Najtrudniejsze

Zwykły wpis

Ostatnio zdarzyło mi się kilka dobrych rozmów o dzieciach z ludźmi, którzy dzieci nie mają. Od paru dni myślę, że warto by co nieco o tym napisać także tutaj, zwłaszcza z dedykacją dla moich osobistych Znajomych i Przyjaciół, którzy nie są rodzicami. Żeby mogli mnie może trochę lepiej zrozumieć, czasem też więcej wybaczyć.

Sama nie wiedziałam, że tak będzie. Myślałam, że bycie mamą to przede wszystkim to, co się robi: przewijanie, karmienie, wychowywanie, wspólne zabawy. Ale tak nie jest. Bycie to przede wszystkim BYCIE właśnie.

Dyspozycyjność fizyczna – jest już bardzo wymagająca. Ale dyspozycyjność emocjonalna, stała otwartość, empatia… to jest dla mnie największe wyzwanie, a zarazem odkrycie macierzyństwa.

Zmiana jest ontologiczna i chyba nieodwracalna.

Przynajmniej mając małe dziecko, ja odruchowo i często na pierwszym miejscu myślę, jak zareaguje moje dziecko. Czy przestraszy się Twojego psa? Czy będzie zmęczone długą podróżą? Czy ktoś mówi za głośno?

Nie, to nie znaczy, że wszyscy muszą się do Ani dostosować. Ale owszem, znaczy to, że proszę o szacunek dla Niej i dla mnie i przynajmniej próbę zrozumienia, gdy nie chce się z kimś przywitać, gdy zaczyna płakać, gdy zachowuje się inaczej niż my, dorośli.

Ciągła empatia dla dziecka pochłania naprawdę masę energii i owszem, choć ogromnie żałuję, to czasem faktycznie nie jestem w stanie uważnie wysłuchać kolejnej danego dnia osoby. Albo zapamiętać czegoś. Sama siebie nie bardzo umiem teraz słuchać i o sobie mało pamiętam.

Naprawdę chcę dobrze. I dziecko poszerzyło moje serce ogromnie. Dzięki Ani nauczyłam się kochać bezwarunkowo. Nie oceniać innych. Zakładać dobrą wolę. Domyślać się, że za każdym, nawet niemiłym dla mnie, zachowaniem stoją autentyczne potrzeby. Myślę, że możesz na tym skorzystać.

Tylko proszę, spróbuj zrozumieć, że moje serce jest teraz większe, ale nie jest już tak bardzo moje jak dawniej. I tak, mnie to także czasem bardzo męczy.

Advertisements

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

12 responses »

  1. Rany…ale prawdziwe…Ja też mam tak, że najpierw Staś, potem ja. Jakoś durnie mniej się teraz przejmuję tym jak wyglądam, więcej rzeczy wypada mi z pamięci, bardziej jestem roztrzepana choć byłam wzorem poukładania. Na etapie ciąży myślałam, że to ciążowe ale okazuje się, że w dużej mierze pozostało. Może to fizjologiczna strona macierzyństwa….skupienie na jednym punkcie i wtedy już nie można ogarnąć WSZYSTKIEGO?

    • Dla mnie także z tego względu macierzyństwo jest znakomitą, choć trudną, szkołą leczenia się z perfekcjonizmu. Jeśli nawet coś ogarniam, to kosztem wielu innych spraw. No i chyba pokornie trzeba się z tym pogodzić. Mieć cierpliwość dla siebie.

  2. Ja się stałam Obserwatorką. Czujną Obserwatorką. Każdy element rzeczywistości przechodzi przez sito bezpieczeństwa i komfortu dziecka.

    Nawet, jeśli dziecka ze mną nie ma =.=’

  3. piekne i prawdziwe 🙂 mnie tez to meczy 🙂 a najgorsze jest przestawianie literek albo jak pytam, czy ktos sie napije kawy? gosc/cie mowia ze tak, a ja mowie, juz robie i siadam kontynuujac rozmowe 🙂 mam wrazenie ze odkad mam dzieci moje synapsy lacza sie jak chca w totalnym bezladzie :))) a tylko emocje i uczucia sa wyrazne, kierunkowe i zawsze silne 🙂

  4. Ja nie jestem rodzicem, choć mam nadzieję, że Bóg kiedyś mi pozwoli zaznać tego szczęścia, ale nie zgodzę się z Tobą, że panie, które mają dzieci są od razu empatyczne, mają ogromne serca i są przepełnione miłością. Mam zgoła inne doświadczenia. Zachwyt pań najczęściej dotyczy ich samych i ich pociech. Stosunkowo rzadko wykracza poza tę sferę. To jest też kwestia wychowania, wrażliwości, kultury osobistej i czegoś co jest nie często spotykane mianowicie wrodzonego wdzięku osobistego.

    Mam inną wizję macierzyństwa niż moja mama, inną niż jedynie pobieżna lektura macierzyńskich blogów. Ani jednej ani drugiej nie chciałabym kopiować ani naśladować. Zgodzę się tylko z jednym, że matki mają bardzo dobrą intuicję do swoich dzieci jeśli chodzi o jakieś zagrożenie, choroby. Tego nie będzie miała druga kobieta nawet ta co ma dzieci wobec drugiej, obcej osoby. A jeżeli ma to to się nazywa klasa.

    • Kasiu, nie wiem, czy się ze mną nie zgodzisz – bo ja zdaje się nic nie napisałam, że „panie, które mają dzieci są od razu empatyczne, mają ogromne serca i są przepełnione miłością”:-)

      • Ja tak zrozumiałam ten wpis, że bycie rodzicem automatycznie wyposaża w pozytywne cechy. A tak niestety nie jest. Na pewno każdy rodzić kocha dziecko i jest tym faktem roztkliwiony. Ale to jeszcze nie wszystko. Miałam w swoim życiu doświadczenie jak dziecko przy aprobacie rodziców gnoiło obce, dorosłe osoby. To nie było – jak sugerowano – poczucie humoru czy łobuziakowanie, ale zwykłe chamstwo. I z takich znajomości należy się definitywnie wycofywać. W każdy bądź razie teraz bym tak zrobiła.

        Bardzo lubię dzieci. Nawet teraz jak wróciłam do domu to po drodze minęłam „moją” małą, anonimową ulubienicę. Dorodną, niezwykle pogodną tak na oko dwulatkę. Zawsze mnie ujmuje jej radość życia, uśmiech od ucha do ucha i takie miłe ciepło, które płynie od tej dziewczynki. Nie jest to moje dziecko, ale już bym je chciała chronić i dbać o jej bezpieczeństwo. I dlatego boli mnie serce jak widzę jej nianię. Straszą kobietę, która kiedyś paliła nad głową dziewczynki papierosa, chyba zjadła jej bułkę i w ogóle ma w sobie jakąś wulgarność. A dziewczynka jest wyjątkowa w tej swojej afirmacji życia.

  5. Właśnie wczoraj z przyjaciółką rozmzmawiałyśmy o tym, że zbyt rzadko bierze się pod uwagę dziecko będąc w tzw. Towarzystwie. I tak mają nie tylko ludzie bez dzieci, z dziećmi teź. Trzyletnia dziewczynka bojąca się psa jej wielkości miała „przestsć płakać, bo pies nic jej przecież nie zrobi”.

  6. …proszę o szacunek dla Niej i dla mnie i przynajmniej próbę zrozumienia, gdy nie chce się z kimś przywitać, gdy zaczyna płakać, gdy zachowuje się inaczej niż my, dorośli.

    A mi niestety, jako zawodowej niani ktora z dziecmi (roznymi) ma do czynienia na codzien, zdarzylo sie byc obwiniana za to, ze dziecko na moj widok zaczyna plakac albo 4 latka zmeczona po 5 godzinach w szkole nie biegnie do mnie radosnie zeby sie ze mna przywitac i fuczy na mnie zamiast rzucic mi sie na szyje. I to 4 latka znajaca mnie 2 m-ce. Bo przeciez ona powinno mnie uwielbiac, a jesli tak nie jest to cos ze mna musi byc nie tak, tzn. ze sie nie nadaje do bycia niania..
    A ja te humorki rozumiem i akceptuje, tylko chcialabym, zeby wszyscy rodzice mieli takie zdrowe podejscie jak autorka bloga 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s