Zjawiska konwekcyjne

Zwykły wpis

Zdaje się, że tak się nazywa taki stan pogody jak to, co emocjonalnie przeżywamy od powrotu z wakacji z Anią.

Chwila spokoju, potem coraz cięższe powietrze i masa wyładowań atmosferycznych, po których następuje krótka cisza przed następną burzą.

Pamiętam wpisy z różnych rodzicielskich forów pod tytułem: „Ktoś podmienił mi dziecko”. Rodzice pisywali tam, że do tej pory takie spokojne, śpiące, niemęczące, a tu nagle ciągle coś chce, źle śpi itp. Odnosiło się to zwykle do niemowlaków. Dla mnie było to zjawisko obce, bo moje Dziecko nigdy nie było łatwe w obsłudze. Od powrotu ze szpitala krótko spało, dużo ssało, sporo płakało, wymagało niemal ciągłej mojej obecności. Kryzysy nazywane skokami rozwojowymi także przychodziły, ale wtedy było po prostu jeszcze bardziej hardcorowo;)

No a teraz powiedziałabym, że tak jakby ktoś podmienił mi Anię. Na wakacjach wykazywała się sporą samodzielnością, bez problemów spędzała czas z Dziadkami, traktowała mnie i Męża jako równorzędnych opiekunów. Po powrocie do domu jest nieustanne: „Mama, Mama, MAAAAAMAAAAA!”, do Taty często: „Masz sobie iść”… Gdy przychodzą jacyś goście, to nie tylko że Ania sama chce się chować u siebie w pokoju, ale domaga się, żebym ja tam z Nią siedziała. Albo wymyśla, że chce do łazienki (a że zwykle chodzę tam z Nią, bo mnie o to prosi…), a po wejściu oświadcza: „Gadaj o Piotrku i Tomku/ Rajdku/ Puchatku…”. Pytam, czemu nie siada na nocnik, a Ona: „To żarcik był z tym siku, ale gadaj mi”…

Co chwilę słyszę, że Ona nie chce sama. Nie chce się sama ubrać (a dopiero co była dumna z tego, że umie, i ciągle jeszcze, jak się zapomni, to ubierasię sama), nie chce sama spać (woła tak nawet przez sen), nie chce sama być w pokoju (nawet jak idę do kuchni zrobić Jej kanapkę, to i tak słyszę nerwowe krzyki, że mam wrócić). Ale też nie che iść ze mną czy za mną. Ciągle słyszę, że to ja mam przyjść…

Nie wiem, co z tym robić. Gdzie w tym potrzeby i jak na nie odpowiedzieć, a gdzie jakiś świr, w którego lepiej nie dać się wkręcić? Wiem, głupio brzmi to o świrze, ale przyznam, że naprawdę chwilami czuję się jak w domu wariatów. Jak Ją weźmie taki nastrój, to nie ma opcji, żeby było dobrze. Zawsze chce inne ubranie, inne światło (zgaś, zapal, nie to, ja zapalę, nie, nie ja, ty, nie chcę), „ty bądź Tomkiem, nie, ja jestem Tomkiem, nie jestem Tomkiem, jestem kotkiem, nie nazywaj mnie kotkiem, nazywaj mnie kotkiem, jestem Filemon, nie, nikim nie jestem, nie głaszcz mnie, nie dotykaj, nie puszczaj, etc, etc”… Potem dziki ryk, zasmarkanie maksymalne aż po kaszel i niemal wymioty, i parę godzin spokoju i wesołości, aż znów coś okaże się nie tak. No, względnego spokoju, spokoju pod warunkiem, że jestem blisko i poświęcam wystarczająco wiele uwagi.

Właściwie to nie, nie mam wrażenia, że ktoś podmienił mi dziecko. Czuję się, jakby wrócił ten niemowlaczek, który nie chciał zostać ani na chwilę sam, nie chciał zostawać z nikim nawet na chwilę i generalnie był ogromnie wymagający. Tyle że ja wtedy, choć umordowana chwilami okrutnie, to przynajmniej nie miałam wielu innych obowiązków. A dziś po pierwsze pracuję, po drugie coraz bardziej ja czuję potrzebę separacji, kawałka własnego życia: poczytania, porozmawiania o moich sprawach, a nie tylko o Ani, pogrania na komputerze (czego nie robiłam na większą skalę od czasu ciąży, a dawniej raz na parę miesięcy miałam potrzebę grania po parę godzin dziennie przez kilka dni aż mi się nudziło na kolejne pół roku), posłuchania muzyki, którą ja wybieram…

Więc ciężko jest. I czuję, że ogromnie potrzebuję wsparcia, co najmniej takiego jak mama niemowlaka.

Advertisements

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

10 responses »

  1. Nie wiem, w jakim dokładnie wieku jest Ania, ale podejrzewam, że to okolice trzecich urodzin. Mój Janek trochę starszy jest i cóż, też to przerabialiśmy. Może nie wymagał tak bardzo mojej wyłączności, ale histerie o nie-wiadomo-co zdarzały się często. Wszystko to minęło i teraz (ma 4 lata i 3 miesiące) jest zdecydowanie łatwiej. Myślę, że nauczył się w jakimś tam stopniu radzić sobie z negatywnymi uczuciami i emocjami. W trudnych chwilach pomagała konsekwencja. Starałam się jak najbardziej wsłuchiwać w to, co mu w duszy grało, ale gdy uważałam, że Jego „żądania” są absurdalne, trzymałam się wcześniejszych ustaleń i nie dawałam się zbić z tropu, nawet jeśli oznaczało to drogę przez deptak we łzach i zaczepki obcych ludzi. Czasami po prostu go mocno przytulałam, gdy widziałam, że kompletnie się pogubił. Czasem wystarczyło na chwilę go zostawić: „Widzę, że jesteś zły i chcesz trochę ochłonąć. Jak Ci przejdzie, to mnie zawołaj”. ZAWSZE po tym jak emocje opadały, rozmawiałam z synkiem o tym, co się stało, nazywając też te emocje, które temu towarzyszyły i szukając rozwiązania na przyszłość: „Zobacz, zrobiłeś tak i tak i przez to to czy tamto, a co możemy zrobić, żeby było tak i tak?”. Zawsze wtedy, gdy siadały mi nerwy i podnosiłam głos, przepraszałam i tłumaczyłam, dlaczego tak się stało.

    Każde dziecko ten etap musi przejść i wiele zależy od nas, rodziców. Mnie najbardziej pomagała perspektywa tego, że to naturalny etap rozwoju, który minie. Życzę Ci cierpliwości :).

    Pozdrawiam serdecznie.

    P.S. Bardzo lubię Cię czytać :).

    • Bardzo dziękuję za lubienie i za komentarz. Tak, Ania za 3 tygodnie skończy 3 lata. Pociesza mnie, że to etap rozwoju. Twoje wskazówki są także bardzo mądre. Choć nie jestem pewna, czy w naszym przypadku dobrze sprawdziłoby się rozmawianie po fakcie na spokojnie. Ja ograniczam się do przeprosin za chwile, kiedy mnie poniesie w takich chwilach – a niestety często ponosi. Przemyślę tę radę. Serdeczności:)

  2. To jest chyba to ponowne przywiązanie:), o którym tu i ówdzie można poczytać. Podobno dzieci tak mają w pewnym wieku. Być może Ania jest właśnie w tym wieku. Na szczęście minie, jak wszystkie hardcorowe fazy rozwojowe 🙂

    • Ja akurat z ulgą czytam ten wpis, bo przekonuję się,że nie tylko mój synus ma takie ,,odchyły”… Z tego powodu nie poszedł jeszcze do przedszkola,a zaraz 3,5 roczku stuknie.Nie wyobrażam sobie,z nerwów tez mam odruch wymiotny jak tylko ktoś w mojej obecności poruszy temat przedszkola. I też nie potrafię na spokojnie… A niestety tu gdzie jestem, dzieci zaczynają edukację w wieku 4 lat,więc musi iść do przedszkola by się neico przyzwyczaić do dzieci,do barku mamy, no chociaz te kilka miesięcy przed szkołą. Czyli niedługo. Trzymam kciuki za Mamę Ani.Rozumiem jak ci ciężko. U nas jeszcze młodsza siostra do kompletu, więc w ogóle kongo bywa… ale wierzę przedmówczyni,że to taki wiek i kiedyś minie.

  3. Jeśli w jednym z wpisów narzekałaś, że nie masz pracy na etacie to może spróbuj poszukać pracy w szkole. Z wpisów wynika, że znasz angielski i uczysz ludzi tego języka. W szkole etat może się znaleźć.

  4. Tak się tylko spytałam, ponieważ także szukam pracy, ale już nawet nie chcę o tym pisać. Zresztą ja jestem w trudniejszej konfiguracji. By nie rzecz beznadziejnej. Często osoby szukające pracy wyzywa się od niezaradnych, ale nie ma gdzie wysyłać CV. Nie każdy nadaje się do outsourcingu, a tylko takie są ogłoszenia. Chciałam nawet kiedyś napisać na swoim blogu o przepaści między tym co się pisze w gazetach a tym jak wszystko wygląda naprawdę. I chciałabym, żeby kiedyś wszystkie osoby, które takim ludziom jak ja dokuczały albo odnosiły się lekceważąco, żeby kiedyś oni stanęli po drugie stronie i zobaczyli jak to jest.

    • Powodzenia, Kasiu! Ja nie żałuję, że mam własną firmę. Trochę uczę, trochę tłumaczę. Teraz zaczęłam redagować. Lubię to. A pracy nie brak – ciągle ktoś mnie poleca znajomym i to ja muszę teraz odmawiać, bo nie mam czasu (jednak macierzyństwo ważniejsze). Wspieram, abys i Ty znalazła zajęcie dla siebie!

  5. Ja nie mogłabym póki co założyć własnej działalności. Z wielu powodów. Zresztą dla mnie lepiej byłoby pracować wśród ludzi, poza domem. Bardzo dziękuję za słowa wsparcia. Może kiedyś moja sytuacja się wyklaruje.

  6. Pingback: Nocą o przedszkolu « Love's patient

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s