruszanie granic jak bicie?

Przy okazji zastanawiam się. Moja Ania nigdy nie zaczepiała innych dzieci ani przytulając, ani bijąc, więc trudno mi się wczuć w sytuację innych rodziców. Zastanawiam się jednak, na ile takie gonienie, żeby tulić, wynika z samego dziecka, a na ile z wychowania? Czy przesadzam, gdy podejrzewam, że owe dzieci ignorują „nie!” mojej Córki, bo w ich domu nie pyta się dziecka, czy można je dotknąć? Pytam serio, chętnie przeczytam, jak Wy to widzicie.

Edit: Po kilku odpowiedziach (zwłaszcza poza blogiem) wnioskuję, że źle sformułowałam pytanie. Nie chodzi mi o to, że przytulanie jest przejawem braku szacunku dla granic dziecka. Chodzi mi o to, czy mogę mieć rację sądząc, że niedostrzeganie/ignorowanie bardzo wyraźnego „nie” ze strony innego dziecka może być tego przejawem? No i chcę także zaznaczyć, że nie chodzi mi o tę konkretną sytuację, opisałam akurat ją, bo jest świeża i dała mi dziś do myślenia, ale odwołuję się w myślach do kilku podobnych wydarzeń także z dawniejszych czasów, gdy Ania znacznie gorzej sobie radziła.

PS Po akcji z dziewczynką, Ania zrobiła się dzikuśna, zaczęła nastawać na dwulatka, który zablokował jej ulubioną rampę dla wózków (zamiast jak zazwyczaj mówić spokojnie „przepraszam” po prostu napierała…), potem kopnęła zabawkę innej małej dziewczynki, a na koniec weszła do środka kościoła i zaczęła hałasować. Ech… Odreagowała chyba.

Reklamy

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

17 responses »

  1. Nie wydaje mi się, żebym ignorowała „nie” mojego dziecka. On też nie lubi być czasem dotykany, całowany, głaskany. Mówi mi o tym i ja to szanuję. Że nie potrafi tego przenieść na kontakty z innymi dziećmi? Że nie rozumie co inni czują, nie wczuwa się w ich odczucia? Mi się wydaje, że to jeszcze nie na wiek trzylatka. Tym bardziej dwulatki.

    Gonienie za swoim dzieckiem i pilnowanie, żeby nie dotykał innych dzieci też jest trudne. Z wielu powodów. Uwierz. Nie zawsze jest to brak zrozumienia.

    • Wiesz, kiedy pisałam, to nawet nie pomyślałam o Was. Kiedy Ania bawi się z Twoim Synkiem, to ja wiem, że Wy – Rodzice szanujecie to, że Ona pewnych rzeczy nie chce i na moje oko bardzo wyraźnie mówicie to J. A w opisanym przypadku miałam poczucie, że mama (która i tak biegała za swoją córką krok w krok) choć usłyszała to „nie” (i ze strony Ani i dla pewności powtórzone przeze mnie), a nawet sama powtórzyła je swojej córce, to… – wiem, że to moje subiektywne odczucie, ale bardzo mocne – sama tego nie przyjęła do wiadomości. Miałam poczucie, że oczekuje, że moje dziecko zaakceptuje, że jej córka chce je przytulać (bo Ania jest starsza?, bo przytulanie jest fajne? Nie wiem, czemu). Skojarzyło mi się to z biciem, bo widzę, jak nerwowo i aktywnie większość rodziców reaguje, gdy ich dziecko kogoś uderzy albo sypnie piaskiem, a jak inaczej reaguje się, gdy dziecko chce głaskać albo przytulać kogoś, kto wyraźnie mówi „nie”. Chcę wyraźnie dać znać, że ważne są granice danego dziecka, a nie sama norma kulturowa. Jak dzieci w zabawie się sypną piachem albo któreś uderzy, ale widać, że to drugie sobie z tym radzi, nie widzę potrzeby ingerencji rodzica (a zwykle rodzice reagują bardzo mocno), jednak jak ktoś wyraźnie mówi, że jego granice są naruszane, a rodzic jest zaraz obok i sam to jakby ignoruje, to skąd jego dziecko ma wiedzieć, że to nie jest ok? Chyba tylko wtedy, gdyby Ania jednak ją uderzyła, to by zadziałało:( No, tu zadziałało, jak jej skutecznie uciekła na moje ręce… Trudne to dla mnie, bo czuję, że nie do wytłumaczenia wielu rodzicom, którzy uważają przytulanie za słodkie.

  2. Jestem mamą 15to miesięcznego chłopaczka, który właśnie od jakiegoś czasu zaczął przytulać się na potęgę 🙂 do nas, do kota, do talerza, słupka… no i oczywiście napotkanych dzieci. Z jednej strony mnie to cieszy, bo dawniej jak go garnęło do innych, to nie bardzo wiedział co z nimi robić i często machał rączką uderzając je, więc z mojej perspektywy przytulanie jest pożądaną zmianą, ale… no właśnie ALE… tak jak piszesz – dla mnie jest oczywiste że nie każde obce dziecko ma ochotę się przytulać/być przytulane przez mojego malucha i za każdym razem staram się być obok, upewnić/zapytać jaka jest reakcja. W przypadku negatywnej, interweniuję i tłumaczę synkowi, że ktoś nie ma ochoty być przytulany.
    Nie sądzę żeby to o czym piszesz było spowodowane wychowaniem, myślę że to po prostu taka faza u dzieci. Oczywiście bywa różnie, ale wiem, że my szanujemy niechęć synka do bycia dotykanym czy przytulanym, którą ostatnio z wielką lubością ćwiczy stanowczym i (na razie 😉 ) rozbrajającym „ne!”.

    • Dziękuję za komentarz! Widzę, że chyba mało jasno napisałam. Nie myślę, że przytulanie innych dzieci to wynik wychowania (może czasem, bo widywałam „babcie-naganiaczy”: „przytul, pogłaszcz, zrób moja-moja”), tylko że niesłuchanie „nie”, może pochodzić z domu. Ale chyba mnie wraz z Kwoką przekonujecie, że to nie do końca tak, dziękuję.
      Dodam, że dla mnie uderzenie z radości, że się kogoś widzi, także nie jest godne potępienia. O ile tylko drugiemu krzywda się nie dzieje. Moja Córka miała na to większą tolerancję niż na owo nieszczęsne przytulanie;) No ale norma kulturowa jest jednak inna.

    • Chyba też poczułabym ulgę, gdyby moje dziecko zamiast szczypać i łapać za włosy, zaczęło przytulać… I chociaż wiem, że i to i to jest nieszanowaniem granic, to jednak… (w przypadku Ani faktycznie nie odczuwam, że mi łatwiej jeżeli Jaś „tylko” przytula).

      • Mam wrażenie, że Ani łatwiej z biciem, bo… wie, że nikt go nie będzie usprawiedliwiał. Jej jest bardzo ciężko, jak ktoś mówi, że przecież dziecko małe, że chciało być miłe, że przytulanie jest fajne. A nawet jak nie mówi tego w danej sytuacji, ale niestety musiała to już wiele razy słyszeć (w przedszkolu zwłaszcza), więc tym bardziej czuje się… jakby odmawiano Jej prawa do odmowy.

  3. Może podpowiesz co ja jako rodzic mogę zrobić? Ja widzę, że moje tłumaczenia nie wystarczą. Że szanowanie jego granic i jego „nie” nie wystarcza. Mówienie, że inne dziecko nie chce, nie wystarcza. On nie rozumie (i naprawdę czuję, że jeszcze na to nie czas), że inne dziecko może czegoś chcieć lub nie chcieć. Mogę do czasu jak zrozumie powstrzymywać go od każdego kontaktu z innym dzieckiem (już i tak prawie to robię). Tylko, że dla mnie jest to mega męczące, bo każde wyjście gdziekolwiek to jest stres i bieganie za dzieckiem. A po drugie on się w ten sposób ani na krok nie przybliża do tego, żeby zrozumieć. Kiedyś i tak będzie musiał nastąpić moment, kiedy on się będzie musiał tego nauczyć z reakcji innych dzieci.

    Mogę też mu mówić, że mi się nie podoba to co robi. Że robi źle. Że dzieci go nie będą lubiły. Albo, że ja go nie będę lubiła??? Bo widzę rodziców, którzy tak sobie właśnie z tym radzą. I dziecko „się uczy”. Ale mam z tym pewien problem i myślę, że rozumiesz jaki.

    • Wiesz, jak patrzę na Anię i Jasia, to widzę, że oboje robią postępy. Ania ma znacznie większą tolerancję na Jasia niż dawniej, a Jaś potrafi wykazać się ogromną cierpliwością (Ania by się wściekła, jakby jej ktoś co chwilę zmieniał ceny w zabawie w sklep) i widać, że chce zabawy i kontaktu. Radzą sobie coraz lepiej. I wierzę, że dzieci mogą się w wielu sprawach dogadać i nie ma dramatu jak raz ktoś kogoś przytuli na siłę albo pacnie w łeb. Natomiast od rodziców zawsze oczekuję jasnego postawienia sprawy, gdy widzą, że do ich dziecka nie dociera odmowa innego dziecka w jakiejś sprawie (czy to granic fizycznych, czy zabawek, czy jedzenia…). Zależnie od powagi sytuacji powiedzenia wyraźnie, czego oczekuje, czasem fizycznego powstrzymania, rozdzielenia. Różnie. Nie myślę, że trzeba unikać kontaktów na wszelki wypadek, ale myślę, że niestety bez wzmożonej uważności ciężko. Ja musiałam (dalej muszę, ale już znacznie mniej) być bardzo uważna na moje dziecko ze względu na jej nadwrażliwość, myślę, że w tym wieku dziecka mało kto nie musi być mocno uważny (chyba że jest kilkoro dzieci dobrze się znających i jakaś hierarchia typu rodzeństwo, oni jak widzę zwykle potrafią się sami dopilnować i ogarnąć, choć czasem dalekie to od naszych wyobrażeń o pokojowej koegzystencji)…
      Co do Jasia to ja ciągle gdzieś tam w tyle głowy mam podwrażliwość, ale może dlatego że Ania jest nadwrażliwa, to ja normę mam przesuniętą i myślę, że jak ktoś mocno chwyta za rękę i lubi dotyk to musi być z nim coś nie tak;) Więc wspominam, ale nie jestem przekonana do swojej opinii w tym względzie:)
      Wiem, że Ci z tym ciężko. Jeszcze raz zapewniam Cię, że nie chciałam tym wpisem uderzyć w Waszą Rodzinę:)

  4. Wynika to jedynie z natury dziecka, jestem mamą dwójki – wychowywanej tak samo i spłodzonej przez tych samych rodzicow, wiec geny te same – dzieci rozne zupelnie. Dziewczynka przytulalaby wszystko i wszystkich, chlopak przytula sie tylko do mamy, na przytulasy siostry reaguje krzykiem. Sa dzieci bardziej towarzyskie i bardziej dzikie. I delikatna rada – nalezy czasami dzieciom pozwolic poradzić sobie samodzielnie z pewnymi sprawami, to juz nie jest niemowle.

    • Co do „towarzyskości” i „dzikości” rozumiem i zgadzam się. Chodziło mi raczej o niesłyszenie „nie”. Ale to naprawdę tylko hipoteza cały czas. Co do pozwalania dziecku radzić sobie samemu, to sądzę, że to robię, nawet częściej niż by ode mnie oczekiwano;) ale to temat na inną rozmowę:)

  5. Tym razem muszę się z Tobą całkowicie (no prawie ;)) nie zgodzić.
    Po pierwsze chęć/niechęć do przytulania, poza sytuacjami patologicznymi (molestowanie, wychowanie w domu dziecka etc.) wydaje mi się cechą indywidualną każdego dziecka niezależną od wychowania. Owszem można na nią wpływać, szczególnie jeżeli wiąże się z jakimiś zaburzeniami (SI?), ale „w głębi serca” każdy z nas inaczej odczuwa fizyczną bliskość.
    Piszesz, że rodzice nie pytają dzieci czy mogą je dotknąć. Wiesz – spróbuj dotknąć Anię lub mojego J. jak nie chcą – co otrzymamy? U nas wrzask i wyrywanie się. W przypadku dzieci „przytulaśnych” pewnie wygląda to inaczej – nie trzeba się pytać bo dziecko w większości przypadków będzie się zgadzać z takim postępowaniem. Ja np. nie muszę się pytać czy J. chce jeść – zawsze i wszędzie chce, a ten ułamek procenta przypadków kiedy nie chce nie wpływa na nasze wzajemne porozumienie.
    A empatia? No cóż, Ania zdecydowanie jest „nadempatyczna” jak na swój wiek 😉 Pewnie bardziej niż niejeden dorosły. Ale z brakiem zrozumienia spotykamy się i będziemy spotykać. Ania też, i J., i Ty i ja. Czasami bardzo trudno postawić się w sytuacji drugiej osoby – i dla mnie ta mama spod kościoła zasługuje na pochwałę – mimo wyraźnego braku zrozumienia co jest nie tak poprosiła swoje dziecko o zmianę zachowania. Mogła próbować Ci tłumaczyć, że „nic się nie stało”. Może naprawdę nigdy nie spotkała się z niechęcią do takiej formy kontaktów? A może ma zupełnie inny charakter i trudno jej się nie przytulać (znam takich ludzi i dla mnie kontakty z nimi są bardzo wyczerpujące emocjonalnie).
    PS. Podziwiam Anię, że sama próbowała walczyć z zachowaniem dziewczynki – J. od razu ucieka w moje ramiona. :/

    • Asiu, bardzo dziękuję za Twoją niezgodę i wyjaśnienie mi Twojego stanowiska. Brzmi to dla mnie bardzo sensownie. Ciągle mam parę wątpliwości, ale one chyba nie dotyczą samego przytulania czy nieprzytulania tylko uważności (albo jej braku) ze strony dorosłego na cudze dziecko. Tego mi brak i tego bardzo potrzebuję. I sama staram się dawać, choć pewnie różnie wychodzi. Mnie faktycznie bardzo trudno wczuć się w dziecko nie-nadwrażliwe;) Dzięki!

  6. moj syn nalezy do tych tulasnych. sczesto spotyka sie z dziecmi, ktore nie chca sie tulic. raz takie dziecko (roczne!) odepchnelo go.. mojemu bylo chyba z tego powodu przykro. niestety mialo to miejsce szpitalu, zatem taniec popychania i uciekania trwal trzy dni, poki tamtej mamy nie zwolniono do domu.. a ja nie umialam dotrzec do syna. moze uzywalam zlych argumentow. moze tak naprawde nie przeszkadzalo mi to popychanie, bo co tu ukrywac tamten sam zaczal :-p nie wiem, co jeszcze napisac, niemniej jednak Twoj post poruszyl mnie. tak sobie mysle ze ani przytulanie ani bicie nie jest ok, jesli druga strona nie chce sie tulic – bo ze nie chce byc bita to rzecz oczywista. i mysle ze trudno jest byc uwaznym na potrzeby dziecka, gdy zaniedbuje sie/nie zna sie wlasnych potrzeb.. i mysle ze tak jest z wieloma rodzicami: nie wiedza czego im trzeba, wiec w to miejsce interpretuja zachowanie innych i wyobrazaja sobie, co powinno byc/jak powinna wygladac ich rzeczywistosc, zachowanie ich dziecka. a zatem szakal wynika z braku szcunku do wlasnych uczuc oraz z braku znajomosci swoich potrzeb.

  7. może tulenie i bicie postawić na równi jako wyrażenie emocji.
    u połtorarocznego dziecka nie ma znaczenia ile razy powiesz NIE jeśli jego emocje w danym momencie muszą znaleźć ujście. przecież mamy 100 razy częściej powtarzają „nie bij” a dziecko, które w ten sposób wyraża swoją złość i tak walnie jak się wkurzy. nawet jak chwycisz go za rączkę i powiesz „nie bij” to ono spróbuje kopnąć (jeśli jego złość nie jest jeszcze rozładowana). zrobi tak nawet jeśli Ty szanujesz jego granice i nigdy go nie bijesz. jeśli dziecko które mu porwało lalkę, mówi „nie bij mnie bo nie lubię” to go niby powstrzyma?
    żeby było sprawiedliwie można tak samo pomyśleć o przytulaniu. Jeśli półtoraroczniak jest zafascynowany czterolatką i przytulanie jest dla niego sposobem na pokazanie tej fascynacji, to można mówić nie, ale ono i tak chce, i tak musi! 🙂

    • Cieszę się z Twojego komentarza i dziękuję. Czuję, że masz rację. Dla mnie to nowe, bo moje dziecko zawsze unikało wszelkiego cielesnego kontaktu z innymi dziećmi, nigdy z własnej inicjatywy nikogo poza rodzicami nie przytulało, nie biło, nie wyrywało mu zabawki:) Dobrze wiedzieć, jak to jest z drugiej strony.
      Dodam może jeszcze, że dla mnie to, jak dziecko uderzy inne dziecko to nie jest katastrofa, zbrodnia i koniec świata, choć z pewnością jest to bardzo trudne dla rodzica – i dlatego porównując jakoś bicie i niechciane przytulanie mogłam być pewnie dla niektórych bardzo niesprawiedliwa. Podoba mi się to, co piszesz o jednym i drugim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s