Monthly Archives: Sierpień 2013

Niełączenie

Zwykły wpis

Pamiętam, że była kiedyś moda na dietę niełączenia. Chodziło chyba o cukry i tłuszcze, zresztą nie znam się zupełnie na dietach, kto mnie widział, ten wie;-)

Ale… słowo „niełączenie” przyszło mi do głowy, gdy spędzałam dziś wspaniały dzień z Anią, zwiedzając pomału Kraków, łażąc po uliczkach, bez pośpiechu, bez celu. Moje najlepsze dni jako mamy to te dni, kiedy nie pracuję. I nie chodzi o to, że ważny jest czas poza pracą. Chodzi mi o to, że bardzo trudno mi łączyć prawdziwe bycie blisko dziecka, uważność na jego potrzeby, spokój i cierpliwość z myśleniem o tym, co to ja mam dziś jeszcze zawodowo zrobić. Dochodzę do wniosku, że absolutnie konieczne są dla mnie i Ani te dni, kiedy po prostu wyłączam swój „aspekt zawodowy” i jestem dla Niej.

Read the rest of this entry

Ambiwalencja

Zwykły wpis

Strasznie trudna rzecz, jak się czuje masę rzeczy naraz.

Moja Córka ma przyjaciółkę. Ciągle chce ją zapraszać do nas, chodzić do niej, kupuje jej prezenty, myśli o niej, mówi. Ale jak się spotykają… Ania większość czasu krzyczy, nie chce się bawić w to samo co przyjaciółka, która jest znacznie bardziej ugodowa i zwykle zgodziłaby się na wszystko, ale Ania i tak się nie zgadza… Po półtora godzinie wrzasków Ani, wyrywania sobie talerzyków (obie chcą prowadzić kawiarnię, żadna nie chce być klientką), w końcu się dogadują i nie mogą rozstać, przyjaciółka Ani wychodzi od nas prawie we łzach, że już musi iść, Ania wypytuje, kiedy znów się zobaczą.

A ja dostaję ciarek na samą myśl o ich kolejnym spotkaniu;) Dobrze że przynajmniej z mamą przyjaciółki mojej Córy się lubimy i (mimo to?) nie kłócimy jak nasze latorośle;) I że młodsza siostra owej przyjaciółki świetnie się u nas bawi;)

O uważności na dziecko (własne i nie tylko)

Zwykły wpis

Wczorajszy wpis i zawarta w nim hipoteza o tym, że dzieci, które nie słyszą „nie” i dalej chcą przytulać moje dziecko być może nie są szanowane w swoim „nie” w domu wzbudziły kilka sprzeciwów i kontrowersji (i tu, i bardziej w kilku fejsbookowych dyskusjach). Jeśli kogoś nimi uraziłam, szczerze przepraszam.

Read the rest of this entry

Dlaczego przytulanie jest ok, a bicie nie?

Zwykły wpis

Tytuł brzmi pewnie głupio, ale pytanie zadaję sobie całkiem serio.

Moja Córka od początku nie lubi dotyku obcych. Zwłaszcza nie znosi przytulania czy głaskania przez obce dzieci. Niestety spotyka się to z niezrozumieniem.

Teraz, gdy ma prawie 4 lata, jest na tyle szybka, by uciekać przed chcącymi tuuuulić maluchami, ale mimo wszystko jest jej z tym źle.

Dziś pod kościołem ganiała Anię na oko półtoraroczna dziewczynka, która chciała ją przytulać i głaskać. Zupełnie nie zauważała / nie słuchała / nie rozumiała (?) Aniowego sprzeciwu, ani słownego, ani wyraźnych gestów. Nastawała, goniła, a mama… no owszem co nieco małą hamowała, ale tylko co nieco. Wyczuwałam, że owa mama także nie miała zrozumienia dla tego, że Ania nie chce, żeby jej córeczka ją dotykała.

Z lekkim niepokojem czekałam na moment, gdy Ania w końcu użyje mocniejszych argumentów i po prostu przywali tej dziewczynce, ale na szczęście się to nie stało. Po prostu uciekała, a potem usiadła mi na kolanach i kazała, żebym pilnowała. Mała też się znudziła.

Gdyby tamta dziewczynka w ramach zachęty do wspólnej zabawy biła albo sypała piaskiem, wszystko byłoby inaczej. Dlaczego nie ma zrozumienia, że jakieś dziecko może nie chcieć być dotykane i że dla niego to takie samo naruszanie granic jak bicie?

Przy okazji zastanawiam się. Moja Ania nigdy nie zaczepiała innych dzieci ani przytulając, ani bijąc, więc trudno mi się wczuć w sytuację innych rodziców. Zastanawiam się jednak, na ile takie gonienie, żeby tulić, wynika z samego dziecka, a na ile z wychowania? Czy przesadzam, gdy podejrzewam, że owe dzieci ignorują „nie!” mojej Córki, bo w ich domu nie pyta się dziecka, czy można je dotknąć? Pytam serio, chętnie przeczytam, jak Wy to widzicie.

Edit: Po kilku odpowiedziach (zwłaszcza poza blogiem) wnioskuję, że źle sformułowałam pytanie. Nie chodzi mi o to, że przytulanie jest przejawem braku szacunku dla granic dziecka. Chodzi mi o to, czy mogę mieć rację sądząc, że niedostrzeganie/ignorowanie bardzo wyraźnego „nie” ze strony innego dziecka może być tego przejawem? No i chcę także zaznaczyć, że nie chodzi mi o tę konkretną sytuację, opisałam akurat ją, bo jest świeża i dała mi dziś do myślenia, ale odwołuję się w myślach do kilku podobnych wydarzeń także z dawniejszych czasów, gdy Ania znacznie gorzej sobie radziła.

PS Po akcji z dziewczynką, Ania zrobiła się dzikuśna, zaczęła nastawać na dwulatka, który zablokował jej ulubioną rampę dla wózków (zamiast jak zazwyczaj mówić spokojnie „przepraszam” po prostu napierała…), potem kopnęła zabawkę innej małej dziewczynki, a na koniec weszła do środka kościoła i zaczęła hałasować. Ech… Odreagowała chyba.

Pożegnanie z karmieniem piersią

Zwykły wpis

Kiedy przygotowywałam się do bycia mamą, nie wiedziałam, że pewne rzeczy są możliwe. Było we mnie wiele obaw, wynikających z przekonania, że dziecko trzeba skłaniać do spania we własnym łóżeczku i  odstawiać od piersi i że to strasznie trudne wydarzenia w życiu rodziny. W sprawie łóżeczka na szczęście zorientowałam się wcześnie:)

Dziś, po 3 latach i 11 miesiącach wiem, że możliwe jest pożegnanie z piersią wtedy, gdy i mama, i dziecko są na to gotowe, gdy nie wiąże się to z ani jedną łzą. Read the rest of this entry

Największy wróg i najwięksi sprzymierzeńcy

Zwykły wpis

Największym wrogiem bliskościowego podejścia jest u mnie… lęk. Niepokój, czy czegoś nie schrzanię. Obawa, że już to zrobiłam. Brak nadziei, że się powiedzie. Strach, że jeśli wszystkiego nie skontroluję, dojdzie do katastrofy.

Największymi sprzymierzeńcami? Pokój, zaufanie, cierpliwość.

Zrozumiałam to także teraz, na nowo, obserwując swoją relację z Mamą, która gości u nas przez kilka dni. Zaczęłam czuć, że ja bardziej ufam mojej niespełna czterolatce niż Mama mnie. I dotarło do mnie, że to właśnie kwestia Jej niepokoju.

Chcę codziennie uczyć się ufać: dziecku i nam, Rodzicom. I, myślę, że u fundamentu tego wszystkiego Ojcu, który jest w Niebie. I który chce dla nas dobrze. I który nam ufa.