Zwróciłam uwagę innej mamie

Zwykły wpis

Jedną z rzeczy, jakich przeciętna mama nie lubi najbardziej, jest zwracanie uwagi przez obcych i komentowanie, jak wychowuje swoje dziecko. Lubicie? Ja nie znoszę. Co prawda mało kto śmiał mi zwrócić uwagę, ale każdą taką sytuację dobrze pamiętam i nieraz mocno mnie bolała albo wkurzyła. A wczoraj zrobiłam to ja.

Chodzi o temat klapsów. Na pewnym forum sporo było dyskusji, co robić, będąc świadkiem jak ktoś daje dziecku klapsa itp. Nie wiem, co robić. Ale opowiem Wam, jak było wczoraj.

Poszłyśmy na duży plac zabaw. W piaskownicy było sporo dzieci, mamy i tatowie na ławkach wokół (nie wiem czemu zazwyczaj tylko ja siedzę w piachu i bawię się z połową dzieciaków). Ania wzięła Tomka i Piotrka (z „Tomek i przyjaciele”), co powodowało konieczność co kilkanaście sekund odpowiadania dzieciom napierającym z różnych stron, że teraz ich nie pożyczy (dzielnie sama odpowiadała, ile mogła, ale chwilami Ją wspierałam, bo dzieci naprawdę się rzucały na nas). Potem wraz z Anią zdecydowałyśmy, że ja schowam pociągi do kieszeni i bawiłyśmy się innymi zabawkami. Ale o tym innym razem.

Ania zawsze chce w piaskownicy zdejmować buty i – o ile nie ma błota i naprawdę zimna – zgadzam się na to. Jednakże większość rodziców poza sytuacjami skrajnych upałów ma coś przeciw. W każdym razie jeden chłopiec, nieco młodszy od mojej córki, zainspirowany Anią obwieścił mi: „idę zdjąć buty”, ja nie zareagowałam, bo co mi do tego. Za chwilę jego mama (wcześniej nie wiedziałam, która jest jego, było sporo ludzi) powiedziała mu, że ma koniecznie te buty ubrać. Scenę taką obserwuję kilka razy na każdy pobyt w piaskownicy, większość dzieci karnie ubiera buty (czasem trzeba zagrozić, że idą do domu, jak nie ubierze – swoją drogą ciekawe jak to zrobią bez butów;) – ale zwykle działa). A wczorajszy chłopiec nie chciał. A jak Mama mu założyła, to wył. I jak go wyciągnęła z piaskownicy, mocno trzymała na ławce i wrzeszczała, że on wyje. A on wył coraz mocniej i na dodatek ją uderzył. Ona już zupełnie nie wiedziała co robić, znam ten stan i znam to, jak zalewają cię uczucia dziecka. Zaczęłam się modlić za niego, ale też za nią.

Ludzie w piaskownicy patrzyli na siebie wymownie. A owa mama w pewnym momencie zaczęła gadać już naprawdę głupie rzeczy: „Zobacz, chłopiec się z ciebie śmieje, że tak wyjesz” – a nikt się nie śmiał, wszyscy byli raczej przestraszeni. Dziecko nadal nie uspokajało się, mama zaczęła odwoływać się do bicia: „Zobaczysz, jak ci przyleję…”. Nie wytrzymałam słuchać tego dalej, udając spokój. Ale zebrałam się na cały spokój, jaki w sobie mam, i powiedziałam stanowczo, ale – mam nadzieję bez atakowania: „niech mu pani nie grozi czymś, co jest karalne”. Jeszcze dodałam „proszę pani”. Nie wiem, czy ma to znaczenie, ale była to naprawdę młoda mama, najpierw myślałam, że jest siostrą tego dziecka.

Mama zamilkła. Po chwili wstała, wzięła dziecko na ręce i odeszła z nim paręnaście metrów. Obawiałam się, że tam mu przyłoży. Ania akurat coś ode mnie chciała, więc nie widziałam dokładnie, co się dzieje, poza tym co miałam zrobić? Biec za nimi? Ale na ile widziałam, nie przyłożyła mu, tylko ponosiła na rękach, coś pogadali, próbowała usiąść z nim na innej ławce, ale chyba się nie udało. Potem wrócili i byli spokojni. My już bawiłyśmy się przy zjeżdżalni, ale nasze zabawki zostały w piaskownicy. Jak mijałyśmy ową mamę (synek znów się bawił w piasku), unikałam kontaktu wzrokowego, a Ona powiedziała: „Dziękuję pani za radę”. Najpierw pomyślałam: ironia? Ale nie było w jej tonie przekąsu. Powiedziałam jakiś (szczery) banał o tym, że każdego czasem zalewają emocje. Bo naprawdę to znam.

Jak się zbierałyśmy do domu, owa mama sama z siebie zaczęła mi pomagać szukać zabawek Ani w piaskownicy. Potem powiedziałam „do widzenia” i odpowiedziała mi.

No i nie wiem, co myśleć? Miała w sobie tyle pokory? Naprawdę się uspokoiła po tym, co powiedziałam? Nie wiem. Ale było to niezwykłe doświadczenie.

Reklamy

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

40 responses »

  1. Może i jedno i drugie. Pokora. Szybki kontakt z rzeczywistością. Może zadziałał brak agresywności w udzielanym przez Ciebie komentarzu. Czasem można komuś zwrócić uwagę samemu mówiąc „przez agresję”. I nie działa. Tu zadziałało. Brawo 🙂

  2. Brawo!
    Ja czasem mam wrażenie, że ta agresja wobec dziecka na placu zabaw jest trochę na pokaz. Bo mama wstydzi się, że dziecko źle się zachowuje, a ponieważ napatrzyła się na to, jak inne matki się często zachowują (takie ślepe koło…) stara się zachować „dorośle”. Zwłaszcza że, jak piszesz, była to młoda mama – być może wydawało jej się, że właśnie tak należy się zachować, bo ludzie pomyślą, że to „rozpieszczony bachor”, a ona sobie „nie radzi”.
    Z tym ubieraniem butów w piaskownicy to też chyba podobny motyw, ja zdejmuję córce ale czasem wydaje mi się że ludzie patrzą na mnie jak na „wyrodną”, może coś w tym jest ale mam to gdzieś 😉

  3. to mogłam byc ja. miałam w ostatnim okresie kilka takich ciezkich sytuacji z córką, kiedy opanowywała mnie totalna bezradnosc i czułam sie pod ostrzalem spojrzeń. ominął mnie słynny bunt 2 latka ale widac, co sie odwlecze… ja mysle ze twoje słowa uswiadomily jej ze nie jest potepiona za to ze nie umie dziecka opanowac, ze nie koniecznie opninia społeczna wymaga od niej uspokojenia dziecka wszystko jedno jakimi metodami. mój facet powtarza mi czesto ‚za mało ją bijesz’ w odniesieniu do mojej córki. i chociaz niby wiem ze to z jego strony specyficzny zart, to bywaja momenty ze watpie w nawet w to. bo mam poczucie ze ‚wszyscy’ w około uwazaja ze za duzo pozwalam, ze terrorysta, ze rozpuszczam, ze za duzo ustepuje, za bardzo sie przejmuje

    • Tak, to na pewno trudne uczucie, czuć się ocenianą i sądzić, że inni uważają, że się rozpieszcza dziecko. Sama wiem, że taka obawa może rodzić niepokój, który przeradza się w nerwy i pogarsza relacje z dzieckiem… Powodzenia!:)

  4. A może dlatego, że pomodliłaś się za tego chłopca? Taki błyskawiczny skutek modlitwy.

    Tak z innej beczki. Pisałaś, że biegasz. Ja nie mam takiej wydolności, ale poszłam wczoraj bardzo późnym wieczorem w tragicznie głupich spodniach tzw. bagdadkach w kolorze dojrzałej maliny zobaczyć czy tam radę. Nie dałam. Biegłam trzy sekundy /tylko tyle dosłownie/. Nie mam nadwagi, choć do kruchych w budowie nie należę, ale nie mam jakiejkolwiek wydolności w bieganiu czy w innych ćwiczeniach aerobowych. Poza tym ten nieznośnie falujący biust mnie dobijał. Pokornie wróciłam do domu mijając spokojnego jamnika. Jedynie wchodzę na szóste piętro bez windy, ale niechętnie. I prawie każdego dnia dostarczam sobie godzinny szybki marsz. Nie dałabym rady biegać nawet truchtem. Tym bardziej podziwiam, że dajesz rady. Pozostanę przy marszu i spokojnych ćwiczeniach typu pilates.

    • co do biustu, mogę się założyć, że mało czyj falowałby tak jak mój – gdybym nie miała dobrze dobranego sportowego stanika, bardzo polecam. Jak czasem za Anią biegnę parę metrów w normalnym, to mnie też biust irytuje, a w sportowym jest idealnie.

    • hej kasia, zacznij od minuty biegu, a potem maszeruj, biegniesz przez 3 sekundy, bo myśłisz że masz biec dziesięć minut, ale jak sobie powiesz, że tylko minutę, to wytrzymasz, bieganie jest niezwykle ważne, to samoistna medytacja, w którą wpadasz chcąc czy nie chcąc. Miałąm to samo co Ty, nie mogłam w ogóle biec, ani się ruszać, a teraz codziennie biegam 10 kilometrów, a to w zupełności wystarcza, żeby w każdej chwili przebiec maraton. Ubierz stanik specjalny do biegania, nie będzie Ci biust latał, do tego za niedługo biust Ci zmaleje od biegania. Cwał to wielki ratunek dla ciała i przede wszystkim dla głowy. Ja zaczęłam na bieżni. Szłam 40 minut w tym 1 minutę biegłam. Zrób to :))

  5. Ja również gratuluję odwagi.:) Niestety, ośmielę się stwierdzić, że większość osób stosujących ww. metody to osoby z mniejszą samoświadomością niż mama opisana powyżej (o ile była to samoświadomość a nie zwykły lęk, że ma do czynienia z kimś zajmującym się prawami i ochroną dzieci). Obserwując rodziców na placu zabaw niemal codziennie wnioskuję, że większość, niestety, jednak najprawdopodobniej potraktuje taki komentarz jako groźbę, niezależnie od tego, jak łagodnie zostanie to powiedziane. Sama nieustannie szukam właściwych słów na powszechne „zaraz Ci przyleję” i mam z tym ogromny problem. Co prawda ostatnio wystarczył tylko mój wymowny wzrok – babcia się speszyła i po chwili dopowiedziała: „…noooo zaraz Ci przyleję…wodą oczywiście…” i się nerwowo zaśmiała widząc, że to słyszę. 🙂 Niemniej to jeden przypadek na tysiąc. W pozostałych naprawdę nie wiem jak reagować i ręce opadają…Pozdrawiam.

    • Ja widziałam w ciągu kilku miesięcy 2 razy, jak ktoś dawał dziecku klapsa: za każdym razem były to babcie i robiły to bez ostrzeżeń („zaraz ci przyleję”) i niemal bez emocji. To inny typ i z nim niestety też nie wiem, jak w ogóle rozmawiać. W jednym przypadku następnego dnia spotkałam to samo dziecko z tatą i poinformowałam go o tym, że babcia bije dziecko i jak to wyglądało. Tyle potrafiłam.

  6. Myślę, że dużo mądrzejsze byłoby nakłonienie tego chłopca i każdego innego dziecka do tego, żeby założyło buty albo spytało mamy czy może. Większość mam jednak nie lubi dodatkowego prania i sprzątania po dzieciach i nie wszystkie są tak liberalne. Trzeba się liczyć z tym, że coś takiego wywołuje u nich złość i irytację co się przekłada na złości do dziecka i kończy się tym co powyżej. Wydaje mi się, że w każdej podobnej sytuacji należy reagować próbując właśnie nakłonić najpierw dziecko do jakiegoś zachowania ZANIM wystąpi złość u matki a potem u dziecka, a potem zwracanie uwagi, bo problem się zaczął od Ani, która sama zdjęłą buty. Natomiast co do zabawek Tomka i przyjaciół to nie wiem… ja nie zabieram w takie miejsca zabawek, którymi nie chcę się dzielić lub moje dziecko nie chce. I sama staram się aby moje dzieci nie robiły „nalotu” na takie dzieci, bo próba wytłumaczenia 2-latkowi, że inne dziecko się nie chce podzielić taką zabawką jest po prostu niemożliwe. Ale przyznaję, że zwrócenie uwagi było odważnym posunięciem, choć jak już napisałam można było do tego nie dopuścić :))

    • Ale dlaczego mam zabraniać coś (co nie jest moim zdaniem niczym złym) cudzemu dziecku? Ono powiedziało do mnie, że zdejmie buty, ja nie powiedziałam ani, że dobrze, ani że źle. Nie wiedziałam nawet, która to jego mama, bo – jak pisałam – tylko ja siedziałam w piaskownicy, inni dookoła.
      PS No i czy problem zaczął się od Ani, która „sama zdjęła buty”? Owszem, zdjęła, na co się zgodziłam. Ale czy w związku z tym generowała problem? Nie rozumiem.
      PS 2 Co do Tomka i Piotrka i dzielenia się zabawkami (co akurat Ania robi chętnie) chcę napisać oddzielny post, zapraszam za jakiś czas:)

      • Heh no akurat po piaskownicy jest mniej sprzątania jak się zdejmie buty… Po co zabraniać dziecku czegoś, co uważam, że jest ok, tylko dlatego, że inni na to nie pozwalają? A jeśli zabronię, a następnym razem pojawi się rodzic który pozwala, to co? Bez przesady…

      • no właśnie, to sprawa tego dziecka i jego rodziców. moja córka gdy miała ponad rok, to niemal przez cały rok biegała boso. wszędzie i po wsyztskim. po chodnikach, trawie, drodze, kamyczkach i – to był hit – po kałuży na kamienistej drodze. zawsze ściągała buty i w domu i na zewnątrz i co bym nie robiła i ile razy nie założyła za chwilę znów były ściągnięte. i to nie tylko latem. od wiosny po jesień. na szczęście, nie wiem jakim cudem, nigdy sobie niczego nie wbiła!
        a inne mamy komentowały i nawet jedna babcia się na mnie złościła, że tak pozwalam dziecku boso po kałuży, bo inne dzieci też chciały i jej wnuczka zaraz się przeziębiła od tego. obgadała mnie głośno, że jestem głupia matka. oczekiwała że zabronię. cóż. moja się nie przeziębiła. a co wolno jej wnuczce to nie moja sprawa.

  7. A mi się ten wpis zupełnie nie podoba. I nie chodzi o bicie dzieci.
    Ja też nie wiem czemu autorka siedzi z dziećmi w piaskownicy.
    I nie rozumiem logiki zwrotu “niech mu pani nie grozi czymś, co jest karalne” jakby grożenie czymś co nie jest karalne było ok.

  8. Ja jakoś zwróciłam uwagę na ta, żeby matka nie szarpała dzieckiem. I pomyślałam, że może krótka modlitwa spowodowała, że tego nie zrobiła. Może nadrobi w domu. Czy sama bym pozwoliła dziecku na zdjęcie butów? Chyba nie. Raczej plaża jest od tego.
    …………..
    Nie mam dzieci i dziś wydaje mi się, że byłabym dla nich łagodna. Natomiast w konfrontacji z rzeczywistością może by mi puściły nerwy. Górę wzięłoby codzienne zmęczenie. Nie wiem.

    Czasami spotykałam matki z dziećmi chamskimi, ale one tego nie widziały. Były zachwycone zachowaniem dzieci, które obrażały innych, dorosłych ludzi. Tak samo nie lubię jak mamy, babcie wymuszają komplementy dla swoich dzieci, oczekują zachwytów. Ale chyba już nic gorszego mnie nie spotkało jak przymus oglądania „Dziadów” z rolą jakiegoś nastolatka. Ojej, to był koszmar a rodzice myśleli, że to dla mnie atrakcja.

  9. a co jest złego w stwierdzeniu, ze jeśli dziecko nie posłucha to pójdzie do domu? To zdaje się nie jest karalne?
    Uwielbiam mamy idealne. I ich jedynie słuszne metody wychowawcze.

    • Hmm, czy powiedziałam, że to złe? Nie wydaje mi się. Natomiast faktycznie pozwoliłam sobie na ironię (może niesłusznie) co do pójścia do domu bez butów:)
      Ja mam idealnych nie lubię. Na szczęście się do nich nie zaliczam:)

  10. a ja sobie myślę, że to że ta mama zagroziła „laniem” nie znaczy jeszcze że na prawdę zamierzała dziecko zlać. mamy często wygadują głupoty, grożą i straszą różnymi rzeczami i wcale tego nie realizują. po prostu nie wiedzą, jak sobie z dzieckiem poradzić (a dzieci stosują cała gamę różnych mało pokojowych metod, by było tak jak one chcą, idą na żywioł, są „dzikie”, natomiast rodzice – obeznani z normami i z prawem – nie wiedzą co mają robić. bo tak jak dzieci się nie zachowają. rodzicom bywa bardzo trudno).
    ja zawsze oczami wywracam, gdy ktoś straszy dziecko, że jak gdzieś pójdzie to je weźmie „dziad” „bobo” czy cokolowiek/ktokolwiek. czasami żartobliwym tonem nawet to skomentuję do znajomych, żeby dzieciom takich głupot nie opowiadali. nigdy nie straszyłam swoich dzieci jakimiś wymysłami.
    w każdym razie – to że dziecku groziła chyba jeszcze nie jest przestępstwem?

    ja natomiast spotykam sie ciągle z przeciwną sytuacją i we mnie się gotuje. że to dziecko bije mamę. na osiedlu taką mam znajomą z dwójką dzieci i nie dość że te dzieci się ciągle piorą, to jeszcze syn od lat już leje tą mamę. teraz ma siedem lat. jak się zdenerwuje to mamę wyzywa i leje ją, kopie, albo choćby daje klapsa i to zupełnie bez powodu. a mama nic. nie reaguje. a jak już się wścieknie, to go za ucho wyciągnie … i ja tutaj mam ochotę coś zrobić. mówiłam mu kilka razy żeby mamy nie bił, ale myślę że to mama powinna jakoś reagować. nie znoszę tych sytuacji. nie chcę żeby ten chłopiec to robił i przede wszystkim nie chcę żeby moja córka się temu przyglądała i nabierała przekonania, że to jest ok. nawet unikałam kontaktu z nimi ze względu na te sytuacje.
    mnie również dwa razy uderzył – kamieniem. celowo. nie wiem co robić wtedy. bo miałam ochotę mu powiedzieć, że jak jeszcze raz mnie uderzy to mu oddam. jednak nie wolno mi tego robić.

    jakoś mnie ominęło to, by dzieci mnie biły. jak córka była malutka, chwytałam jej rękę gdy chciała bić i mówiłam że to boli. a gdy podrosła to w ogóle nie próbuje już.
    jednak – niestety, dzieci bardzo chętnie stosują przemoc wobec rodziców i wcale się nie przejmują tym, że to jest zabronione.

    pozdrawiam serdecznie.

    ale samo zachowanie mamy z tej historii świadczy chyba o tym, że taki komentarz był jej pomocny i uniknęła „nakręcenia się”

    • Wiesz, ja nie piszę, że sama groźba była przestępstwem. Po prostu opowiadam, co powiedziałam. Czy dobrze? Chyba w tej sytuacji wyszło na dobre, ale nie uważam jej za uniwersalną receptę na każdą taką sytuację.
      Moje dziecko też mnie nie bije (póki co?), choć czasem w zabawie potrafi być za mało delikatne. Parę razy też w jakichś nerwach uderzyło, ale mam wrażenie, że to był przypadek, po prostu machało łapkami jak dzikie.
      zgadzam się z Tobą, że na takie zachowanie nie można się godzić.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz

  11. Ale – jeśli kiedykolwiek będę miała to szczęście – być mamą to nigdy nie będę dziecka szarpała. Zdjęłoby te buty to bym go powoli nakłaniała, żeby włożyło. Jakby już tragicznie nie chciało włożyć to bym pozwoliła na łażenie po ciepłym piasku. Na trochę.

    Uwagi nie umiem zwrócić. Kiedyś męczyłam się z koleżanką i jej chamskim dzieckiem. Dziś bym się wycofała z tej znajomości mimo, że ludzie swoje chamstwo bagatelizują uznając je za normalne albo za przejaw poczucia humoru.

    Sama bym w dziecku budowała postawę, żeby wierzyło w siebie i we własne siły. Nie wiem jak to się robi, żeby nie wychować egoisty, ale może jakoś się da.

    Trudne jest to przedszkole. Też bym bardzo przeżywała taki moment. I dbałabym, żeby moje dziecko się tam nie bało. Takie stopniowe zostawianie dziecka podoba mi się. Ale to zależy od charakteru pracy rodziców. Lęków i tak mamy mnóstwo potem, w szkole, w życiu. A tu taki mały człowiek także już przeżywa stres.

    • Ja myślę, że najważniejsze uczyć się na błędach i umieć weryfikować swoje postawy, słabości, pomyłki. I przepraszać. Wiele rzeczy zrobiłabym inaczej niż zrobiłam, ale było, minęło. Teraz mogę dbać tylko o teraz. pozdrawiam Cię, Kasiu, i dziękuję za komentarze:)

  12. też nie wiem co o tym myśleć, albo jej było głupio, albo chciała mieć święty spokój, ja staram się nie ingerować, nawet jeśli ktoś daje dziecku klapsa – wtedy głośno komentuję, w stylu „nie patrz na to córeczko, biedne dziecko, szkoda, że nie ma tutaj policji, znęcanie się nad dzieckiem jest karalne: itd. Gdyby ktoś bił to ingeruję.

    PS. Moja córka też ściąga buty 🙂

  13. Ja rozumiem mamę tego chłopca. Od niedawna „uczę się” NVC i wiem jakie to trudne. Trudne ze względu na zło, którego zaznałam mieszkając w rodzinnym domu. Gdzie żadna moja potrzeba nigdy nie została zaspokojona.
    Mając swoje dzieciątko powielałam schematy rodzinne bo nie wiedziałam, że można żyć inaczej. Na szczęście na swojej drodze spotkałam trenerki NVC, które pokazały mi inną drogę.
    Mimo, że jestem w NVC półtora roku nadal zdaży mi się zapędzić… nie słyszeć potrzeb mojego dziecka.
    Jednak, gdy tylko ktoś zwróciłby mi uwagę podobną do autorki bloga zachowałabym się jak to Pani…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s