Odrobina teologii o poranku. O zaufaniu c.d.

Zwykły wpis

Discmaimer: Tak na wszelki wypadek ostrzegam w tytule, jak ktoś nie chce, niech nie czyta. Powinnam ostrzec także dlatego, że to skutki moich przemyśleń o zaufaniu i jego braku –  z kiepsko przespanej nocy.

Swoją drogą jest kilka rzeczy, których w byciu mamą nie cierpię najbardziej (a tak właściwie trafniej byłoby powiedzieć: cierpię najbardziej) i jedna z nich działa się tej nocy: nie dość, że Ania budziła się często i koniecznie potrzebowała mnie, by znów zasnąć, to jeszcze w tych krótkich przerwach między kolejnymi pobudkami śniło mi się… że nie mogę Jej uśpić!;) No ale przeżyłyśmy.

Wracając do tematu, to pomału kształtuje się we mnie jakaś „teologia rodzicielska”. Skoro może być teologia queer i cała masa innych… Nie lubię podziałów w teologii i pokawałkowania na setki dziedzin, które odrywa ją od życia. No ale faktycznie jest tak, że moje obecne życie daje mi dużo duchowych inspiracji i skłania do przemyśleń na tematy fundamentalne.

I jeszcze ostatnie zastrzeżenie: że sama dobrze wiem, że zupełnie nie umiem znaleźć adekwatnego języka do opowiedzenia tego, co bym chciała.Tych kilka zdań, które zapisałam przed snem, dało mi w nocy do myślenia. Sama przeżywam jako mama wiele sytuacji, kiedy czuję niepokój, napięcie, jestem zagubiona. Z jednej strony mam intuicję (i trzeba przyznać, że macierzyństwo przynajmniej u mnie intuicję bardzo wyostrzyło), z drugiej lęk i strach i właśnie taki koszmarny brak zaufania, że będzie dobrze. I nie wiem, czy to brak zaufania do dziecka i praw jego rozwoju (czemu tak długo nie umie usiąść, czemu inne już chodzą, czemu źle śpi, czemu tak często chce mleko, czemu jeszcze w pieluchach, czemu nie chce samodzielnie jeść etc, etc – zależnie od wieku te kwestie się zmieniają, ale zawsze jest jakaś). Czuję, że jest to także brak zaufania dla siebie samej i dla nas jako rodziców. Może coś zrobiliśmy źle, pewnie zawiniliśmy, musieliśmy popełnić jakiś błąd, skoro dziecko ma taki „problem”. Zresztą ja osobiście mam niestety takich doradców (zwłaszcza jedną;)), co to zawsze chcą reformować, pokazywać, że mogliśmy zrobić lepiej, szukać szybkich rozwiązań, wszystko widzieć jako problem wymagający interwencji.

No i w nocy (jak mi się akurat nie śniły problemy ze snem) myślałam, jak się to ma do podstawowego zaufania, z którym na co dzień też mam kłopot. Do zaufania Bogu. No ale co ma Bóg do nocnych karmień, pieluszek i wychowawczych niepokojów? Gdybym miała odpowiedzieć szczerze, musiałabym napisać: „Nie wiem”. Ale zrozumcie to dobrze: „nie wiem” to zupełnie co innego niż „nic”.

Czuję, że nic w moim życiu nie jest bez znaczenia. I że nie jestem teraz mniej „Boża” niż kiedy zamiast karmić, przewijać i poprawiać kocyk czytywałam po nocach dzieła teologów. I że moje dyskusje z dzieckiem o tym, czy kocyk jest stoliczkiem, a prześcieradło nosem (tego typu pytania mi dziś od rana zadaje) nie są jakąś przerwą w poznawaniu Boga, tylko właśnie tym, gdzie mogę Go teraz spotkać.

Wytrzymaliście aż dotąd? Te nocne rozważania uświadomiły mi, że język, którym operuję, nie daje mi możliwości opowiedzenia o tym, jak odróżnić zaufanie do Boga od zaufania sobie albo drugiemu – także dziecku. Mogę wykluczyć parę skrajności, na przykład jestem przekonana, że w rodzicielstwie nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę sobie poradzić, rozwiązać wszystkie problemy dziecka i usunąć wszelkie przeszkody sprzed jego nóg (albo i rąk, jeśli raczkuje). Ale właśnie – doświadczenie (i własne, i to zapisane w Biblii) mówi mi, że Pan Bóg także nie jest maszynką do usuwania naszych kłopotów.

Kusi mnie, by napisać, że brak zaufania do siebie i do drugiego (małżonka, dziecka, każdego innego)  jest brakiem zaufania do Boga. Spróbuję skupić się na pierwszym elemencie: braku zaufania sobie i swojej intuicji. Jeśli wychowano nas jako chrześcijan (a przynajmniej katolików), pewnie wiele uwagi poświęcono „kształtowaniu sumienia”. Przynajmniej ja odkąd pamiętam, żyłam w przekonaniu, że Pan Bóg mówi do mnie w sumieniu, ostrzegając przed tym, co moralnie złe, i wzywając do tego, co moralnie dobre. No i chyba na tym poziomie pozostałam, nie dostrzegając, że między mną a Bogiem dzieje się jeszcze masa innych spraw – i że nie chodzi tylko o moralne wybory czy etykę.

Jeśli Bóg nie mówi do mnie o niczym innym niż etyka, to naprawdę jest tylko Bogiem Kanta, a nie Jezusa Chrystusa. Dobra, można by jakoś naciągać, że wszystko jest kwestią dobra i zła i we wszystkim dokonujemy jakichś moralnych wyborów. Ale to niewiele wyjaśnia.

W całym tym „sumiennym” wychowaniu przeżywałam czasem zaskoczenia. Na przykład czytając te słowa św. Augustyna z „Wyznań”:

Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna a tak nowa, późno Cię umiłowałem! W głębi duszy byłaś, a ja się błąkałem po bezdrożach i tam Cię szukałem (…). Ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą.

Jest wiele innych tekstów tego rodzaju, ale znów obawiam się (na podstawie własnego doświadczenia), że łatwo zinterpretować je opacznie: przypisując je jakimś „ponadnaturalnym”, mistycznym doświadczeniom, do których zwykłym śmiertelnikom nie dano dostępu. Ale jeśli nie jest to podstawowe doświadczenie chrześcijanina: spotkania z Bogiem, to po co ono?

Z drugiej strony, jeśli utożsamimy Boga z tym, co nam się wydaje, łatwo o jednostronność, despotyzm, bezlitosne spory, wojny religijne na poziomie mikro… Przypomina mi się historia (jakich wiele, ale tę słyszałam osobiście) bardzo pobożnej dziewczyny, której rodzice mieli inną niż ona wizję tego, co jest religijne, a co nie, i nieustannie korygowali jej duchowe wybory: ona chciała na koncert muzyki chrześcijańskiej, to oni, że to satanizm, bo rocka grają, niech lepiej idzie na różaniec… itp. Z pewnością mieli przekonanie, że po ich stronie jest Bóg. Podobnie (oczywiście odróżniam skalę) wielu nawiedzonych przywódców…

A więc Bóg będący mną bardziej niż ja sama, stojący za moimi intuicjami, kierujący, jeśli pozwolę. Ale także w moim zagubieniu i grzechu, On, który dla nas stał się grzechem.

Ale i Bóg w drugim. Jego dobrych wyborach i pięknie, ale też w upokorzeniu, złu i grzechu.

Nie ufając sobie, nie umiem ufać Bogu. Nie ufając bliźniemu, nie wierząc, że może w nim przemawiać dobro, że może Bóg ma dla niego inny plan niż mój (nawet jeśli to dotyczy „mojego” dziecka), nie umiem ufać Bogu.

To wszystko należałoby jeszcze dobrze przemyśleć, odpowiedzieć na sporo pytań, które mnie samej się cisną na palce, a odpowiedzi nie znam… Ale wtedy ta notka by się nie ukazała. A może warto posłać ją w świat taką, może kogoś zainspiruje.

Advertisements

2 responses »

  1. Mnie inspiruje w dojmujacy sposob. Dzikuje Ci. Dzisiaj trafilam na Twojego bloga i dzieki Bogu za to. Bardzo sie ucieszylam po przeczytaniu dzisiejszego wpisu, no i zaczelam czytac dalej i dalej…niestety nie moge siedziec przed komputerem caly dzien, Jezeli piszesz tego bloga po to, zeby przez dzielenie sie swoimi myslami i doswiadczeniem, pomoc i inspirowac to misja spelniona.
    Wiele ze spraw, ktore poruszasz dotycza takze mnie i tego w jakis sposob przezywam swoje macierzynstwo. Malo sie pisze (i czyta) i malo sie rozmawia (to moze tylko moj problem, wynikajacy z okolicznosci) na temat duchowego i religijnego przezywania macierzynstwa. Szczerze mowiac ja spotykam sie z takim stereotypem, ze macierzynstwo „powinno byc” szczesliwa misja, w ktorej nie ma miejsca na cierpienia, w ktrej poswiecenie jest czyms zupelnie naturalnym i przychodzi latwo. Mnie chyba nic nie przyszlo latwo w byciu mama (chyba tylko karmienie piersia…hahaha), oczywiscie po dwoch latach widze caly ten czas jako proces, w ktorym „wszystko ma sens”, bo gleboko wierze w to ze naprawde ma. Chyba im wszystko mniej dla mnie zrozumiale i nielogiczne tym latwiej mi poddac sie mysli, ze za tym wszystkim stoi Bog.
    Zaufanie i nieprzespane noce. Mam za soba bardzo wiele podobnych nocy, moj syn jutro konczy dwa lata i nadal potrzebuje mnie albo taty zeby zasnac, potrzebuje nas takze w nocy zeby sie uspokoic po przebudzeniu. Sa dobre i zle dni. Pamietam Twoja notke, w ktorej duzo piszesz o swojej corce, bardzo mi sie podoba w jaki sposob to robisz. Coz, dzisiaj po przeczytani sporej porcji twoich wpisow zauwazam wiele podobienstw w tym jak ja patrze na swoje dziecko i na siebie jako matke. Chce bardzo podkreslic jedna rzecz, widac ze gleboko szanujesz swoja corke i to kim jest, widac ze jej ufasz.Niezaleznie od wszystkich znanych „metod” wychowawczych, najwazniejsze wydaja sie byc milosc, szacunek i intuicja. No i chyba zalozenie, ze wcale nie wiemy co jest dla nich najlepsze, ze jezeli ktos wogole to wie, to jest to Pan Bog; a podpowiedz mozemy uzyskac tylko od syna/corki obserwujac cierpliwie i bez oceniania.
    Ohhh…tyle chcialabym napisac w odpowiedzi na ta co dzis moglam przeczytac, to co juz napisalam wydaje mi sie samej bardzo powierzchowne i bezladne, ale dzis tylko tyle sie udalo.
    Jeszcze tylko jedna rzecz. Macierzynstwo, przez dluzszy czas, wydawalo mi sie jalowym okresem w zyciu, czasem w ktorym zadne moje potrzeby nie sa zaspokajane, zaczynajac od podstawowych, takich jak sen i odpoczynek, poprzez intelektualne i duchowe, towarzyskie, spoleczne. Odjakiegosczasu wyraznie widze ze sie mylilam i to bardzo, pisalas o tym w innym poscie i mam nadzieje, ze jeszcze do tego wrocisz.
    Wszystko co dzis przeczytalam w tym miejscu (na tym blogu) jest wielkim darem. Nie chce, zeby zabrzmialo to jakos patetycznie, no i trudno szczerze dziekowac komus kogo sie nie zna, ale naprawde Ci dziekuje.
    Od dzis jestem niecierpliwym czytelnikiem.

    • Dziękuję z całego serca, że podzieliłaś się ze mną swoimi odczuciami. I za Twoje dobre słowa o moim blogu. Nie czuję jakiejś wielkiej misji, ale też cieszy mnie ogromnie, że nie robię tego tylko dla siebie.
      Dużo jeszcze chciałabym Ci napisać, mam nadzieję, że będziemy w kontakcie.
      Na razie tylko jedno: to, co napisałaś, nie jest dla mnie ani powierzchowne ani bezładne. Zresztą ja o swoim pisaniu myślę podobnie. Więc pozwólmy Bogu działać przez nas takie, jakimi jesteśmy, także w zakresie zdolności pisarskich;-)
      Wszystkiego dobrego i do przeczytania!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s