Kryzys

Zwykły wpis

Płakać mi się chce nad sobą.

Dochodzę znów do etapu, kiedy przestaję ogarniać rzeczywistość. No ok, spróbuję być sprawiedliwa w tej ocenie (a jednak oceniam, Ja Kwoko…), muszę przyznać, że dziecka póki co nie zgubiłam, jest żywa i chyba zdrowa. Nie mylą mi się jeszcze lekcje u uczniów, ale to już mnie dużo kosztuje – jak raz zmienię harmonogram, a czasem muszę zmienić, to potem muszę strasznie się pilnować, żeby nie zapomnieć albo nie pomylić.

No ale reszta rzeczywistości mnie już naprawdę przerasta. Mylę dni, planuję wszystko przekonana, że coś odbędzie się w sobotę, a tymczasem jest w niedzielę. I mam to jak byk w mailu, ale po prostu nie widzę, nie zapamiętuję. Nie wpadam na proste rozwiązania problemów, które oszczędziłyby innym zachodu i przez to powoduję zamieszanie.

A mi i tak jest bardzo trudno prosić o pomoc. Jak poproszę i ktoś się zgodzi, to potem po prostu płakać mi się chce, jak wyjdzie, że znów namieszałam, zmarnowałam czyjąś energię, skomplikowałam plany.

Muszę sobie samej non stop coś powtarzać: „pranie wywiesić”, „idę po książkę, idę po książkę, idę po książkę”… wchodzę do pokoju i zaczynam coś robić, a pranie i książka leżą i płaczą. I tak kolejne rzeczy się piętrzą i jak przychodzi chwila, gdy mam nieco więcej siły i czasu, to sama nie wiem, za co się łapać.

Nie, że to jakiś dramat, ale ja już naprawdę mam dość siebie. Chciałabym się zaszyć i nie pokazywać ludziom, bo boję się, że znów namieszam.

I boję się. Bo znów dochodzę do empirycznie popartych wniosków, jak krucha jest moja psychika. Ale nawet nie mam siły szukać pomocy. Bo to znaczyłoby kolejną rzecz do ogarnięcia: kiedy, jak, za co, jak zorganizować opiekę dla Ani, etc.

Chyba liczę na cud jakiś. Może „liczę” to za dużo powiedziane.

Więc po prostu sobie narzekam. Przy okazji ufając, że przeczytawszy to, będziecie się mniej gniewać, jeśli i Was dotknie moje zagubienie.

Advertisements

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

5 responses »

  1. Czasem rzeczywiście wystarczy przeczekać. Jeżeli już miałaś takie dni to wiesz. Czasem samo przychodzi jakieś takie „ogarnięcie”. I sprawy mimo że się piętrzą to nie przytłaczają.
    Ale nie zawsze można czekać… Nie wiem czy Ci to ułatwi proszenie, ale powiem Ci, że ludzie lubią być proszeni o pomoc (tak z moich obserwacji wynika), lubią być potrzebni. Potrzebują tego.

  2. Ja myślę, że jest po prostu nadmiar obowiązków lub ilość rzeczy do zrobienia w danym momencie, nie masz siły się już na tym skupiać- sama mam dwójkę dzieci (2,5 roku i 11 m-cy)i jestem tłumaczem, czyli mam nienormowany czas pracy, poza tym cały dom na mojej głowie i właśnie w marcu miałam podobnie jak ty- psychika odmawiała mi posłuszeństwa, byłam nerwowa, co odbijało się na dzieciach i w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam najpierw mamie, potem dopiero mężowi (dla mnie Pani perfekcjonistki było to jak porażka), sama rozmowa wiele mi dała i po raz kolejny przekonałam się jacy wspaniali ludzie mnie otaczają, okazali mi dużo zrozumienia a sprawy się nieco wyprostowały- co nie znaczy, że mam mniej na głowie:) tylko po prostu nie jestem z tym sama a to że zebrałam się na odwagę i powiedziałam to na głos sprawiło, że sama poczułam się lepiej. Trzymam kciuki i pozdrawiam

  3. kryzysy się zdarzają. po co są ? a może po to, żebyśmy byli jakoś mocniejsi potem? pomagał mi kiedyś list św.Jakuba w takich momentach – pierwszy rozdział.Spróbuj! Uśmiechy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s