Wymaganie od siebie

Zwykły wpis

Chciałabym nauczyć się rozróżniać.

To, czego nie należy od siebie wymagać i to, czego wymagać powinnam.

 

Nie mówię o wielkich sprawach, tylko o prostej codzienności, która z każdym dniem się jednak nawarstwia i robi wielka (jak moja nadwaga).

Już dawno nauczyłam się, że perfekcjonizm jest grzechem (choć wielu się w tym ze mną nie zgadza). Przestałam się katować.

Ale z drugiej strony odpuściłam sobie za bardzo i to nie z miłości do siebie i troski o siebie, ale z przekonania, że i tak nie dam rady.

Tak, są tacy, od których wymaganie za mało jest krzywdzeniem ich. Ja do nich należę.

Nie wiem, może słowo „wymaganie” jest nietrafione, ale lepszego nie znam…

Nie chodzi o to, że nie będę się szanować czy kochać, jak czegoś nie zrobię.

Chodzi o to, bym dawała sobie szansę przekonać się, że stać mnie na więcej.

A może… może jeszcze o co innego chodzi. Może robię całą masę rzeczy, którą mi się wydaje, że wymagają ode mnie inni, a nie robię tego, co sama gdzieś głęboko wiem, że powinnam.

Łatwiej jest się podporządkować niż odważnie kroczyć za własnymi decyzjami?

Reklamy

About lovespatient

Zakładam bloga już n-ty raz w moim nie aż tak długim życiu. Zawsze wtedy, gdy czuję się na tyle zakręcona, że ufam, że pisanie pomoże mi się odkręcić. Jak widać z faktu, że po jakimś czasie każdy zarzucam, chyba (trochę) pomaga.

One response »

  1. Pingback: Wymaganie, wyzwanie, szansa…? « Love's patient

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s