O dzieleniu się i o posiadaniu

Zwykły wpis

Dla mojej Córki dzielenie się nie jest traumą, a posiadanie nie jest koniecznością.

Jest to dla mnie sprawa niezwykła, bo zewsząd czytam i słyszę o dzieciach, które nie chcą się dzielić, chcą koniecznie coś mieć, wyrywają innym i dostają szału. No i zakładałam, że ma tak każdy maluch. A widzę, że przynajmniej na obecnym etapie, moja trzylatka tak nie ma.

W samych początkach piaskownicowego życia (jakoś około 1,5 roku do 2 lat) rzadko zgadzała się coś komuś pożyczyć i bardzo płakała, jak ktoś Jej wyrwał (sama nic nikomu nie wyrwała nigdy). Więc cierpliwie odpowiadałam w Jej imieniu dzieciom, które Jej odmowy ignorowały, że Ania nie chce teraz pożyczyć, żeby oddali, co zabrali itp. Ale ten etap trwał krótko. Później nadszedł etap radosnego pożyczania od innych i innym (Ania uciekała się tu zwykle do mojej mediacji, ale wola była jasna: „chcę od niego pożyczyć” i „tak, może wziąć”).

Potem, około ostatnich wakacji, czyli zaraz przed trzecimi urodzinami nadszedł etap: „Niech się pobawi…”, „Pożyczmy im…”. Jedyny problem dotyczył ciuchć Tomka i Piotrka, które są Ani najdroższymi obiektami prócz Rodziców i kotów. Ale tu też nie chodziło o totalną niechęć do pożyczania, tylko o pożyczanie, jak się już chwilę pobawi – a niestety większość dzieci w piaskownicy zachowywała się jak sępy, które gdy tylko Ania przekraczała próg piaskowego przybytku, rzucały się pożyczać. Tłumaczyła: „Teraz nie, zapytaj później, jak się już pobawię”, ale jak zwykle miało to małą skuteczność, więc i ja musiałam jak zdarta płyta… A po kilku minutach (o ile udało się nam takowe wywalczyć asertywnością, co nie było łatwe, bo niektóre dzieci absolutnie nie uznawały odmowy i napierały fizycznie, emocjonalnie tudzież moralnie – najśmieszniejszy był chłopczyk, który wygłaszał Ani kazania o tym, że trzeba się dzielić) Ania mówiła mi: „No, pobawiłam już, teraz możemy dzieciakom pożyczyć” i była autentycznie szczęśliwa, jak ktoś się bawił Jej zabawką.

Bywały i zdarzają się jeszcze sytuacje, kiedy nie chciała się bawić czymś Z kimś. Już w ostateczności wolała oddać. Ale tu znów chodziło raczej o Jej nieśmiałość, a nie o niechęć do dzielenia się.

Podobne rzeczy obserwowałam na dniach adaptacyjnych w przedszkolu. Ania wzięła swojego żółwia i po paru minutach mówi do pani: „Dziewczyny mogą się nim pobawić, jak chcą” i zostawia swoją zabawkę na środku sali, nie pilnując, nie niepokojąc się, nie trzymając kurczowo, jak inne dzieci.

Co jakiś czas organizujemy akcję: „Szukamy zabawek dla młodszych dzieci” i Ania, po chwili odmowy i wahania za pierwszym razem, która po przemyśleniu (z własnej woli, ufam, że bez naszej presji) zamieniła się w zgodę, wybiera, co może oddać. Ania wie też, że ubranka, z których wyrasta wędrują do innych dzieci. Wrzuca ze mną moje albo Mężowe niepotrzebne ubrania do kosza PCK. Uwielbia dawać prezenty i jest to jedna z sytuacji towarzyskich, które Ją nieco ośmielają – nie podejdzie się przywitać, ale prezent chce wręczać.

Nigdy nie mieliśmy w sklepie sceny na temat zakupu jakiejś konkretnej rzeczy. Owszem, Ania pyta: „a może kupimy to, a może tamto, domaga się czasem czegoś słodkiego”, ale można Jej odmówić i już. Sceny w sklepach owszem znamy, bywały, ale nie na temat zakupu czegoś dla Ani, tylko po prostu czasem bywała zmęczona, znudzona i zaczynała płakać, krzyczeć albo być ogólnie na nie. Może część tego, co rodzice interpretują jako wymuszanie to także objaw innych spraw?

Ania troszczy się też o to, żeby każdy coś miał:) Jak Mąż w pracy, a gotuję jajka, to dopytuje: „A dla Taty też jest? Zje sobie, jak wróci”. A wczoraj…

Bawimy się od jakiegoś czasu w wiewiórkę, która robi zapasy na zimę;-) Napiszę w osobnym wpisie:)

Advertisements

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

4 responses »

  1. A my dziś mamy pierwszego w życiu Jasia dziecięcego gościa (wiesz? ;)). I się zastanawiam jak to będzie. Teraz właśnie jesteśmy na etapie, kiedy Jaś nie chce, żeby ktoś mu zabierał zabawki (w piaskownicy). Nie wiem na ile wynika to z przywiązania do swoich zabawek (bo nie wydaje mi się, żeby było jakieś duże), a na ile z tego, że inne dzieci są takie nieustępliwe. Przychodzi i ciągnie, chociaż Jaś mówi „nie”. Musi się oglądać na mnie, a ja muszę 2-latkom tłumaczyć… (trochę mi z tym nieswojo). Jestem przekonana, że dziecko łatwiej uczy się dzielić swoimi rzeczami, bez tego treningu pożyczania i dzielenia się jaki na co dzień widzę w piaskownicy. Co z tego, że dziecko da, jeżeli widzę, że smutne, albo wkurzone na osobę, z którą MUSIAŁO się podzielić?

    Co innego radość dawania 🙂

    I dużo tu też zależy od tego właśnie jak się w domu traktuje rzeczy. Jakoś wcześniej o tym nie myślałam, aż tu pewnego dnia mąż się przyznał, że on nie lubi jak ktoś korzysta z jego rzeczy (od razu rachunek zrobiłam – ile razy ubrałam jego koszulę ;)) Ale on wie skąd mu się to wzięło. Z domu rodzinnego właśnie. Gdzie własność ojca była święta…

    • Wiem i bardzo się cieszę:) Różnie może być, ale dajmy im szansę;-) Ja się bardziej boję, co będzie, jak Jaś będzie chciał Anię zbyt serdecznie witać;-) O zabawki mniej:) A koty chętne dzieciom? Bo kotek strasznie się cieszy, że koty będą:)
      Co do tłumaczenia dzieciom w piaskownicy, to ja widzę, że bardzo to pomogło Ani – z moich słów nauczyła się, jak grzecznie a stanowczo odmawiać, negocjować itp. Świetnie sobie z tym teraz radzi (o ile nie jest onieśmielona).

  2. A moja Zo raczej niechętnie się dzieli, i to nie dlatego, że my się nie dzielimy. Ja rozdaję na prawo i na lewo różne rzeczy 🙂 I jak ją obserwuję to wychodzi mi, że nie o dzielenie tak naprawdę chodzi ale o możliwość podjęcia autonomicznej decyzji. Bo kiedy jej koleżanka Basia pyta:mogę pożyczyć, Zo zwykle patrzy na mnie jakby potrzebowała oparcia dla swojego „nie”. Za kika minut jednak zwykle mówi: Basiu namyśliłam się. Możesz pożyczyć. Nie pamiętam by zgodziła się coś ofiarować, gdy słyszała od dorosłego: podziel się; Adaś dał mi swojego dinozaura, daj mu tego; Jula ci odda jutro itp.

    • Ja sama nie wiem, z czego wynika Anina łatwość w dzieleniu się – mimo ogromnej potrzeby autonomii i posiadania własnego zdania;-) Może te potrzeby realizuje gdzie indziej – np. nie mówiąc nikomu „Dzień dobry”…;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s