Jezus, cierpliwość, doskonałość i co to ma do dzieci

Zwykły wpis

Jak może widzieliście, wrzuciłam wczoraj wieczorem wpis z długim cytatem średniowiecznego autora o cierpliwości Jezusa. Podziwiam, jeśli przeczytaliście go bez zniechęcania się, ja osobiście mam problem z kwiecistymi opisami, takimi jak na początku tekstu. Jeśli brakło Wam cierpliwości, zerknijcie może teraz (wytłuściłam to, co dla mnie najistotniejsze).

Zachwyciło mnie w tym tekście tak ścisłe powiązanie miłości braterskiej i miłości nieprzyjaciół: żeby spocząć doskonalej w słodyczy miłości bratniej, trzeba objąć ramionami prawdziwej miłości także i nieprzyjaciół.

Długo wydawało mi się bowiem, że to dwie zupełnie różne miłości. Przyjaciół kochamy za coś, a nieprzyjaciół mimo czegoś. Zgadza się?

A jednak się nie zgadza. Dopiero odkrywanie, co to znaczy kochać bezwarunkowo (ciągle się uczę), uświadomiło mi, że to jest ta sama miłość. Że naprawdę mamy kochać wszystkich tak jak Bóg ich kocha. A uczę się tego także jako mama, widząc, że naprawdę nie muszę kochać za coś czy mimo czegoś. Że choć wiele mnie u Ani zachwyca, a nieraz sporo drażni (zwłaszcza w dziedzinie snu), to moja miłość do niej nie jest przez to ani większa, ani mniejsza.

Wierzę, że mogę Ją kochać choćby nie wiem co się stało, choćby nie wiem, jakie błędy popełniła, choćby nie wiem, jak mnie wkurzała… Mam taką nadzieję. Bo ja sama tak właśnie czuję się kochana! Jest to możliwe!

W miłości do dziecka przepiękne jest to, że go sobie nie wybieramy. Nawet jeśli jest wystarane, upragnione, wymodlone (jak moje) – to od początku jest poza naszym zasięgiem. Możemy to życie odrzucić albo zniszczyć, ale niewiele możemy do niego dołożyć – poza naszą miłością. A Ono i tak zrobi z nią, co zechce, co mu się uda… Nie po naszemu… Jasne, że mamy nadzieję, że będzie dobre, szczęśliwe, zdrowe, piękne… I że powinniśmy czynić wszystko, aby mogło to osiągnąć, ale naprawdę mając dziecko doświadczam, jak niewiele mogę wobec tylu trudnych spraw, które i tak mogą Je spotkać. Można by od tego pogrążyć się w lęku i rozpaczy albo popaść w totalną kontrolę… Czasem też tak mam, zwłaszcza po potwornej ciąży, w której tak wiele zależało ode mnie, a raczej od mojego wytrwania w pozycji poziomej przez kilka miesięcy… Ale to była raczej lekcja pokory niż nauka o jakiejś wielkiej mocy. Nauczyłam się – także przez pierwsze poronienie – że dzieci naprawdę nie należą do nas…

Może Pan Bóg ma podobne doświadczenia z nami? Daje nam, podpowiada, ma plan – ale pozostawia wolność, która pozwala nam wierzyć, że damy radę sami tudzież że tej rady nie damy (przecież takie przekonanie też jest kwestią wiary) i podejmować decyzje lepsze lub gorsze… I dalej nas kocha.

Wracając do miłości brata i nieprzyjaciół…

Tyle się mówi o doskonaleniu się, o rozwoju, dążeniu do ideału. A ideał przedstawiony przez Jezusa jest zaskakujący. Kiedy On mówi: „Bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec Niebieski” to nie mówi tego ani o sile, ani o sukcesach, ani nawet o bezgrzeszności (sama się waham, tak pisząc, bo jednak takie myślenie mocno we mnie tkwi). On mówi to w jasnym kontekście – zdania poprzedzające to wezwanie brzmią:

Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?

I tu właśnie pada to wezwanie do doskonałości na wzór Ojca. (Mt 5, 43-48)

No i oczywiście Jezusa… Na wzór Jego łagodności, cierpliwości i braku chęci odwetu.

A ja tak nie umiem. Ale dostrzegając, na czym polega bezwarunkowa miłość, zaczynam wierzyć, że jest to możliwe. Choć na pewno za wielką cenę.

Reklamy

2 responses »

    • Nie ma za co. To napędza moje życie od dobrych paru miesięcy. Wszystko mi się z tym kojarzy:-) I uczę się, że to może dotyczyć każdej relacji… bez przemocy:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s