Jeszcze o prawdzie

Zwykły wpis

Pisałam kiedyś o tym, jak denerwuje mnie okłamywanie dzieci.

Na szczęście, jak się okazuje, moje Dziewczę nie daje sobie wciskać kitu… Miałam z tego wczoraj trochę ubawu, a jeszcze więcej satysfakcji.

Wychodziliśmy oboje z Mężem załatwić coś wspólnie w mieście, a Ania została z Babcią. Kiedy Babcia przyszła, Ania kończyła śniadanie – pokrojoną na małe kawałki kanapkę z szynką, serem i keczupem. Babcia mówi na to „żołnierzyki” – u nas się tak chyba nie mówiło, krakowski regionalizm? W każdym razie Ania zostawiła część tej kanapki „na później” i chciała się bawić z Babcią. A Babcia, jak zwykle, czuła misję namówienia Jej do zjedzenia do końca. Kiedyś opowiadała Jej, że wilki przyjdą i zjedzą (chyba nigdy się tak nie wkurzyłam, jak wtedy, na Teściową i na miejscu, przy Ani powiedziałam Jej, że nie zgadzam się na opowiadanie takich historii…).

No a wczoraj Babcia mówi: „A co będzie jak ci żołnierze odmaszerują i nie zostaną na później?”. Ania: „No coś Ty, Babciu, nie odmaszerują, to są keczupowi żołnierze”. Babcia dalej brnęła w swoje, a Ania spokojnie: „Prawdziwi żołnierze mają nogi, to maszerują, a ci nie mogą”. I po sprawie;-)

Potem, ponieważ nie zdążyliśmy przebrać Ani z piżamy w ubrania dzienne, a twierdziła, że zrobi to z Babcią, Babcia znów chyba nadmiernie się starała i przedobrzyła. Ania chciała pokazać Babci swoje nowe buty (które kupiliśmy do sukienki, ale jakoś tak wyszło, że stały się ukochanymi butami do wszystkiego, zwłaszcza do wspinania się na błotnisty pagórek pod oknem;-))… Jako że sama umie je wkładać i zdejmować, chciała to pokazać, tylko potrzebowała założyć skarpetki, z czym ma czasem problem, żeby wygodnie naciągnąć. I chciała, żeby Babcia Jej pomogła. Tymczasem Babcia chciała upiec kilka pieczeni na jednym ogniu i zaczęła wmawiać Ani, że nie da się włożyć tych butów bez zmiany spodni z piżamkowych na jakieś inne. Ania, spokojnie, niczym stara doświadczona i cierpliwa belferka powiedziała coś (nie wiem dokładnie, bo w tym czasie sama się zbierałam do wyjścia), po czym ubrała samodzielnie buty bez skarpetek i pokazała Babci, że przecież się da i „nie trzeba do tego zmieniać spodenków”.

Nie, moje dziecko nie jest nieprzekonywalne. Ale argumenty muszą być prawdziwe i sensowne. Czasem nawet nie musi być szczególnych argumentów, tylko przekonanie: „Super będzie!” (zapożyczone od Ani) i tym podobne. Ale na wkręcanie ma radar, nabrać się nie da.

Czemu więc mawia się „naiwny jak dziecko?”

Reklamy

8 responses »

  1. A ja dalej nie wiem jak reagować na takie teksty rodziców i teściów. Zdarza im się, ale na razie wydaje się, że nieszkodliwie. Znaczy, bez efektu 🙂 Zwłaszcza znikające jedzenie nie byłoby dla mojego syna problemem.

    • Ja zwykle, przy takich mniej drastycznych niż wilki (których jako dziecko panicznie się bałam, może stąd moje wyjątkowe wzburzenie) czekam, co na to sama Ania i zwykle olewam. Ale jak była mniejsza, to po prostu mówiłam do Ani (trochę ponad głową Babci albo innego wkręcającego): „Nie, Babcia tylko się tak wygłupia, jeśli chcesz, to zjedz, a jak nie, to odniesiemy już do kuchni”. No i dyskusja się kończyła.

      • Przy drastycznych bym wiedziała. Moje dziecię jeszcze nie mówi na tyle składnie, żeby się do takich pomysłów ustosunkować i czasem się czuję w obowiązku się wtrącić. Tak ponad głową właśnie. No bo jak siedzimy w tramwaju, młody skubie swoją bułkę, a jakaś pani do niego: „Jedz bułkę, bo ci zabiorę”, to trudno nie prychnąć chociaż cichutko.

  2. Pamiętam, jak mama wobec mnie używała z lekka kontrowersyjnych argumentów podczas mycia głowy, czy jedzenia, które to szło opornie, że w restauracji to tak nie można się zachowywać i nie będę umiała się zachować, że pani fryzjerka to nie pozwoli tak się zachowywać (czyli się bać???)… no… to się bałam chodzić przez następne 10 lat do takich instytucji :P. Mamę babcia straszyła, że żołnierz ją zabierze :P… Przy Dawidzie mama już się coraz bardziej pilnuje i nawet nie kończy słowa, jak chce go pochwalić albo wyrazić niezadowolenie i wychodzi to mniej więcej tak: Ale jesteś grz…. Z niegrzecznym trudniej, bo za szybko się wymyka :P. Dobrze, że Ania korzysta ze swojego pomyślunku i nie daje się nabrać ;). Tak trzymać!

    • Ha, przy mnie nawet nikt nie ośmiela się mówić o niegrzeczności;-) Sama nie wiem, czemu, nigdy nikogo w kwestii swojego stosunku do tego epitetu nie oświecałam. Natomiast na samo słowo „grzecznie” nie mam alergii, uważam, że oznacza ono „wygodnie dla mnie (rodzica)” i ma takowyż sens. I czasem sami mówimy, że może by zechciała się grzecznie ubrać albo grzecznie iść;-) Ale tak na luzie, myślę, że nie czuje w tym oceny.

      • Mi sie nie podoba, kiedy mama uzywa tego przy okazji nocnika. Może zbyt pochopnie dochodzę do wniosku, że to oznacza, że siku w pieluchę jest niegrzeczne. W ogóle wolę takie mniej ogólne słowa, takiego fisia mam małego ;). Pozdrawiam z wykładu ;).

  3. Cudo, dzięki za ten wpis…ja mam alergię na takie argumenty też (niestety?) bo nie wiem do czego one mają prowadzić poza manipulacją – na którą też mam alergię. U nas było tak, jak Antek był mniejszy: ja do pracy, Antek w płacz a moja mama na to: ‚cichutko Antek, mama poszła siku’. Na co Antek zerwał sie na nogi, pobiegł pod drzwi łązienki i usiadł i chciał czekać aż wyjdę. No i to chyba wyjaśniło (http://www.everymomentisright.blogspot.com/2012/03/i-dont-know-how-to-tell-you.html).

    A co do jedzenia i kończenia, to pisałam ciutke o tym tutaj: http://www.everymomentisright.blogspot.com/2011/11/food-is-on-my-mind.html#comment-form (po angielsku wsjo, bo na obczyźnie jesteśmy już od dawna, ale może się spodoba).

  4. Malo powazny komentarz a propos regionalizmu: w Wawie na Pradze Polnoc jakies trzydziesci lat temu tez mowilo sie zolnierzyki na pocieta na kawaleczki kanapke 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s