„Dobrze wiedzieć, że inne dzieci też…”

Zwykły wpis

Jak widać zakończenie prac redakcyjnych i rozpoczęcie adaptacji przedszkolnej sprzyja działalności blogerskiej. Chciałabym podzielić się z Wami jeszcze paroma wrażeniami.

Moje dziecko poznaje dzieci, ja poznaję mamy. Mamy innych dzieci w podobnej do mojej sytuacji, dzieci w podobnym wieku.

Rozmawiamy. I zaciekawiło mnie powtarzane przez jedną z mam już kilkakrotnie spostrzeżenie: „Dobrze wiedzieć, że inne dzieci też…”. Coś podobnego napisała parę razy ostatnio w komentarzach u mnie Marysia – Mama na puszczy.

Owa mama z adaptacji powiedziała to po zajęciach, kiedy obie nasze Córeczki poszły na plac zabaw (obie, nie napiszę bowiem szumnie: razem). I zaobserwowała, że Ania namawia mnie, żebym stała daleko, gadała z ową mamą, nie pomagała Jej (to zresztą u nas nowość od jakiegoś tygodnia, świeżo przed rozpoczęciem przedszkola). Wywnioskowałam, że takie samo zachowanie niepokoi ją u jej córeczki (mnie akurat cieszy, choć raz spanikowałam, jak Ania pojechała w dal na rowerku i na moje wołanie, by zaczekała, jeszcze przyspieszyła).

Po dzisiejszych zajęciach, kiedy to Ania pod koniec znów dostała szału na temat, gdzie siedzieć podczas przekąski (swoją drogą po wczorajszej i dzisiejszej akcji na ten temat zdecydowałam, że w poniedziałek zaprowadzę Ją PO śniadaniu) i za nic nie chciała usiąść z powrotem na wybranym wcześniej miejscu, kiedy obok dosiadła się dziewczynka. Mama ta powiedziała do mnie: „Widzę, że inne dzieci też płaczą czasem tak, że nie wiadomo co zrobić”.

Ja też odkryłam, że nie tylko Ania jest „nieśmiała”. W skali grupy plasuje się mniej więcej w połowie stawki. Raz bawi się chętnie i żywiołowo, raz odmawia (dziś raczej odmawiała). Jakoś wcześniej miałam obawę, że będzie najbardziej aspołeczna, a nie jest.

Dowiedziałam się też, że są dzieci, które do tej pory jeszcze nigdy nie zostawały parę godzin bez mamy. Bo nie były w stanie. My mieliśmy tak z Anią do 7 miesięcy, potem po roczku mogła zostać też z kim innym niż Tata. Potrafiła wesoło i spokojnie spędzać czas z Babcią albo Nianią.

Nie wszystkie dzieci też marzą o zabawach, w których ktoś ich dotyka. No, proszę.

Czemu my, mamy, żyjemy z przekonaniem, że nasze dziecko naprawdę najbardziej problematyczne i nie do ogarnięcia?;-) Przynajmniej czasami?

Brak wiary we własne kompetencje? W moim przypadku chyba tak.

Reklamy

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

One response »

  1. Brak wiary we własne kompetencje to jedno. Ja częściej miewam tą drugą przypadłość- brak wiary w kompetencje dziecka. Nie raz już widząc nieśmiałą i lękliwą dziewczynkę poniekąd czyniłam z Zo nieśmiałą i strachliwą. Mocni się pilnuję by niczego jej nie wmawiać 🙂 i sobie też 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s