Naprawdę da się bez lęku

Zwykły wpis

Wahałam się długo, jak zatytułować ten wpis. Wszystkie pomysły wydawały mi się po chwili nazbyt patetyczne, pretensjonalne. Poza tym, czy mogę pisać o pokoju, kiedy nie mam żadnej gwarancji, że on potrwa? Ktoś bliski powiedział mi kiedyś (i choć nie chciał, to bardzo mnie to zabolało i nie za bardzo umiem sobie tego nie przypominać w dobrych chwilach), że jak piszę, że jest dobrze, to on już się spina i boi, że zaraz będzie u mnie bardzo źle. Ale nie, tak być nie musi. A już na pewno nie muszę się martwić, że a nuż.

Więc piszę Wam dzisiaj to, co piszę.

Że pokój w sercu jest osiągalny.

Że zdarzają się w moim życiu takie momenty i właśnie trwa jeden z nich, kiedy naprawdę się nie obawiam. Kiedy jestem gotowa przyjąć rzeczywistość taką, jaka jest.

I nie, nie czuję się w tej chwili wszechmocna, nie podejrzewam się nawet o posiadanie recept na każdą trudną sytuację, jaka może przyjść i pewnie przyjdzie.

Ale nie potrzebuję teraz mieć gwarancji, że ze wszystkim sobie radzę i poradzę. Wręcz przeciwnie, czuję, że nawet to wszystko, czego nie ogarniam, błędy, które popełniam, są wybaczalne. Że mogę próbować, nie lękając się upadać, błądzić, robić mniej niż powinnam.

To są cudowne chwile i wielka łaska.

A jak sobie o tym myślę dalej i przypominam sobie, że to, jak Bóg okazuje mi swoją miłość, ma karmić i inspirować moją miłość do innych – może zwłaszcza do dziecka – to uświadamiam sobie, jak bardzo Ania potrzebuje, aby w chwilach, kiedy Jej nie idzie, kiedy sama dobrze wie, że zrobiła coś nie tak, kiedy nie potrafimy się dogadać itp., mimo wszystko czuła się kochana i ani trochę nie bała się, że straci naszą miłość. Aby wiedziała, że nie musi się siebie bać. Tak, to bardzo ważne, zwłaszcza że Ona naprawdę ogromnie przeżywa wszelkie swoje błędy, potwornie trudno się Jej do nich przyznać (niepytana i nieoskarżana sama z siebie zarzeka się, że to nie ona, że to kotki itp.), bardzo wiele Ją kosztuje, aby powiedzieć, że czegoś nie wie, wkłada ogromny wysiłek, by czasem przeprosić…

Reklamy

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

3 responses »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s