Monthly Archives: Czerwiec 2012

Kryzys

Zwykły wpis

Płakać mi się chce nad sobą.

Dochodzę znów do etapu, kiedy przestaję ogarniać rzeczywistość. No ok, spróbuję być sprawiedliwa w tej ocenie (a jednak oceniam, Ja Kwoko…), muszę przyznać, że dziecka póki co nie zgubiłam, jest żywa i chyba zdrowa. Nie mylą mi się jeszcze lekcje u uczniów, ale to już mnie dużo kosztuje – jak raz zmienię harmonogram, a czasem muszę zmienić, to potem muszę strasznie się pilnować, żeby nie zapomnieć albo nie pomylić.

No ale reszta rzeczywistości mnie już naprawdę przerasta. Mylę dni, planuję wszystko przekonana, że coś odbędzie się w sobotę, a tymczasem jest w niedzielę. I mam to jak byk w mailu, ale po prostu nie widzę, nie zapamiętuję. Nie wpadam na proste rozwiązania problemów, które oszczędziłyby innym zachodu i przez to powoduję zamieszanie.

A mi i tak jest bardzo trudno prosić o pomoc. Jak poproszę i ktoś się zgodzi, to potem po prostu płakać mi się chce, jak wyjdzie, że znów namieszałam, zmarnowałam czyjąś energię, skomplikowałam plany.

Muszę sobie samej non stop coś powtarzać: „pranie wywiesić”, „idę po książkę, idę po książkę, idę po książkę”… wchodzę do pokoju i zaczynam coś robić, a pranie i książka leżą i płaczą. I tak kolejne rzeczy się piętrzą i jak przychodzi chwila, gdy mam nieco więcej siły i czasu, to sama nie wiem, za co się łapać.

Nie, że to jakiś dramat, ale ja już naprawdę mam dość siebie. Chciałabym się zaszyć i nie pokazywać ludziom, bo boję się, że znów namieszam.

I boję się. Bo znów dochodzę do empirycznie popartych wniosków, jak krucha jest moja psychika. Ale nawet nie mam siły szukać pomocy. Bo to znaczyłoby kolejną rzecz do ogarnięcia: kiedy, jak, za co, jak zorganizować opiekę dla Ani, etc.

Chyba liczę na cud jakiś. Może „liczę” to za dużo powiedziane.

Więc po prostu sobie narzekam. Przy okazji ufając, że przeczytawszy to, będziecie się mniej gniewać, jeśli i Was dotknie moje zagubienie.

Reklamy

Moja droga, Twoja droga, nasza droga

Zwykły wpis

Czasem ogarnia mnie złość. Czemu nie chcesz iść moją drogą? Czy naprawdę zawsze musi być inaczej? Chcę wyjść za 5 minut i zdążyć na autobus. Chcę potem, gdy będziesz u Babci, spokojnie popracować.

A nam nie po drodze. Ty chcesz jeszcze bawić się. Jeszcze przeczytać „tylko jedną, trzy, pięć, bardzo dużo książeczek”, „jeszcze pogadać stworkami”… Read the rest of this entry

Cierpliwość i szaleństwo, i mówienie „nie”

Zwykły wpis

Dni lecą jak szalone.

Masa pracy, żeby przed wakacjami zakończyć dwa tłumaczenia (jedno w zasadzie zrobione, ale teraz to, czego nie lubię najbardziej – autopoprawki) i spokojnie odpocząć od połowy lipca. Pojawia się też perspektywa nowego ucznia na wakacje (przygotowanie do poprawki), dziś się z nim spotkam, zobaczymy. Jak się pracuje na swoim i to w branży edukacyjnej, to człowiek nie lubi wakacji;-)

Nie dostałam grantu i nie wiem, co z doktoratem, ale czuję jakąś wolność i nadzieję, że się może kiedyś uda. A może w tej chwili to niepotrzebne zmartwienie. Cierpliwości.

Szukam pracy w wydawnictwach, ale jak to ja nieśmiało. A przydałoby się jakieś tłumaczenie na polski, bo to jednak trochę łatwiej. Ale muszę się strasznie przemagać, żeby te CViki wysyłać.

Z Anią… ciekawie. Niesamowicie się rozwija.

Read the rest of this entry

„Nie woli się pani miesiąc przemęczyć?”

Zwykły wpis

Rozmawiałam z Sąsiadką, która ma synka kilka tygodni młodszego od Ani. Żłobkowego. Gadałyśmy o przedszkolu i o moich obawach, jak Ania się tam zaadaptuje. Sąsiadka po pierwsze prezentowała postawę: „Jak rodzic się martwi, to dziecko też będzie, nie ma co się przejmować, wyjdzie pani i już zaraz będzie ok”. Potem, jak opowiedziałam o reakcjach Ani na zajęciach adaptacyjnych zmieniła jednak front i przyznając, że faktycznie może nie być tak łatwo, stwierdziła – gdy powiedziałam, że rozważamy rezygnację: „A nie woli się pani miesiąc przemęczyć?”

No i tak sobie myślę (nie oceniając osoby, którą po pierwsze mało znam, po drugie o ile znam, to naprawdę lubię) – jak łatwo nam pomieszać sobie w głowie kto jest kto. Przecież to nie ja bym się męczyła i miesiąc (czemu akurat miesiąc?) płakała, tylko Ania… Ale chyba jakoś trudno nam powiedzieć, że to dziecko może cierpieć. Bezpieczniej czujemy się, myśląc o naszym, dorosłym, rodzicielskim problemie z dzieckiem. Read the rest of this entry

Chluba tramwajów

Zwykły wpis

A wczoraj znów miałyśmy coś w rodzaju Dnia Ślimaka. Święto – więc nie pracowałam (Mąż niestety tak od rana do wieczora). Jako że Ania od niedawna nie ma już potrzeby drzemki w południe (czasem śpi po południu, ale też nie zawsze), można jechać do kościoła choćby i na 12. I tak też było wczoraj. Read the rest of this entry