Codzienność

Zwykły wpis

Dziękuję za wszystkie dobre słowa po poprzedniej notce. To nie jest tak, że ja się stale uważam za beznadziejną albo jakoś szczególnie dręczę tym, co bym mogła, a mi się nie udało. Jednakże opisane w owej notce zaszłości wskazują, że coś tam w głębi mojej duszy jest nie tak. I pewnie kiedyś się tym zajmę.

Tymczasem ogarniam rzeczywistość.

Energii wczoraj już brakło, pierwszy od 3 tygodni dzień sama z Anią (po południu wpadła niania, ale tylko na ten czas, kiedy biegłam uczyć angielskiego), widzę, że mimo odpoczynku mogłabym być w lepszej formie jednak. A może to po prostu ten upał nieziemski mnie tak męczy.

Pojawia się perspektywa nowego zlecenia, tym razem jako redaktorka. Coś, co mam we krwi, ale nigdy nie robiłam tego zawodowo. Uznałam, że jak mają mi zapłacić za czytanie książki i czepianie się, to powinnam skorzystać, prawda? No ale mam trochę tremę. Tłumacząc, zwykle wiem, że ktoś jeszcze to przeczyta, a tu ja mam być tą osobą.

Ciągle rozmyślam, co tu z przedszkolem Ani, ale już spokojniej. Ania ostatnio lepiej znosi temat przedszkola (może też dlatego, że nie gadamy o tym zbyt wiele), pozwala się nawet w zabawie nazywać “dzielnym przedszkolaczkiem”, a dawniej na słowo “przedszkolak” ostro protestowała, że jest “prawie przedszkolakiem”, a do przedszkola pójdzie dopiero, jak będzie “bardzo duża”.

Przewiduję trudności, ale ufam, że będziemy mieć dobre rozeznanie, jak na nie odpowiedzieć – czy zrezygnować z przedszkola, czy je zmienić, czy ograniczyć do minimum, czy dać Ani maksimum wsparcia, ale jednak przetrwać razem w tym. Zyskałam trochę wewnętrznej wolności na ten temat, czekam na bieg wydarzeń. Ostatnie 4 dni sierpnia będą dniami adaptacyjnymi, będziemy tam razem. Czuję, że to da mi już jakieś podstawowe rozeznanie.

Ania robi się coraz bardziej samodzielna. Udało się nam pozbyć pieluch. Umie się ubierać (choć nieraz nie chce, w ogóle mało w Niej parcia na samodzielność, zastanawiam się, czy to nie problem?). Sporo bawi się sama, coraz częściej oddala się nieco ode mnie na placu zabaw (ale jak są dzieci, to trzyma się bardziej kurczowo). Rozmawia nawet z nowo poznanymi osobami (głównie dorosłymi). Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu pozwoliła Żonie mojego Dziadka, którą widuje kilka razy w roku po parę godzin, wziąć się za rękę i zabrać do sąsiadów, żeby się z nimi przywitać. Czasem podaje nawet rękę, ale raczej tylko paniom (sąsiadowi Pradziadków na wyciągniętą rękę odpowiedziała: “Niestety wolę nie”). Wczoraj zamieniła parę zdań z 9-letnią sąsiadką Moniką (którą zresztą ogromnie lubię, mało takich dzieci w naszym bloku – zainteresowanych Anią, spokojnych, mówiących “Dzień dobry”).

Powoli do przodu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s