Argument z autorytetu

Zwykły wpis

Podczas spotkań z panią terapeutką SI i diagnozy Ani, przydarzyło nam się zamienić parę zdań o tym, jak nam się z Anią dogaduje, jakie mamy kłopoty itp. Bo pani terapeutka bardzo chwaliła Ani chęć współpracy, wypełnianie poleceń, ogólną zgodność.

Jak wspomniałam, że w domu różnie bywa i generalnie trzeba mieć czasem dobry argument, żeby Anię przekonać, to pani terapeutka powiedziała, że jej zdaniem czasem trzeba rezygnować z argumentowania i dziecko powinno przyjąć, że pewne rzeczy po prostu mają być tak i tak, że rodzic ma prawo zadecydować i już.

Sporo nad tym myślę, nie jestem przekonana. Albo wyjaśniam, albo proszę, odwołując się do moich potrzeb. Ale żeby tak po prostu kazać?

W ramach tych rozmyślań przypomniały mi się dwie niedawne sytuacje, kiedy jakoś spontanicznie pojawił się u nas „argument z autorytetu” i, co gorsza, zadziałał;-)

1. Jak chyba wspominałam, byłyśmy na mszy odpustowej z udziałem dzieci w Sanktuarium Jana Pawła II. Przewodniczył jej i głosił kazanie mój ukochany bp Grzegorz Ryś. Na koniec kazania dialogowanego z dziećmi powiedział: „A teraz parę zdań do rodziców, więc uwaga dzieci, cicho!”. Ania akurat coś do mnie perorowała, więc z głupia frant mówię do Niej: „Ksiądz biskup powiedział „Cicho!”…”, a Ania zamilkła z przejęciem;-)

2. Ania nie przepada za myciem włosów, ale jest to do ogarnięcia. Zawsze jednak odsuwa to jak najdalej i ogłasza: „Ale umyjemy na sam koniec kąpieli”. Wytłumaczyłam jej (więc jednak były jakieś argumenty), że ja lepiej umyć wcześniej, bo wtedy włosy szybciej wyschną i nie będzie usypiała z mokrymi, czego nie lubi (a suszarki nie uznaje). Temat jakoś wygasł, a po chwili Ania mówi: „Dobra, zrobimy tak jak każą”. Pytam, kto każe, z czym? Ania: „No z tymi włosami”. Hihi, zaskoczyła mnie;-)
A co Wy myślicie?

Reklamy

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

16 responses »

  1. U nas “ma tak być, bo ja Ci każę” absolutnie by nie przeszło.
    Kuba jest niewątpliwie synem swojego Taty – on musiał mieć ABSOLUTNIE wszystko uargumentowane, maksymalnie, do bólu. I będąc z nim tak się przyzwyczaiłam do argumentowania, że niemal automatycznie przyjęłam taki sposób postępowania w stosunku do Kuby. I bardzo szybko przekonałam się, że to przynosi o niebo lepsze efekty niż zwykłe “nie bo nie”. Zresztą jakoś nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której musiałabym takiego stwierdzenia użyć. Bo jeśli nie jestem w stanie czegoś uzasadnić, to jak mam tego wymagać?
    A argumentu z autorytetu używam, np. w ten sposób Kuba został odsmoczkowany. Powiedzieliśmy mu, że już nie będzie dostawał smoczka, bo pan doktor powiedział, że do źle wpływa na jego ząbki (tak właśnie było). Zrozumiał, zaakceptował.
    Teraz stosuję przebiegłe “A co ciocia (w domyśle przedszkolna) na to?” Działa genialnie 🙂

  2. Kurcze, no czasami stosuję… rzadko, ale jednak. Wydaje mi się, że o ile nie jest to stała praktyka, to w niektórych sytuacjach się sprawdza.
    Staram się teraz przypomnieć jakąś konkretną sytuację i nie mogę… Bo czy tekst z mojej strony: „Wychodzimy z wanny, bo mi się już nie chce tu siedzieć” jest argumentem czy narzucanie swojej woli? ;>

  3. Czasem jak pytam męża o radę to chciałabym usłyszeć „zrób tak i tak”. Bez uzasadniania, bo ja przecież już wszystkie argumenty znam, ale nie mogę się zdecydować.

    Tak mi się skojarzyło 🙂

  4. Uważam, że jestem rodzicem i o pewnych rzeczach decyduję ja. Tak jak mój szef decyduje za mnie, nawet jeśli nie mam ochoty tego wykonać, muszę 🙂

  5. W trwającej u nas fazie „a dlaczego?” argument „tak bo tak” raczej nie zadziała. Choć nie dalej jak wczoraj spróbowałam:
    – stań po tej stronie schodów
    – a dlaczego?
    – a może dlatego że tak proszę?
    Zadziałało! 🙂 Nie wiem na jakiej podstawie dziecko ma przyjąć, że tak ma być i koniec. Jeżeli mówię, że wiem lepiej czy że nie chce mi się czegoś zrobić, albo na czymś mi bardzo zależy to też jest argument.

  6. Owszem,zdarza mi się taka ,,argumentacja”, Są to sprawy typu dlaczego nie wolno bawić się nożem. Ale nie zawsze.Zwykle inne metody działają lepiej. Nie mogę słuchać ludzi,gdy chrzanią o władzy rodzicielskiej i bezsprzecznym autorytecie rodzica.Autentycznie mam odruch wymiotny,jednocześnie jednak trudno mi z takimi teoriami polemizować gdyż ci,co je głoszą,pewnych rzeczy nie są w stanie ogarnąć…

  7. A ja myślę, że czasem argument z autorytetu jest potrzebny. Dziecku także. Wyjaśnić – tak , ale czasem kolejne pytania „dlaczego” są tylko formą targowania się. Poza tym argument z autorytetu w pewnych sytuacjach może dać poczucie bezpieczeństwa zwalniając dziecko z decyzji zbyt trudnej, przerastającej go. Samo tłumaczenie i oczekiwanie, że dziecko zrozumie, uzna i wykona może dziecko zbyt obciążać, ono może nie być gotowe rozwiązać w sobie konfliktu – „chcę się jeszcze bawić” – „wiem że trzeba iść spać” – dziecko może nie mieć dość siły, żeby od siebie wyegzekwować właściwe postępowanie – zwykle nie ma, dopiero się uczy, potrzebuje oparcia w autorytecie, poczucia, że jest ktoś, kto potrafi ogarnąć, okiełznać chaos sprzecznych impulsów, emocji, kiedy przerasta to jego możliwości. Ja też czasem o tym marzę – żeby ktoś przyszedł i ogarnął, zwłaszcza dzień przed 🙂
    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s