Rośnie i rozwija się

Zwykły wpis

To jest naprawdę niezwykłe. Patrzeć, jak rośnie. Już nie mówię o ubrankach, butach, sięganiu na coraz wyższe półki, choć to też niesamowite.

Ale naprawdę, naprawdę widzę, jak moje dziecko zdobywa kolejne szczyty.

Kiedyś bym pewnie nie doceniła. Większość tych umiejętności, to sprawy, których my dorośli (zwłaszcza ci mało znający prawdziwe dzieci, tak jak ja przed urodzeniem Ani) się po dzieciach spodziewamy i prędzej zauważamy ich brak niż dostrzegamy, że to kamienie milowe.

Ale ja już wiem. Znam Anię i wiem. I jestem szczęśliwa, kiedy sama z siebie, nie namawiana, bez przypomnień wczoraj po raz pierwszy głośno i wyraźnie (bo etap pod nosem też niedawno osiągnęła;-)) powiedziała „Dzień dobry” sąsiadom. I to dwa razy w ciągu drogi od klatki do bramy:-)

Niedawno też zaczęła traktować przedszkole jako codzienny, normalny element rzeczywistości. Nie ma już codziennego przymusu mówienia mi, że nie chce iść. Wyjaśnię, że to nie było tak, że prowadziłam do przedszkola zapłakane i wyrywające się dziecko. Ale od września niemal codziennie pamiętała, żeby mi powiedzieć, że nie chce iść do przedszkola, spokojnie i zdecydowanie;-) Przez jakiś czas brzmiało to bardzo autentycznie, potem czułam, że to taki element porannego rytuału. A od zeszłego tygodnia nie mówi;-) Na dodatek zupełnie spokojnie, a nawet z zaciekawieniem i fascynacją, przyjęła zmianę przedszkola na czas ferii – na co dzień chodzi do „oddziału w terenie”, a główny budynek znajduje się 15 minut dalej, w te ferie wszystkie dzieci chodzą do głównego budynku, a panie pracują na zmiany. Pomyślano fajnie, żeby zawsze była któraś pani znana dzieciom z filii – co najmniej jedna: pani woźna, pani pomoc maluszków albo pani nauczycielka. Na dodatek pani wicedyrektor, która jest jedną z nauczycielek w filii, co chwila dogląda „swoje maluszki”, więc zmiana jest przeprowadzona z dużą troską o dzieci. No ale i tak trochę się wahałam, czy posyłać Anię przez ten czas, czy to nie będzie zbyt duże wyzwanie. A ponoć radzi sobie znakomicie, no i sama widzę, że chodzi tam bez problemów i wygląda na dobrze zaadaptowaną.

Ania nawiązuje też coraz głębsze relacje – przynajmniej z dorosłymi, bo to widzę, a co do dzieci, zdaje się, że też, ale to wiem tylko z urywków tego, co opowiada i z zachowania nowej dziewczynki z przedszkola, która wychodzi po obiedzie tak jak my i wykazuje się ogromną sympatią do Ani.

Choć trzeba też wspomnieć, że… pewnie niejeden rodzic byłby zestresowany, może niezadowolony, z tego, jak ten rozwój przedszkolny się odbywa;-) A ja, znając Anię i czując, że przełamywanie niepewności i niepokojów względem dzieci to dla Niej ciężka praca, wręcz cieszę się z opowieści takich jak te:

1. „Wiesz mama, co fajnego dziś było w przedszkolu? Chłopiec jeden taki, co koło mnie siedzi na obiedzie, pluł na stół mięskiem takim dobrym, co dziś było, bo myślał, że to surówka, ha, ha, ha! A on zawsze pluje surówką!…” – i na twarzy dziecka zachwyt, radość i ubaw po pachy;-)

2. Pytam, co jeszcze było fajnego: „M… zdjął majtki, jak się przebierał w piżamkę, hahahahaha!!!!” i dziki śmiech;-)

3. Pytam, czy lubi kogoś z dzieci: „Tak, E… (tu pada imię i nazwisko dziewczynki. Bo ona się mnie nie boi, jak na nią pluję”;-) (trzeba dodać, że Ania ma strategię obronno-zaczepną w postaci „plucia”, a tak naprawdę wydawania przez zaciśnięte usta dźwięku startującego motoru (na emisji głosu nie umiałam tego robić, a jak Ania chciała mnie nauczyć, to serio super mi wyjaśniła, jak to robić). No i jak dziecko, zwłaszcza małe i natarczywe, zbliża się w okolice Ani, to takie „plucie” wykonuje. Czasem odstrasza natręta, a czasem „plują” sobie razem i widzę niezłą radochę z tego (np. w niedzielę w kościele).

Pozwalam też (w duchu „rodzicielstwa przez zabawę”) na odgrywanie scenek, w których jesteśmy dziećmi z przedszkola i się kłócimy. Ania czasem mnie przy tym (delikatnie) kopnie albo uderzy. Zgadzam się na to, bo widzę, że przepracowuje tak swoje obawy. Zwłaszcza że po tej awanturze Ania (która nie jest Anią, tylko wspomnianą E…) przeprasza K. (którym ja jestem) i super się razem bawią, zapewniając o wielkiej przyjaźni. Przy okazji wysłuchuję wykładu o tym, że rzeczy w przedszkolu są wspólne i że można się bawić razem, nie trzeba sobie wyrywać.

No więc tak sobie ćwiczymy i się rozwijamy:-) Mam nadzieję, że nikogo potwornie nie zbulwersowałam?

Reklamy

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

6 responses »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s