Przypomniałam sobie

Zwykły wpis

że mój blog miał być o cierpliwości.

Więc napiszę, że bez niej to bym dawno się znielubiła okropnie. A tak, ucząc się cierpliwości, naprawdę codziennie daję sobie nową szansę.

Kiedyś robiłam wielkie plany i stawiałam sobie ogromne wymagania. Dziś nadal mam wielkie ideały, bo serio chciałabym być jak Pan Jezus. Ale już doszłam do tego, że wielkich planów nie ma co robić.

Czytam ostatnio „Rodzicielstwo przez zabawę” Lawrence’a J. Cohena (przeł. Anna Rogozińska, Warszawa: Mamania, 2012) i wydaje mi się to najlepsza książka o dzieciach i rodzicach (także pedagogach), jaką widziałam na oczy. Czytam strasznie powoli, bo dla mnie to bardzo gęsta i momentami trudna lektura.

[Edit: najlepszy jednak był i pozostanie na zawsze Korczak, to on dał mi podstawy. Ale jest tak głęboko zakorzeniony w moim myśleniu i czuciu, że o nim zapominam wspomnieć.]

Czemu teraz o niej wspominam? Bo czytając, zaczęłam się w pewnym momencie dołować, świadoma, ile niesamowitych rzeczy można rozwiązać podążając w zabawie za dzieckiem, a jednocześnie jak ja zmęczona, będąca myślami gdzie indziej, tylko się ostatnio od tego dziecka oganiam…

Na szczęście, Autor chyba wyczuł ów dołujący potencjał książki i napisał również podrozdział „Znajdź czas, żeby dojść do siebie”;-) A tam takie uwalniające słowa:

Mnie też nie jest łatwo skoncentrować się na relacji, podtrzymać entuzjazm, poświęcać dziecku całą uwagę, odłożyć na bok pracę i plan, by dla odmiany ugotować obiad wcześniej. Jak o tym pomyślę, to nie spotkałem nikogo, kto uważa zabawę z dziećmi za proste zajęcie. Największą trudność sprawiają nam, oczywiście, nasze niezaspokojone potrzeby, nasze pokłady uczucia […].

Czas na kolejne wyznanie: przez większość czasu wydaje mi się, że jestem beznadziejny podczas chwili na zabawę. […] Robię się śpiący, wpadam w letarg, ogarnia mnie zmęczenie. Kiedy bawimy się klockami Lego, układam je według koloru i kształtu, by jakoś zająć swoją uwagę.

Zwłaszcza to ostatnie pasuje do mnie:-) W zabawie z Anią, która pomysłów ma moc i naprawdę nawet bez tej książki od dawna dostrzegałam autoterapeutyczny wydźwięk wielu z nich, to jak przepracowuje w zabawach różne trudne sprawy, najtrudniejsze było dla mnie zawsze poddanie się Jej tempu. Czasem zdecydowanie za szybkiemu – ja chętnie ułożyłabym układankę do końca, a nie tylko porozrzucała; czasem zdecydowanie za żółwiowolnemu, kiedy po raz milionowy mam gadać to samo, wspinać się tak samo, odgrywać tę samą sekwencję…

I choćby w danej chwili szło mi nieźle, to i tak wiem, że dzień długi, a tych dni tak wiele i nie jestem w stanie codziennie poświęcać Jej całej uwagi przez długi czas.

A Cohen pisze, że warto choćby 15 minut. Jak to przeczytałam, zaczęłam od 20 i muszę przyznać, że już drugiego dnia czułam niedosyt, bo kiedy mówiłam sobie: „to jest czas tylko dla Niej”, potrafiłam się naprawdę wyłączyć z myślenia o innych sprawach na tę chwilę. I zabawa szła cudnie, a dziecko było naprawdę współpracujące po – posprzątałyśmy, wzięłyśmy się za co innego.

Spróbuję przełożyć te doświadczenia na modlitwę, bo tę relację i zabawę z Panem także zaniedbałam, nie umiejąc komukolwiek i czemukolwiek poświęcić ani chwili w sposób niepodzielony. Ale skoro potrafię z trzylatką, to z Odwiecznym także powinno się dać. On ma większe doświadczenie w cierpliwości:-)

Advertisements

18 responses »

  1. Zastanawiałam się nad kupnem tej książki. I już nawet odpuściłam tłumacząc sobie, że może kiedyś…ale chyba znowu wbiłaś mi tę myśl do głowy 😉

    • Najmocniej polecam. Lubię wszystkie książki Mamanii, ale ta jest moim zdaniem najpożyteczniejsza:) Na drugim miejscu „Dziecko z bliska” i na trzecim „Więź daje siłę”. Taki mój ranking.

      • „Dziecko z bliska” mam i mi się podoba. „Więź ” już mniej. Ale teraz trochę mnie nastraszyłyście pisząc, że momentami ciężka i dołująca jest ta książka.

      • Dołująca to złe określenie. Po prostu jest aż gęsta od mądrości i czasem uświadamia, ile można by fajnie, jakby się bardziej wysilić:) To nasz – przynajmniej mój – perfekcjonizm jest powodem doła, nie Cohen:)

  2. wszystko nas w dzisiejszym czasie rozprasza a to komputer a to komórka a to tv itd itp.
    A fajnie jest się tak po prostu wyłączyć i włączyć na dziecko.
    Kocham spędzać czas z moimi bliźniakami właśnie w zabawie. Widzę jak one to lubią jak wracają z przedszkola i mówią mamo to w co się dziś pobawimy?to co dziś dla nas przygotowałaś?
    a najnowszy ich tekst mamo kocham się z Tobą bawić wiesz?
    Pozdrawiam Pati

    • Witaj, miło Cię i tutaj widzieć:) Wiesz, komputer i komórka to jedno, ale najtrudniej mi się pozbyć myślenia o tym, co mam do zrobienia itp… Nie pytać przy tym, czy chce siku, czy było fajnie w przedszkolu itp. Zajmować się Nią na Jej sposób, a nie na mój:) Ja także pozdrawiam:)

  3. Piękny post!
    Nam było kiedyś strasznie trudno zacząć dzień. Bo ja stawałam z nastawieniem właśnie, że trzeba śniadanie, trzeba się ubrać, trzeba to czy tamto i jeszcze pomyśleć o obiedzie. A potem nam się zmieniło z dnia na dzień, bo te pierwsze Jasiowe 15-minut mamy jeszcze w łóżku. On ma wtedy tyle do powiedzenia 🙂

      • Świetne. 🙂

        Tyle że u mnie ma inną formę, bo dzieć chce uwagi i zabawy razem cały czas.
        Ale dobre. I lekko napisane.

      • Mój dzieć też miewa takie dni, kiedy chce uwagi cały czas. I w takim czasie był pisany ten post. A ostatnio trochę mniejsza intensywność „mamo, nie chcę być sama” – więc wszystko ma swój czas:) Pozdrawiam serdecznie! Ja też do Ciebie zajrzę w wolniejszej chwili (teraz nawał pilnej pracy).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s