Scenki z deszczowego spaceru

Zwykły wpis

Wiem, że nie ukończyłam jeszcze kroniki z wyjazdu, ale na bieżąco też sporo się dzieje.

Od dwóch dni pogoda próbuje zilustrować powiedzenie „w marcu jak w garncu”…  Dziś prawie cały dzień chlupało. Ania bardzo chciała poskakać po kałużach, więc gdy tylko przyszła rano Niania, wyciągnęła Ją na spacer. Ja w tym czasie poszłam uczyć angielskiego i siedząc u uczennicy zerkałam przez okno z nadzieją, że już wróciły do domu. Jak się potem okazało, Ania wcale nie chciała wracać i dały radę wytrzymać w deszczu i na wietrze półtora godziny, wow.

Przed 18 jednak się przejaśniło. Ania z radością przyjęła propozycję jeszcze jednego kałużowego spacerku i poszłyśmy. Mogła jednocześnie nosić kalosze i okulary przeciwsłoneczne oraz nową bandanę Hello Kitty, istny raj!

Na spacerze widziałyśmy dwie scenki, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

Najpierw dziewczynka, lat na oko 5, ślicznie ubrana, w kaloszkach, z Tatą. Tata z wózkiem głębokim. Dziewczynka chciała zleźć do takiej dziury, która została po stawie w naszym parku. Ojciec ze stoickim spokojem i bardzo apodyktyczną miną wygłosił coś, co nie do końca słyszałam. Na pewno usłyszałam tyle: „Jeśli zejdziesz i ubrudzisz sobie spodnie, a jest to bardzo prawdopodobne, że ubrudzisz, to w domu za karę…”. Nadstawiłam uszu, bo przyznam, że jestem ciekawa cudzych pomysłów. Poza tym niezmiernie dziwi mnie pomysł karania dzieci za brudzenie ubrań, zwłaszcza jak wychodzi się z nimi w tak błotnisty dzień jak dziś… Jednak nie dosłyszałam. Dziewczynka się wahała. Ojciec powtórzył najspokojniej na świecie: „Jeśli ubrudzisz spodnie, to w domu za karę nie dostaniesz …” – znów nie dosłyszałam. Myślę sobie, czego może nie dostać? No ale nic… I ostatni raz powtórzył, a ja sama nie wiem, czy nie dosłyszałam, czy boję się uwierzyć: „Jeśli się ubrudzisz, w domu dostaniesz mocnego klapsa”… Dziewczynka postanowiła nie ryzykować i poszła spokojnie dalej, mówiąc: „To poszukam więcej kałuż”. A mnie wbiło w ziemię. Ale powtarzałam sobie, że może naprawdę źle usłyszałam?

Potem widzę, że ktoś skacze w sadzawce – dawnej fontannie. Dwoje dzieci i dorosły. Gdy przyszłyśmy bliżej, wyszli już z sadzawki. Chłopiec (6-7 lat) wesoło podskakiwał, a dziewczynka (4?) popłakiwała. Chyba chciała jeszcze poskakać. Ojciec odpowiedział Jej coś na tyle szybko po niemiecku (albo niderlandzku, mówi z takim akcentem, że nie mam pewności), że nic nie zrozumiałam, i podał Jej rękę. Ona odpowiedziała w tym samym języku i już była spokojna. Szli nam naprzeciw i biła od nich radość. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Tata (z akcentem Steffena Mollera) powiedział: „Dzień dobry”. Dziewczynka też. Dodała jeszcze – chyba do mnie: „Biegamy!”. Jej brat, parę metrów za nimi, skakał i uśmiechał się patrząc mi w oczy.

No to może jeszcze o Ani. Najpierw szpanowała okularami, a potem sama uznała, że już za ciemno. Poskakała po kałużach. Chciała na plac zabaw na huśtawki. Powiedziałam, że pewnie są bardzo mokre. Odrzekła, że lubi się huśtać na mokrych. Na to ja, że pójdziemy zobaczyć, jak to wygląda, ale nie obiecuję huśtania. Doszłyśmy na plac zabaw (po drodze obserwując pierwszą scenkę). Ania pokazała mi, jak mokre są zjeżdżalnie i wyjaśniła, że można wytrzeć pupą, ale źle się wtedy zjeżdża (owszem, wypróbowałyśmy kiedyś). Ja przekonałam Ją, że na huśtawki też lepiej nie. Zapytała, czy może usiąść na mokrej ławce. Powiedziałam, że wolałabym, żeby nie siadała i że nie chcę, żeby zmoczyła spodnie, bo może zmarznąć. Powiedziała (rzecz jasna), że nie zmarznie. Powtórzyłam, że nie chcę, ale jeśli chce, niech siada. Przecież nic strasznego się nie stanie. Posiedziała chwilę i poszła dalej, mówiąc, że nie zmarzła. I że Ona też idzie dalej szukać kałuż. Słyszała tamten dialog? Była ciekawa, czy ja Jej pozwolę wybrudzić spodnie?

Reklamy

3 responses »

  1. Ja też nasłuchuję na każdym spacerze… i też wracam do domu zdołowana albo skrajnie oniemiała.I upewniam się,że dobrze (źle) usłyszałam.A moje dziecko w błocie się kąpie,i co z tego,przeciez wróci do domu to się wysuszy a ile radości.

  2. Druga scenka piękna. Też taką pamiętam. Bosy chłopiec w kałuży w parku (ciepły wrzesień). Z dziadkiem. Prawie się popłakałam (w ciąży wtedy byłam, więc może hormony). Teraz każdego dnia słyszę o tym jak w piaskownicy nie można się brudzić – nie siadać, nie dotykać rękami, nie sypiać piachu na buty, itd.

    A o klapsach to obawiam się, że… dobrze słyszymy 😦

    • Co do tego brudzenia się to jest to najbardziej mnie zadziwiający aspekt rodzicielstwa. Jak Ania wraca brudna ze spaceru, to przynajmniej wiem, że się dobrze wybawiła i poćwiczyła:-) Naprawdę w dzisiejszych czasach proszek i odplamiacz nie są poza zasięgiem przeciętnej kieszeni. A jak nie wszystko się spierze, no cóż… Trudno. Ania już nieraz występowała w poplamionym i jakoś nikt nie ucierpiał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s