Dlaczego klapsy mogą być jeszcze gorsze niż bicie?

Zwykły wpis

Wielu uważa, że należy wyraźnie rozróżniać między biciem a klapsami. To pierwsze byłoby zdecydowanie naganne, podczas gdy drugie moralnie usprawiedliwione. Nie zgadzam się.

Nie piszę tego, by kogokolwiek potępiać. Nie czuję się lepsza od tych, którzy dają klapsy. Uważam jednak, że nie mają oni racji – gdybym sądziła inaczej, sama bym klapsy dawała. Chcę dawać świadectwo w tej sprawie, która wydaje mi się ogromnie ważna.

Jasne, że kwestia tego, jak mocno się bije, ma znaczenie. Co innego oberwać jeden raz w pupę, a co innego być katowanym. Ale dyskusja o klapsach nie dotyczy tylko i wyłączenie siły uderzeń.

Klapsy miałyby być usprawiedliwione, a nawet zalecane, ponieważ niosą za sobą przekaz pedagogiczny. Rodzic (czy opiekun, wychowawca) wymierza je nie w gniewie, ale dlatego że pragnie dobra swojego dziecka: ochronić je przed niebezpieczeństwem (np. klaps za wybieganie na jezdnię czy gmeranie przy gniazdku elektrycznym), pokazać nieakceptowalność zachowania dziecka (np. klaps za bicie braciszka) albo kształtować w nim charakter (idea „karcenia” jako treningu osobowości). Można by przytaczać źródła wspierające takie myślenie, o części z nich było ostatnio głośno, chyba nie mam nawet ochoty o nich wspominać, bo i tak bardzo dużo mnie emocjonalnie kosztuje pisanie na ten temat.

Bardzo trudno mi się wczuć w sytuację kogoś, kto jest przekonany, że tak należy czynić. Kiedyś, dawno, myślałam, że tak trzeba, ale wtedy naprawdę nie wiedziałam nic o dzieciach, nie tylko nie miałam swoich, ale w ogóle nie miałam z takimi maluchami kontaktu. Zawsze jednak wydawało mi się to co najwyżej złem koniecznym. Czemu więc niektórzy bronią klapsów, albo przynajmniej: prawa do klapsów, jak niepodległości?

Wydaje mi się, że dziecko łatwiej zniesie i zrozumie złość rodzica, nawet wściekłość, nawet taki gniew, który owocuje uderzeniem go (choć potępiam bicie z jakichkolwiek przyczyn) niż to, że uderza się je z miłości, dla jego dobra. Między biciem, nawet delikatnym, a miłością jest ogromna przepaść. Każdy, kto pamięta klapsy, które dostawał (ja nie pamiętam i prawdopodobnie nie dostawałam), wspomina przede wszystkim o uczuciu strasznego upokorzenia. Bardziej pamięta się ból psychiczny niż fizyczny (znów, nie mówię o ekstremach): „Ktoś, kogo kocham i kto mnie kocha, uważa, że jestem tak zły, że zasługuję na bicie”… Czasem też pamięta się straszną niesprawiedliwość kary. Trzeba naprawdę niesamowitej siły mechanizmów obronnych, by uznać, że klapsy, które się dostało, są dobre.

Jeśli rodzic nawrzeszczy na dziecko, szarpnie, uderzy, ale potrafi przeprosić, może uczynić więcej dobra niż zła. Jeśli (nawet bez gniewu, choć nie dowierzam w ten spokój – a jeśli już wydaje mi się, że wymaga to sporej dawki psychopatii, by bić dziecko na spokojnie) bije, bo uważa, że to dobre (konieczne), to nie przeprosi, nie da szansy na pojednanie… stworzy przepaść, którą pewnie da się zasypać fałszywą racjonalizacją czy wyparciem, ale ona pozostanie.

Dużo jeszcze mogłabym pisać, ale szczerze mówiąc, mam łzy w oczach, kiedy to piszę. Przerażają mnie ludzie, którzy biją dla dobra dziecka, nawet jeśli biją delikatnie, zwłaszcza motywujący klapsy religijnie. A przecież, jeśli można bić, żeby dziecko nauczyło się nie wybiegać na jezdnię, to tym bardziej należy bić, by uniknęło piekła, prawda? Taka logika jest moim zdaniem wypaczona od początku. Czasem pewnie stoi za nią bezradność, i to jeszcze jakoś rozumiem. Łatwiej dać klapsa niż nie wiedzieć, co zrobić. Ale może czasem musimy zaakceptować, że nie wiemy, co zrobić? Wtedy możemy szukać lepszych rozwiązań, a nie uciekać się do czegoś, czego nie chcemy, aby nam czyniono.

Edit: Dodaję jeszcze link do filmiku, gdzie wypowiadają się ekspertki.

Reklamy

17 responses »

  1. Nie potrafię zrozumieć, jak można bić małe dziecko, a nawet to większe… Pomimo,że mój ojciec mnie lał/katował, nie jest to dla mnie zrozumiałe… powoduje to tylko strach przed tą osobą,a w przyszłości wiele lęków… żyje się trudniej… Ja kocham – nie biję,choć jest mi trudno – bo prawdą jest,że agresja rodzi agresję…

  2. Jestem protestantka z nurtu charyzmatycznego, bardzo wazny jest dla mnie kontakt z Bogiem jak i innymi wierzacymi z mojego kosciola, jednak boli mnie to , ze wiekszosc z nich uwaza bicie za ich obowiazek wychowawczy i sadza, ze maja przyzwolenie na bicie(nie tylko klapsy) od samego Stworcy! A przeciez Jezus nie nakszywal bicia dzieci a przykazanie milosci mowi o rraktowaniu blizniego jak siebie samego. Czy nasze dziecko to nie „blizni”? Ciezko jest mi patrzec jak 4 latka dostaje solidnego klapsa w lazience na wspolnym spotkaniu za to , ze nie chciala umyc rak w lazience tylko w kuchni.

      • Mysle, ze bierze sie to z potrzeby porzadku i autorytetu w domu oraz bezwzglednego posluszenstwa rodzicom, dziecko ma byc posluszne i grzeczne i nie przynosic wstydu rodzicom . A najlatwiej jest zrobic to sila. Mnie to boli kiedy na kazaniu slysze , ze aby wychowac „dobre” dzieci , trzeba je karcic rozga.

  3. Zawsze kiedy dostawałam do taty (a nie było tego aż tak dużo) nienawidziłam go, choć zawsze „po” słysząłam, ze to dla mojego dobra – zebym zapamiętała, nauczyłą się, była pokorniejsza itp. Pamiętam, ze kiedy byłam już dorosła tato pzreprosił mnie za to, że w dzieciństwie podnosił na mnie rękę. Te pzreprosiny były dla mnie uzdrawiające ale niestety nie udało mi się z pamięci wymazać niektórych „klapsów”. A tego własnie bym chciała…

  4. Zgadzam sie, zgadzam i jeszcze raz zgadzam z autorem, ALE jestem zmeczona wymadrzaniem sie niektorych rodzicow na temat tego, ze nie bija dzieci i krytykuja tych co to robia. Bicie dziecka jest efektem frustracji rodzica, ktora ma jakis powod WIEC moze zamiast krytyki szanowni blogerzy moze napiszcie jak sobie radzicie z chwilami frustracji, a jesli ich nie macie to sie nie zajmujcie tym, bo widocznie nie macie na tyle doswiadczenia rodzicielskiego by zajmowac sie wyrazaniem opinii na ten temat. Jest cala masa rodzicow, ktora ma bardzo niesforne dzieci i sobie z tym nie radzi. Mysle, ze byliby wdzieczni za porady a nie krytyki. Pozdrawiam

    • Dziękuję za krytyczne uwagi. Nie jestem „blogerami” (ani nawet „autorem”, tylko autorką;)), więc mogę mówić tylko za siebie. Przez moje pisanie, jeśli zechcesz poczytać więcej, próbuję mnie samej i może innym też pomóc uczyć się cierpliwości, radzenia sobie z trudnościami (w rodzicielstwie i nie tylko), frustracją sobą i innymi. Wydaje mi się, że ważniejsze są rozwiązania długoterminowe: zmiana postawy, rezygnacja z nierealnych oczekiwań, traktowanie wychowania jako walki. Ale oczywiście potrzeba też rady na sytuacje kryzysowe, kiedy już się gotujemy… Mi pomaga modlitwa, wyjście choć na chwilę, tupanie, skakanie, czasem obrócenie w żart, wyjście na świeże powietrze… Różnie. No i naprawdę sądzę, że warto ładować akumulatory, zanim dojdzie do sytuacji naprawdę podbramkowej, a także po takowej, by wrócić do normalności. Może jeszcze o tym napiszę. A co tak dokładniej chciałabyś/chciałbyś przeczytać?

  5. Trochę to nie tak. Klaps (nie ma on nic wspólnego z przemocą, właśnie przez to, że jest stosowany na chłodno) jest wychowaczy. Owszem, prowadzi do stresu (czy jak wolisz to nazywać upokorzenia). Ale tak się jakoś składa, że na tym świecie, że nie da się żyć bez stresu. Więc to, że taki klaps miałby prowadzić do traumy, nienawiści do rodziców. Bez przesady. To tak samo, jakby napisać, że nie wolno dzieciom dawać jedynek, bo są jednostki które mogłoby to zniechęcić do szkoły, edukacji w ogólności. Oczywiście, taka obecnie moda (wychowanie bezstresowe). A jej efekty? Proszę sobie obejrzeć poziom zadań maturalnych… Mnie krew zalewa jak to widzę.

    • Dzięki za komentarz. Ty piszesz: „trochę to nie tak”, a ja muszę napisać: „to zupełnie nie tak!”…
      Po pierwsze, przemoc to przemoc, także na zimno. Jeśli kogoś morduje psychopata, to to nie jest przemoc? Przecież czyni to na zimno…
      Po drugie, mój sprzeciw wobec klapsów dotyczy nie tylko tego, czy to bicie, czy nie, ale właśnie tego, że klapsujący usiłuje siebie i co gorsza dziecko przekonać, że krzywdzi je dla jego dobra.
      Po trzecie, nie stosowanie kar fizycznych (a nawet sądzę, że całkowite niestosowanie kar i nagród) nie oznacza „wychowania bezstresowego”. W ogóle „wychowanie bezstresowe” to oksymoron.
      Mogę się zgodzić, że wiele dzieciaków nie jest wychowywanych – ale problem nie w tym, że nie dostają w tyłek (zresztą wiele moim zdaniem niewychowywanych także klapsy dostaje), ale w tym, że relacje rodzic-dziecko albo wcale nie istnieją, albo są powierzchowne czy zafałszowane. A przykład z niskim poziomem matur wydaje mi się całkiem bez sensu – Skandynawowie nie stosują kar fizycznych, a osiągnięcia edukacyjne mają wybitne. Zresztą sądzę, że ta zależność nie jest taka prosta, chciałam tylko wykazać bezzasadność takiej argumentacji.
      A może uważasz, że pracodawcy też mogliby bić pracowników dla lepszego efektu?
      Abstrahując od wszystkich efektów, co innego jest fundamentalne. Podstawowy argument za niebiciem (na zimno czy na gorąco) jest taki: „Nie czyń bliźniemu co tobie niemiło”.

      • Wychowuje dziecko, ktore nie nalezy do tych spokojnych I swoim uporem I nie tylko doprowadza mnie do pasji. Jednak nie daje jej klapsow, gdyz ja kocham I szanuje. Najbardziej na swiecie nie chcialabym, aby moje dziecko przestalo mi ufac. Chociaz jasne ,zdaza mi sie stracic kontrole I zrobic cos czego potem zaluje. Dodam, ze ja ani moje rodzenstwo nie dostawalismy klapsow. Wogole nie bylismy karani I wszyscy zdalismy dobrze matury , skonczylismy studia itd

      • Nie mylisz przypadkiem sprawności w rozwiązywaniu testów z wynikami w nauce?

        Argument o biciu pracowników jest bez sensu, bo pracodawca ich nie wychowuje 😉

        „Nie czyń bliźniemu co tobie niemiło” — literalnie to stosując (jak ty to robisz, to zakazuje to jakiegokolwiek wychowania, bądź, skoro przerzucamy się skrajnościami penalizacji. Bo przecież w więzieni innemu człowiekowi może być przykro. Jak dostanie mandat też…

      • Nie mylę:-) Jako filolożka (między innymi) chciałabym sama znać tak angielski jak znają znani mi Skandynawowie, którzy żadnych filologii nie studiowali. No ale mniejsza z tym, bo to Twój argument, a nie mój. Mnie aż tak nie interesują „wyniki” obiektywne. Nie biłabym mojego dziecka nawet gdyby istniały badania dowodzące, że klapsy podwyższają IQ i inne sprawności;-) Kwestia pracodawców też dotyczyła tego pragmatyzmu, który u Ciebie wyczytałam.
        Tak sobie jednak myślałam, czemu winisz brak klapsów za poziom matur, skoro wiadomo, że większość dzieciaków w Polsce dostaje w tyłek?;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s