Inaczej

Zwykły wpis

Z prawie czterolatką jest pod wieloma względami inaczej. Inaczej niż wcześniej.

Tak, jasne, jasne, dziecko cały czas rośnie, rozwija się, dojrzewa, zmienia.

Ale dopiero teraz, w wieku 3 lat i 10 miesięcy Ania stała się dla mnie momentami nieprzewidywalna.

Dawniej wiedziałam, wiedziałam aż za dobrze, co Ją rozwścieczy, co zezłości, co zasmuci. Byłam w stanie przewidzieć co do joty Jej reakcje na różne sprawy. Owszem, czasem zaskakiwała, ale przyznam, że mnie zaskakiwała rzadko. Miało to też wiele plusów. Ja naprawdę wiedziałam, tak, wiedziałam, nie wypróbowałam, nie radzę uskuteczniać w domu, ale wiedziałam, że mogę Ją zostawić z nożem rzeźniczym, samą na środku ulicy itp, itd, wiedziałam, co by zrobiła i zawsze była to najbezpieczniejsza opcja.

Czasem pozwalała sobie na szaleństwo, ale zwykle cała Jej postawa, mina, nawet pomrukiwanie mówiły: „Teraz chcę broić, masz szansę zainterweniować”.

A ostatnio mnie zaskakuje. Mówię na placu zabaw, gdzie biega bez butów: „Na tamtą zjeżdżalnię trzeba przejść przez wyższą trawę, zobacz, widzę szkła, poczekaj tu na mnie, przyniosę Ci buty”. Dawniej wiedziałabym, że albo zaczeka, albo zrobi szelmowską minę i ja będę miała szansę delikatnie Jej wyperswadować (najlepiej jakoś na odwrót, na przykład nakazując chodzenie po szkłach, żeby mogła zrobić po swojemu i nie iść, itp, itd, cała masa strategii pozwalających nam obu wyjść z twarzą). A wczoraj nie wiedziałam. Nie zgadłam, że na chwilę się obrócę i Jej nie będzie. Że pobiegnie przez te trawy i szkła na zjeżdżalnię. I pozostaje mi na nowo uczyć się zaufania, bo widzę, że jednak nie wdepnie na ostre, że nie wpada pod samochód, nie daje się zabić huśtawką itp, ale zbliża się bardziej niż dawniej i jeszcze nie czuję, że obie wiemy, co się dzieje.

Ale wiecie co? Cieszy mnie to. Czuję, że to kolejny krok odkrywania przez Anię siebie samej i swojej kompetencji. Że już nie musi się bawić w urwisa (jak to mówimy „Ancymona Lottę”), żeby zrobić po swojemu, żeby zaryzykować, żeby nie czekać na moje błogosławieństwo.

Tak samo dotyczy to rozmów i relacji z innymi, zwłaszcza dziećmi. Do niedawna nie było opcji, żeby porozmawiała z kimś bez mojego pośrednictwa. Teraz biega po placu zabaw z koleżanką z przedszkola, negocjują zabawy, robią różne rzeczy razem. Bez mojego udziału.

Jest to dla mnie niesamowite i piękne.

Ale dodam, że zanim to nastąpiło, to po 3,5 roku przewidywalności, względnego spokoju z niespokojnym dzieckiem (wiedziałam, co wywoła jaką reakcję i choć było to bardzo angażujące i trudne, mogłam jakoś wpływać na wybuchy albo przynajmniej lepiej je znosić) nastąpiło kilkanaście tygodni koszmaru pod tytułem „3,5 latka”. Kto nie przeżył, nie zrozumie, obawiam się. To był czas totalnej dezintegracji. Ciągłych wrzasków, płaczów, awantur i długo się ciągnących sporów o nie wiadomo co. Albo nawet o wiadomo co, ale w skali tak bardzo makro, że aż się wierzyć nie chciało, że to możliwe. Po czym objawiła się prawie 4-latka. Bardziej samodzielna, bardziej odważna i bardziej ugodowa. Naprawdę.

Advertisements

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

One response »

  1. Pingback: Przełomowy czas | Love's patient

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s