Wolność powinna być autentyczna

Zwykły wpis

No to wróciliśmy. Naprawdę odpoczęłam, pierwszy raz chyba od czasów ciąży. Tak, odpoczęliśmy na wakacjach z dzieckiem, to jest coś! A prawdę powiedziawszy, wyjeżdżając, obawiałam się, że ani nie odpoczniemy, ani nie zrealizujemy nic z zamierzeń. Jednak się udało, ale nie o tym ten wpis.

Tylko o wolności, bo dużo o niej się namyślałam w ostatnim czasie.

Kto z nas nie lubi wiedzieć, że ma wybór? No, na pewno są tacy. Przypomina mi się moja dobra Koleżanka, która skonfrontowana z koniecznością wyboru wpada w panikę albo stupor i stoi przed półką w sklepie i nie wie. Bo każda opcja niesie za sobą rezygnację z innej (wzorem osiołka, któremu w żłoby dano), każda ma minusy… Pytana przeze mnie, mówi, że Ona naprawdę nie wie, czego chce i woli nie mieć wyboru. W sumie znam więcej takich osób, choć ta jedna (którą ogromnie lubię) jest dla mnie uosobieniem obawy przed (złym) wyborem.

Ja jestem inna – uważam, że każdy wybór jest lepszy niż żaden i przez to nieraz wybieram za szybko, trochę za bardzo na hurra, tak jakbym chciała mieć to już za sobą.

Inna bliska osoba także szybko wybiera, jak ja, ale ledwie wybierze, już się martwi. A potem wiecznie ma sobie za złe, że wybrała tak a nie inaczej.

Skąd te nasze kłopoty? Do końca nie wiem, ale świeżo minione wakacje z Anią uświadomiły mi, jak ważne (i nieoczywiste) jest dawanie dzieciom autentycznych wyborów.

No owszem, odkryłam to trochę przez zaprzeczenie. Na co dzień jesteśmy dość osamotnieni, a w Gdańsku spotykaliśmy masę osób – krewnych i znajomych, był też czas na obserwacje, czy to na plaży, czy w Pradze (tak, byliśmy i w Gdańsku, i Pradze w ciągu tych dwóch tygodni)… Widziałam ludzi, którzy nie uznają prawdziwych wyborów. Zadając pytanie, tak naprawdę uznają tylko jedną odpowiedź, zgodną z ich oczekiwaniami. Ich propozycje są tylko krypto-rozkazami, ubranymi w grzeczną formę. Dotyczy to nie tylko relacji z dziećmi, ale z innymi dorosłymi też.

Tak, uświadomiłam sobie, jak często i ja tak mam. Ale – co pocieszające – odkryłam też w sobie potencjał do zmian. Bo, choć kamufluję moje potrzeby pod pytaniami i aluzjami, zamiast mówić jasno, że naprawdę czegoś pragnę i proszę o pomoc, to jednak – przynajmniej w odniesieniu do mojego dziecka jestem gotowa usłyszeć „NIE”. Cóż, życie mnie nauczyło.

Z różnych poradników pamiętam sugestie, by dawać dzieciom możliwość wyboru między zieloną koszulką a niebieską. I to nie jest głupie. Może trochę pomoże przed półką w sklepie, kiedy się ma w dzieciństwie możliwość wybierania w sprawach prostych. Ale to jeszcze nie jest autentyczna wolność.

Pozwalam drugiemu – także dziecku – być naprawdę wolnym, gdy akceptuję to, że postawiony przed wyborem tego, co dla mnie dobre, i tego, czego ja nie chcę, ma możliwość prawdziwej decyzji. W sprawie koloru koszulki, którą ubierze, jest mi wszystko jedno. Ale pytając po kąpieli, czy chce się jeszcze pobawić, czy idzie spać, zdecydowanie liczę, że wybierze sen.

I wiecie co? Ania zszokowała swoich Dziadków, u których wtedy byliśmy. Po kąpieli wybrała zabawę z Babcią, a po 2 minutach powiedziała Babci, że chce spać i bez zaganiania, zachęt czy siłowania się, wlazła do łóżka i poprosiła, bym Ją uśpiła. Był to temat jeszcze kolejnego dnia albo dwóch, bo moi Rodzice – jak twierdzą – nigdy czegoś takiego nie widzieli.

Co jest pocieszające, jeśli pamiętacie mój wpis o nocnych wrzaskach i to, co pisywałam o niemożliwości dogadania się z Anią, kiedy jest już nazbyt zmęczona. Jeśli nie jest wykończona jednak sama wie, czego potrzebuje, i to cudowne, kiedy widzę, że potrafi podjąć rozsądną decyzję bez nacisków.

Ale żeby podjąć dobrą (według mnie) decyzję, musi mieć możliwość podjęcia decyzji dobrej albo złej (lepszej albo gorszej, takiej lub owakiej – chyba oceny nie zawsze są na miejscu).

Jak każdy z nas.

Chciałabym, by uczyła się, że może sobie zaufać, tak jak i my Jej ufamy, i że w przyszłości nie będzie się winić za to, że wybierając jedno, rezygnuje z drugiego. To cenna umiejętność.

Disclaimer: nie uważam jednak, że dziecko może decydować o wszystkim. Są sprawy, w których bywam bardzo autorytarna, może aż za bardzo. Staram się jednak na bieżąco myśleć, czy w każdej konkretnej sprawie to jest/było konieczne. Wiele nie jest.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s