Udane wakacje z dzieckiem – kroniki cz. 1

Zwykły wpis

Tak sobie zatytułowałam ten wpis, choć w sumie nie chodzi o „wakacje” w ogólności ani o „dziecko”, tylko bardzo konkretnie o nasz ostatni wyjazd z Anią. Pomyślałam, że o nim napiszę – zarówno ku własnej pamięci, jak i po to, by się pochwalić, że potrafimy jako rodzina współpracować (co do czego miewałam nieraz wątpliwości;-)…).

Samochodem do Gdańska

Wyruszyliśmy samochodem z Krakowa do Gdańska w noc z niedzieli na poniedziałek (4/5 marca) – lubimy jeździć nocą, kiedy ruch mały, poza tym Ania zwykle śpi w samochodzie (także w dzień), więc uznaliśmy, że skoro ma spać całą drogę, to lepiej niech to będzie w nocy. Na początku Ania trochę ponarzekała, bo nie lubiła (używam czasu przeszłego świadomie) być poza domem, kiedy jest ciemno. Wysłuchaliśmy więc Jej zastrzeżeń, że „wolałaby, żeby był dzionek”, „nie lubi, jak jest nocka” itp., zaproponowałam, że będę Ją trzymać za łapkę, jeśli chce, Mąż włączył którąś z Jej ulubionych płyt, i tak wkrótce zasnęła. Spała aż do Łodzi, gdzie chyba przebudziły Ją światła uliczne, tam też trochę się namęczyła, bo chciała spać, a nie mogła usnąć, ale jakoś dała radę i spała aż do autostrady, po wjeździe na którą obudziła się w świetnym humorze i gadała z nami aż do Gdańska. Było trochę „gąsieniczkowych zagadek” (jedna z ulubionych zabaw Ani ostatnio, paluszki Ani to gąsieniczki dzieci, paluszki mamy to gąsieniczki rodzice – dzieci i rodzice zadają sobie na zmianę zagadki, zwykle z zastrzeżeniem, że „baldzo tludna będzie”:-) Muszę przyznać, że ciągle nie możemy wyjść z podziwu, że dwulatka wymyśliła taką zabawę i w wieku 2,5 roku potrafi układać całkiem ciekawe zagadki „baldzo tludne” – np. „Jest czerwone i wtedy stop”, odpowiedź: „Światło”;-) Większość dotyczy zwierzątek i przedmiotów codziennego użytku, ze szczególnym uwzględnieniem „jeno”, oj, przepraszam, od niedawna „reno” naszego;-) Jeszcze trochę pośpiewałyśmy i już byłyśmy w domu moich Rodziców i Babci.

Ponieważ tak fajnie się złożyło, że Ania widywała moich Rodziców kilka razy w ciągu ostatnich miesięcy, tym razem nie trzeba było w ogóle żadnej aklimatyzacji, od razu wzięła Ich w obroty i czuła się u Nich jak u siebie. Co ciekawe, po prawie półrocznej przerwie, pamiętała gdzie co jest w tamtym domu, a nawet zaczęła wspominać coś, czego początkowo nie mogliśmy zrozumieć, a potem z Jej pomocą sobie przypomnieliśmy. Ania powiedziała: „Ostatnio Dziadek mał mysz i Babcia też mała mysz” (Ania bywa przekonana, że bezokolicznik od „mam” to „mać” i wtedy konsekwentnie tworzy od niego pozostałe formy czasownika)… Jaka mysz? W końcu sobie przypomnieliśmy (także dzięki topografii – Ania mówiła o tym w drzwiach pokoju, w którym onegdaj mój Tata puszczał Jej nakręcaną myszkę). Mysz została odnaleziona, a Ania z entuzjazmem uciekała przed nią na fotel. O 3 rano;-)

Potem – o dziwo – bez większego problemu udało się namówić Anię na pójście spać i pospała do 6, kiedy to oświadczyła, że jest dzionek i wstawać trzeba.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s