Przeciw perfekcjonizmowi

Zwykły wpis

Od paru lat uparcie głoszę tezę, że perfekcjonizm jest grzechem. Niektórzy się bulwersują, niektórzy kruszą ze mną o to kopie. Dziś sporo nad tym myślałam znów i myślę, że przestanę się o to sprzeczać i przestanę uparcie twierdzić. Bo już wiem. Już mam pewność. Już niczego – przynajmniej sobie – nie muszę w tej kwestii udowadniać.

O ile dobrze pamiętam – a przyznam szczerze, że czasami nie dowierzam, że tamta Agnieszka sprzed Ani, a jeszcze bardziej Agnieszka sprzed depresji sezonu 2001/2002 to ta sama osoba, co dziś – kiedyś byłam perfekcjonistką. Ale wyzdrowiałam, chorując. Wieczna prymuska, z genialną pamięcią, wzór do naśladowania… zmagałam się co rano o wstanie z łóżka. Obiecywałam sobie, że dziś dotrę na zajęcia. I czasem docierałam, ale nie zawsze. Jakoś zdawałam egzaminy. Jakoś próbowałam trzymać się na powierzchni wzburzonego morza. Jakoś.

Trochę spokorniałam, trochę zmądrzałam. Trochę.

Ale odkąd jestem mamą i to mamą, która próbuje pracować i próbuje żyć sensownie… musiałam naprawdę zacząć mądrzeć. I czuję, że ostatnio weszłam na nowy etap;-) Brzmi głupio, bo pewnie za jakiś czas zrozumiem, że można było więcej, lepiej. Ale nic a nic nie szkodzi!

Codziennie widzę, jak wiele mogłam zrobić i jak wiele nie zrobiłam. Kiedyś szukałam winnych, szukałam usprawiedliwień, czułam złość, frustrację.

A teraz… czuję pokój. Owszem, nieraz żałuję, wiem, że mogłam lepiej. Ale już nie muszę sobie nic udowadniać. I to znów jest łaska. Dostałam znów masę cierpliwości – tym razem do siebie samej. W darze…:-)

Więc nie znam przepisu. Nie potrafię podać instrukcji – wiem tylko, że jakąś składową jest modlitwa. Ale chcę dać świadectwo, że się da. Że to możliwe. Może to łaska tylko na chwilę, nie wiem. Ale dobrze to czuć.

A że słabość pomaga w relacjach z ludźmi, wiem od dawna. Słabość, do której potrafisz się przyznać. Za którą nie winisz innych.

Powiedzieć ośmiolatkowi na pierwszej lekcji angielskiego: „Ja też się denerwuję na pierwszej lekcji z nowym uczniem” – bezcenne. Zapytać potem, czy byłam straszna. I zobaczyć tę szczerą radość w oczach. I wiedzieć, że jest więź między nami. Autentyczna, nie z manipulacji.

Przyznaję się do depresji. Przyznaję, że czasem mam problemy z pamięcią. Uczniom mówię, że mam problemy z pisownią niektórych słów i wolę sprawdzić w słowniku. Widzę, że to wszystkim pomaga.

Reklamy

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

8 responses »

  1. Super super :)! Cieszę się z Tobą i zgadzam, że perfekcjonizm nie jest dobry, według mnie jest niszczący. Też zauważyłam, że przyznanie się do ogólnie pojętych problemów z psychiką jest często przyjmowane jak najzwyklejsza informacja w świecie. Być może po części z niedowierzania, bo przecież nie czaisz się na nikogo z siekierą, a przynajmniej nikt Cię nie przyłapał 😀 … ale często chyba ktoś po prostu przyjmuje do wiadomości i tyle.

  2. I ja mam problem z perfekcjonizmem, prymuską od dzieciństwa będąc. I zamartwiam się wiecznie, że „nie dość z siebie daję, nie dość wyników osiągam”. I ktoś mi bliski ostatnio napisał, że Bóg patrzy na nas i mówi: „Czemu sam siebie nie lubisz, czemu nie doceniasz? Przecież nie stworzyłbym tandety!” 🙂 Wzięłam sobie te słowa do serca 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s