„Nie wierzę Ci”

Zwykły wpis

Najokropniejsze słowa, jakie świadomie powiedziałam Dziecku. A może nie do końca świadomie, w sumie dopiero, jak powiedziałam, uświadomiłam sobie, jak straszny przekaz za sobą niosą. Na szczęście Ania jakoś nie zwróciła na nie uwagi. Temat rozmowy też chyba Jej zbytnio nie zainteresował. Powiedziałam i zrobiło mi się głupio. Po co takie słowa? Skąd się wzięły? Może to rodzicielski auto-pilot? Choć nie pamiętam, żeby Rodzice powiedzieli tak do mnie, to faktycznie oskarżenie o niewiarygodność czy kłamstwo należy do rzeczy, którymi mnie osobiście najłatwiej zranić…

A było to tak…

Przedwczoraj wróciłam z pracy po 19:00, Mąż był już w swojej pracy (na 19:00), a Ania z Babcią u nas w domu. W sypialni zastałam Armagedon. Wszystkie moje ciuchy, skrupulatnie rzucane przeze mnie na krzesło, leżały na podłodze. A na krześle stały pluszaki.

Moja Teściowa jest pedantką (ale nie jak się bawią z Anią, pewnie uważa, że naszemu bałaganowi już nic nie zaszkodzi). Myślę: „No dobra, tym razem trochę przegięły”.

Babcia poszła do domu, Ania się wykąpała, prowadzę Ją do Jej pokoiku i zerkając ukradkiem w sąsiednie drzwi przypominam sobie ten rozpierdziel. I mówię: „Ania, czemu porozrzucałaś wszystkie moje ciuchy? Nie podoba mi się to”. Ania spokojnie: „To nie ja byłam”. Nigdy, nigdy nie skłamała, mówiąc, że to nie Ona. Owszem, często zrzucała coś na „koty”. Ale jak mówiła o kotach to wszyscy wiedzieliśmy, myślę, że łącznie z Nią, że chodzi o to, że nie chciała być niegrzeczna i mowa o kotach była formą przyznania się mimo wszystko. Mówię: „No przecież nie Babcia”… Ania na to: „To nie ja, to Babcia zrobiła”. No i ja wtedy sama nie wiem czemu powiedziałam: „Nie wierzę Ci” i aż mnie to zabolało, jak mogę Jej nie wierzyć i jeszcze to oświadczać. Mogłam obrócić w żart, mogłam nie kontynuować tematu, mogłam poprosić o pomoc w sprzątaniu… a nie gadać coś takiego, co dla mnie samej jest nieznośne.

Na szczęście poranek przyniósł mi okazję do zadośćuczynienia. Opowiadam Mężowi (przy Ani), co zastałam w sypialni, a On przyznaje się, że sam to zrobił, bo szukał swojego swetra, a że się spieszył to jakoś tak nie posprzątał;-) No i mogłam przeprosić Dziecię za niedowiarstwo.

Czemu o tym piszę? Żeby pokazać, jaka jestem wspaniała, że przejmuję się takimi drobiazgami? Nie, nie jestem wspaniała. Wczoraj po raz kolejny mnie poniosło i nie poradziłam sobie z Aniową histerią i wpadnięciem w szał. Sama wrzeszczałam, byłam niedelikatna, chciałam na siłę uspokoić. Robię masę bzdur i w afekcie funduję Dziecku wiele zranień…

Ale, może się mylę, jednak wydaje mi się, że lepiej jakoś sobie poradzi z tymi moimi zbrodniami w afekcie, zwłaszcza że pracuję nas sobą i ufam, że będzie ich coraz mniej (chyba jest coraz mniej) niż z tym, że na zimno Jej nie wierzę, źle Ją oceniam, krytykuję, nie ufam.

A przy tym wszystkim bardzo się cieszę, że istnieje coś takiego jak przeprosiny i wybaczenie. Ania często słyszy moje przeprosiny. Czasem nie chce się pogodzić i „pluje”, czasem mówi, że też mnie przeprasza i kocha. Różnie bywa. Ale chcę, żeby wiedziała, że bycie mamą nie czyni mnie nieomylną i uprawnioną do bycia podłą.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s