Otwartość

Zwykły wpis

Miesiąc temu pisałam o tym, czego uczy mnie Ania. Dziś o czymś podobnym, tylko jak zwykle więcej treści w mniejszej liczbie słów napisała Monika W Świecie Żyrafy: Dwukierunkowa droga.

Żeby się uczyć, potrzebna jest otwartość. Dla mnie zawsze było to jasne i oczywiste, ale zaczynam dostrzegać, że dla wielu jest to problem. Chciałabym to zrozumieć. Co daje nam otwartość? A przed czym zdaje się chronić jej brak?Jakieś wyjaśnienie dały mi słowa Jespera Juula z mojej ulubionej książki jego autorstwa „Twoja kompetentna rodzina” wydanej przez Wydawnictwo MiND (właściwie to jedyna jego książka, którą zdążyłam przeczytać w całości, ale już „Twoje kompetentne dziecko” aż tak mnie nie wciągnęło):

Dwadzieścia pięć czy trzydzieści lat temu […] dorośli mieli dużo więcej przekonania niż dzisiaj co do tego, jakie wychowanie jest „słuszne”, a jakie nie. Jeśli nachodziły ich wątpliwości, mogli popytać rodzinę i przyjaciół i z reguły otrzymywali jednakową odpowiedź. […] Większość dorosłych była święcie przekonana, że dzieci powinny nauczyć się podporządkowania dorosłym i posłuszeństwa – w razie konieczności nawet przy użyciu kar i przemocy. […]

Tak czy siak, nieograniczona władza rodziców nad dziećmi należy w naszej kulturze już niemal zupełnie do przeszłości – i z tego możemy się tylko cieszyć. Konsekwencją tego jest jednak konieczność znalezienia nowego sposobu na budowanie wspólnoty ze swoimi dziećmi. (J. Juul, Twoja kompetentna rodzina, tłum. D. Syska, Podkowa Leśna: Wydawnictwo Mind, 2011, s. 20-21)

Abstrahując od tego, że nie lubię takich uogólnień (i zaraz myślę o Januszu Korczaku, Marii Montessori albo Astrid Lindgren), to jednak coś w tym jest.

Mój Tata (któremu jestem ogromnie wdzięczna za ogromne zainteresowanie wychowaniem Ani i kibicowanie mojemu macierzyństwu) nieraz podkreślał to, jak wiele refleksji wkładamy w wychowanie Ani. No, coś w tym jest. Oczywiście, jest też intuicja, odruchy, proste uczucia. Ale nawet to, by dopuścić je do głosu, czasami musi być owocem refleksji.

Czasem, obserwując innych rodziców, a częściej jeszcze dziadków, widzę, że trzymają się kurczowo jakichś metod, schematów, utrwalonych wzorców. Czasami są to (na moje oko) całkiem dobre pomysły. Ale czasami dziwi, może bawi, mnie ich upór godny lepszej sprawy, np. że dziecko w wieku 9 miesięcy „powinno” umieć robić pa, pa i kosi-kosi…, że „powinno przedreptać roczek”, więc „trzeba” prowadzić pod paszki itp. Do niektórych może czasem przemówią zalecenia lekarzy czy rehabilitantów, że dzieciom takie prowadzanie szkodzi albo żeby nie dosładzać im napojów, ale do innych nie, „bo tak się robi i zawsze robiło”.

A jednak jest możliwa otwartość. Może w mojej Rodzinie była większa ze względu na zacięcie naukowe. Moi Rodzice – o ile pamiętam – mocno brali mnie pod uwagę i wiele opowiadają o tym, co i jak robiłam po swojemu, a zatem miałam możliwość robić po swojemu:-)

Wzruszył mnie mój prawie 80-letni Dziadek, który widuje Anię kilka razy w roku. Kiedy u Niego byliśmy, najpierw (jak wiele osób, z którymi się stykamy) jakoś nie mógł się odnaleźć w tym, że Ania nie chce się z Nim przywitać, nie chce, żeby Ją wziął na ręce, etc. Ale po jakimś czasie sam z siebie, powiedział nagle: „W sumie to ma sens, żeby nie zmuszać dziecka do witania się z kimś. Co to za witanie na siłę”. I faktycznie, ponieważ byliśmy w Gdańsku nieco dłużej tym razem i odwiedzaliśmy Dziadka wiele razy, Ania sama chciała się z Nim witać, bawić, gadać. Zupełnie szczerze i naturalnie. A musicie wiedzieć, że moje dziecko jest szczere i naturalne nad wyraz.

Słowa Dziadka także dały mi do myślenia. Bo, jeśli je dobrze zrozumiałam, normalnym, oczekiwanym zachowaniem, byłaby w Jego oczach presja na dziecko, aby powiedziało „Dzień dobry”, dało buziaka, uścisnęło rękę. My tej presji nie stosujemy i Go to zdziwiło. Ale, zamiast wziąć to do siebie albo poddać Anię i nasze podejście do Niej ocenom, po prostu poobserwował i się zastanowił i sam uznał, że to dobre.

Cieszy mnie to, że wśród Bliskich Ania bardzo rzadko słyszy o tym, co musi i o tym, jaką ma być „grzeczną” czy „posłuszną” dziewczynką. Czasem, owszem, sami mówimy Jej, że chcemy, żeby teraz zrobiła coś „grzecznie” (tłumacząc na inny język: w sposób niesprawiający nam kłopotu). Ale widzimy dużą różnicę między „niesprawianiem kłopotu” a „byciem niedobrym”.

Wydaje mi się, że odrobina otwartości, możliwości poczekania i trzeźwej oceny sytuacji (przy znajomości praw rozwoju dziecka) przynosi wiele nieoczekiwanych rozwiązań. I umożliwia pokojowe rozwiązywanie konfliktów.

No właśnie, „konfliktów”. Może to „dawne” (nie do końca tu ufam Juulowi), autorytarne podejście do dzieci, w którym muszą one się wpasowywać w schematy i role społeczne wynika właśnie z próby usunięcia pola do potencjalnych konfliktów. Jeśli dziecko „zna swoje miejsce w szeregu”, to konfliktu być nie może. Może być „bunt, upór, niegrzeczność, krnąbrność”. Ale nie ma pola do sporu, w który wszyscy uczciwie się angażują i wszystkimi dostępnymi sobie środkami próbują ogarnąć rzeczywistość tak, by każdy był wygrany. Jeśli w podejściu autorytarnym dochodzi do kłótni, to dziecko jest z góry na przegranej pozycji, bo wydaje się, że nie walczy z rodzicem, tylko z tym, jak być musi – przez sam fakt chcenia czegoś innego niż opiekun czyni się tym złym. A opiekunowi łatwiej ukryć się (nawet przed sobą – ilu z nas nie ma żadnego problemu z mówieniem o swoich potrzebach? Ja mam!) za jasną granicą, przepisem, tym, co się powinno, co się musi, jak świat zawsze wyglądał i jak ma być nadal.

Ja jednak wolę otwartość. Choć czasem wymaga sporo mózgowania i sporo emocji rodzi.

Advertisements

3 responses »

  1. Myślę, że otwartość dorosłych, o której piszesz to naprawdę drogocenny skarb. Zgoda ciotek, dziadków, koleżanek i zajomych na to, by dziecko sam o sobie stanowiło w takich kwestiach jak witanie się czy zjadanie posiłków to dla Ani ważna lekcja nie tylko akceptacji i brania pod uwagę, ale także budowania poczucia własnej wartości.
    P.s. Mniejsza ilość słów czeęsto wynika z braku czasu, zbyt dużej ilości zajęć, różnych myśli kołaczących się po głowie 🙂

    • Dzięki za dobre słowo:-)
      Co do rozwlekłości moich postów, to także wynika z braku czasu;-) Jakbym miała czas, to bym pielęgnowała formę, a krótsza to bardziej wypielęgnowana w moim odczuciu:-) Serdeczności!

  2. Ogromne szczęście, że masz takich ludzi wokół – my mamy różnie, ale często raczej w stronę: a ja Wam tak robiłam i co, krzywdę Wam zrobiłam? I tu ja nie wiem co mam poradzić, żeby nie urazić, żeby nikomu krzywdy nie zrobić, a jednocześnie z szacunkiem swoich racji się trzymać…. trudna sprawa. Witanie na siłę jest ciężkie, bo to witanie ‚żeby nie zrobić babci przykrości’, tylko ukryta jest w nim taka dziwna lekcja chyba (ja tak sobie myślę): że nawet jak ja nie chcę, żeby mnie ktoś całował czy dotykał czy przytulał, to muszę mu na to pozwolić, żeby mu nie zrobić przykrości… a.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s