Kroniki cz. 3 – o lataniu samolotem

Zwykły wpis

Strasznie dużo spraw mam na głowie po tym urlopie i mało czasu i sił na bloga, jak tak dalej pójdzie, to wszystko zapomnę, nim dokończę moją relację… Więc piszę:-)

Dziś o lataniu. Dla Ani to nie nowość. Leciała już w zeszłym roku do Chrzestnej w Edynburgu i z powrotem (w wieku 21 miesięcy), a potem w okolicach drugich urodzin z Krakowa do Gdańska i odwrotnie. Pamiętam nasze obawy przed pierwszym lotem z Anią, bo na podstawie opowieści różnych lataczy wysnuliśmy wizję płaczącego całą drogę dziecka, które przy lądowaniu to już zanosi się spazmami, a załoga wyrzuca całą rodzinę przez okno;-)

Już lot do Edynburga pokazał nam, że Ani to nie dotyczy, bo Ona urodziła się, aby latać. I zawsze, prócz powrotu z Gdańska do Krakowa we wrześniu zeszłego roku, kiedy miała katar i wtedy naprawdę bolały Ją przy lądowaniu uszy, znosiła loty super dzielnie. Nie, stop! Źle napisałam. Znosi się dzielnie coś, czego się nie lubi, a Ona naprawdę uwielbia. Zwłaszcza odkąd (po ukończeniu 2 lat) musimy płacić za Jej bilet 50% i ma swoje własne miejsce, własną przekąskę i możliwość decydowania nie tylko, na czyich kolanach poleci, ale i rozstawia Mamę z kąta w kąt;-)

Przyjęło się, ku mojej wielkiej radości, że Ania leci u Taty na kolanach – przynajmniej na czas startu i lądowania. Oboje bardzo lubią patrzeć przez okienko, więc niech sobie patrzą. Ja wolę odpoczywać w pokoju;-) A potem, zwłaszcza jak dają coś do jedzenia, Ania prosi (no raczej zarządza), żebym przesiadła się na moje miejsce, a Ona siada obok Taty i wielce zadowolona się raczy.

Co ciekawe, w samolocie zaraz przed lotem do Pragi Ania mówiła o tym, że nie lubi, jak samolot startuje (zastanawiam się, czy nie zgapiła tego ode mnie, bo ja faktycznie tego nie znoszę) i że się boi. Potraktowaliśmy to serio (na tym punkcie mam niemal obsesję, by traktować lęki i nielubienia dziecka serio i przyznawać do nich prawo…), wysłuchaliśmy i oferowaliśmy przytulanie i trzymanie za łapkę. Zadziałało. Ania wspominała też, że poprzednim razem Ją uszka bolały. Na szczęście tym razem nie bolały ani w jedną stronę, ani w drugą.

Zatem pocieszam tych, co się boją latać z dziećmi: nie musi być źle!:-)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s