Niezwykły poranek (z odrobiną eschatologii)

Zwykły wpis

Rano najczęściej Ania budzi się obok mnie, bo od dłuższego czasu, prawie co noc, wzywa mnie około 5:30 i już u Niej zostaję. Czasem się rano sprzeczamy, bo jedna chce już wstawać, druga jeszcze nie (w różnych konfiguracjach), czasem Ania od przebudzenia ma zły humor, czasem ja jestem zaspana i nie mam siły Jej uważnie słuchać.

A dziś…

Pierwsze, co rano usłyszałam, to że jestem fajna. A w zasadzie najfaniejsza. I pytanie, czy upieczemy kiedyś z Tatą muffinki i rozdzielanie zadań, co każde z nas będzie robić, a co zrobimy wszyscy razem. I znów, że jestem fajna (swoją drogą wczoraj po powrocie do domu usłyszałam, że jestem „super ekstra”) i najfajniejsza na świecie;-) No więc sprostowałam, że najfaniejszy to jest Pan Jezus, ale my mamy być tacy jak On i tak bardzo kochać wszystkich. I wtedy Ania wygłosiła mi katechezę o kochaniu, drabinie i linie, którą ja Jej kiedyś bardzo ad hoc zafundowałam (pamiętam, że było to w drodze na tramwaj, ale nie pamiętam, z jakiej okazji akurat taki temat rozwijałyśmy) – tamta rozmowa miała miejsce kilka miesięcy temu i nie pamiętam, żebym potem jeszcze o tym wspominała, a jeśli nawet, to jakoś pobieżnie…

I dziś Ania mówi: „Jak się kocha, to się idzie po takiej drabinie do nieba. Do tego prawdziwego nieba, bo jest jeszcze takie inne niebo, no nie?”

Pytam: „To, na którym są chmury? Tak, to też się nazywa niebo, ale prawdziwe niebo jest tam, gdzie jest Pan Bóg”.

Ania: „I jak się kocha, to tam się idzie po takiej drabinie albo linie z gwiazdkami” (pamiętam, że tych parę miesięcy temu, jak powiedziałam o drabinie, to uznałam to za pelagianizm, i poprawiłam się na linę, po której Pan Bóg nas wciąga do góry).

Ja (jako że Ania ma fazę na rozmowy o umieraniu ostatnio, poszłam za ciosem) – ale tak całkiem dochodzi się do Nieba, jak już się umrze”.

Ania (spokojnie): „Ale ja nie chcę, żeby wszyscy umierali”.

Ja: „Chyba nikt tego nie chce. Ludzie często boją się śmierci, bo nie wiedzą, co ich czeka. Ale to jest też wielka przygoda”.

Ania: „Ale tam czeka ten inny świat. Ciekawe, czy w innym świecie w naszym ogródku będą gwiazdki…”.

Dodam, że parę dni temu Ania zapytała mnie, czy jak umarnie, to nie będzie Jej na tym świecie i strasznie Jej się nie spodobało, jak powiedziałam, że to będzie jednak inny świat – nawet jeśli fajniejszy, to i tak nie chciała. Rozpłakała się, a potem poszła zamknąć na jakieś 2-3 minuty w swoim pokoju, jak wtedy kiedy jest na nas naprawdę wściekła. (Po czym wyszła stamtąd jakby nigdy nic i do tematu nie wracała)

Powiem szczerze: wiedziałam, że nasze słowa mają wpływ na dzieci. I że rodzic jest autorytetem. Ale nie wiedziałam, że aż tak. Że Ona z różnych fragmentów rozmów, czasem naprawdę skrawków w biegu, przy obiedzie, w aucie… potrafi złożyć tak spójny obraz. Wiem, że Jej pomagałam moimi wtrąceniami. Ale i tak jestem… pod ogromnym wrażeniem.

Advertisements

3 responses »

  1. Spryciula jest z Twojej córeczki :). W tym wieku mało kto potrafi zrozumieć, że śmierć oznacza koniec życia tutaj. Mi rano synek opowiedział za to, że w kościółku ksiądz mówił o rybaku. Ale do TAKICH rozważań jak Wasze to nam daleko ;).

  2. Witaj. Bardzo fajny blog. Zaglądam do Ciebie od paru dni i przeczytałam dopiero kilka tekstów, ale z pełnym przekonaniem mogę napisać, że w czasie dwuletniego okresu macierzyństwa nie przeczytałam tylu mądrych rzeczy, co tutaj przez te kilka dni. Będę zaglądać, bo moja córcia ma dopiero 2 latka, więc podobne rozmowy jak ta powyżej dopiero przede mną. Będę czerpać z Twojego doświadczenia, bo sądząc po wypowiedziach Ani, nieźle Ci idzie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s