Impresja – czego uczy mnie Dziecko

Zwykły wpis

Uświadamiam sobie ostatnio, jak wiele uczy mnie moje Dziecko. Dziś chcę wspomnieć o jednej rzeczy, której nawet nie umiem dobrze opisać (tak, ewidentnie jest to rzecz problematyczna, skoro nawet nazwać jej nie umiem). Najprościej: Ania uczy mnie, że ja także mam potrzeby i że one się liczą.

Uczy mnie tego na różne sposoby, kolejność podania chyba przypadkowa:

  • Swoją troską – Ania (odkąd pamiętam) zawsze bardzo pilnuje, by nikt nie został zaniedbany. Jak kupujemy coś pysznego albo przygotowujemy, Ania wyjaśnia: „To dla Ani, mamy i taty” (albo w innej kolejności), jak wie, że ktoś do nas przyjdzie, to i o nim wspomina (i Ania Babcię poczęstuje, i ciocia też będzie jadła…). Ja nieraz robię coś dla Ani i Męża, czego sama nie mam zamiaru jeść i Anię to dziwi i przypomina, że przecież to też dla mnie.
  • Swoim brakiem troski, w którym widzę odbicie moich własnych zachowań: „Mamo, mamo, nie leż. Tata może odpoczywać na dzionku i Ania też może, ale Ania nie może. Mama, wstawaj!” – przecież to tylko dowód na to, że ja sama sobie takowych praw nie przyznaję, a Ona… współpracuje.
  • Tym, że jest dzieckiem wymagającym – a ja to szanuję. I dzięki Niej i Jej umiejętności wołania o swoje (wołania z ufnością, mówienia o tym, co by wolała, co by chciała, co „supel będzie”…) naprawdę dotarło do mnie, że posiadanie i wyrażanie potrzeb nie jest złe. Że po pierwsze, troszczę się o Jej potrzeby (także wobec innych, przy dziecku naprawdę nabrałam asertywności), a po drugie, zaczynam widzieć, że o swoje też bym mogła.
  • Tym, że dla mnie macierzyństwo było do tej pory wielkim wyzwaniem i wymagało ogromnych pokładów cierpliwości i wyrzekania się – co nie jest złe, co na pewno nauczyło mnie wiele dobrych rzeczy i ufam, że naśladowania Jezusa także. Ale przy tym słusznym postępowaniu (niech mi nikt nie mówi, że mama nie powinna się wyrzekać i że szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko, a zatem moje sprawy na pierwszym miejscu – bo przy takim podejściu Ani by na świecie nie było. Nie wyleżałabym Jej, nie wytrzymała psychicznie mobbingu ze strony ordynatora, nie karmiłabym na żądanie, etc. Wiele rzeczy dobrych, a nawet koniecznych, dla dziecka, kosztuje bardzo wiele), anyway, przy tym słusznym postępowaniu stało nieraz za mną przekonanie, że tak czy siak co to za wielka sprawa, ja muszę i już. Teraz widzę, że potrzebowałam więcej pomocy niż potrafiłam przyznać, że oceniałam się negatywnie za to, że tej pomocy potrzebuję i udawałam przed wszystkimi, że jakby co, to wcale nic nie chcę…
Advertisements

3 responses »

  1. Niestety nie mam ostatnio mozliwosci, zeby komentowac. Obfitosc postow nie moze jednak pozostac bez wyrazenia przeze mnie wdziecznosci! Po pierwsze widac ze podroze dobrze robia wszystkim, calym rodzinom, dzieciom, no i oczywoscie mama.
    Po drugie dzieki nim wychodzimy z codziennej sytuacji i rutyny, widzimy wszystko z innej perspektywy, odwaze sie napisac ze nasz trud zaczyna sie wydawac piekny i nabiera wartosci.
    Piekne i prawdziwc, to co napisalac dzisiaj. Postaram sie rozwinac pozniej bo za duzo waznych watkow poruszylas i obawiam sie ze cos moze mi „uciec”. Dziekuje.

  2. Pingback: Otwartość « Love's patient

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s