„Nie płacz, maleństwo” Claude Didierjean-Jouveau

Zwykły wpis

Dziś recenzja. Wreszcie uzupełniłam trochę biblioteczkę „dzieciową” o parę kolejnych pozycji wydawnictwa Mamania. Strasznie się cieszę. Szkoda że nie mam kasy na wszystkie.

Szczęśliwie zaraz po przyjściu paczki (i dwukrotnej wspólnej lekturze „Kołysanki o piersiach mamy”) Ania zasnęła i mogłam w czasie drzemki przeczytać pierwszą z nabytych książek: „Nie płacz, maleństwo” Claude Didierjean-Jouveau.Sięgnęłam akurat po nią, bo temat płaczu – jak już wiecie, jeśli czytaliście wcześniejsze wpisy – bardzo mnie ostatnio zajmuje (mówiąc oględnie). Książka dotyczy jednak faktycznie „maleństw” mniejszych znacznie niż moja prawie dwuipółlatka: głównie noworodków i niemowląt, dlatego polecałabym ją przede wszystkim świeżo upieczonym rodzicom (a najlepiej tym, którzy się do tej roli przygotowują).

Przede wszystkim – opierając się na licznych badaniach naukowych – zrywa z pokutującym ciągle mitem o potrzebie „ćwiczenia płuc” i „wypłakiwania się” niemowląt, a także o tym, że takie małe dziecko może za pomocą płaczu coś wymuszać czy manipulować rodzicem. Na wiele sposobów przypomina,  jak wielkie znaczenie ma szybka i adekwatna odpowiedź na niemowlęcy płacz – jednocześnie bez wmawiania, że nic się nie czy nie dzieje. Za płaczem zawsze stoi autentyczna potrzeba i rodzic powinien ją rozpoznać, choć nie zawsze to łatwe, i bez zwłoki zaspokoić, jeśli to tylko możliwe. Myślę, że może się przydać także lista najczęściej spotykanych powodów dziecięcego płaczu i podpowiedzi, jak pomóc. Nawet jeśli wydaje się, że intuicyjnie rodzic to wszystko wie, to jednak często nawet nasza intuicja jest wypaczona przez to, jak (nie) reagowano na nasz płacz albo przez głupie teksty „doradców” o tym, by nie rozpieścić, nie nosić, nie karmić na żądanie itp., bo nie daj Boże dziecko się przyzwyczai (do miłości?). Poza tym nie na każdą radę wpadnie się szybko samemu, ja na przykład błogosławię tego (tą?), od kogo dowiedziałam się o cudownym działaniu suszarki na kolki! W życiu bym na to sama nie wpadła, a przetestowałam i naprawdę pomagało!

Przede wszystkim książka Didierjean-Jouveau o płaczu (rety, nigdy się tego nazwiska nie nauczę) – jak wszystkie pozostałe z serii „Rodzicielstwo bliskości” pokazuje, jak ważną sprawą jest zapewnienie maluszkowi bezpieczeństwa i okazanie miłości w takich najbardziej podstawowych wymiarach. I – dzięki bardzo solidnym naukowym fundamentom – może „przekonać” także tych, którzy z różnych przyczyn mają opór przed zaufaniem podstawowej intuicji, że płacz dziecka jest wezwaniem, na które trzeba dobrze i sprawnie zareagować, a nie jakimkolwiek narzędziem walki międzypokoleniowej.

Jeśli o mnie chodzi, bardzo zainteresowały mnie dwie informacje, znalezione w tej pracy. Co do jednej, miałam już pewne przeczucia i już w ciąży wielu tak mówiło (tylko że nie znałam naukowych podstaw): dzieci, których mamy były w ciąży w silnym stresie, śpią gorzej. Oj, tak! To znaczy tak, ja byłam w silnym stresie, i moje dziecko spało koszmarnie przez ponad 2 lata. Dopiero teraz zaczyna się to zmieniać na lepsze. Zastanawiam się, czy ma to również związek z tym, że mój stan psychiczny także się poprawia (choć nie umiem tu dokładnie oznaczyć, co jest przyczyną, a co skutkiem). Po drugie, istnieją badania wskazujące na większą częstotliwość kolek u dzieci, których mamy przeleżały ciążę (aczkolwiek bez ustalenia szczegółowych przyczyn, wskazano tylko na takową zależność). A co do kolek, jak się zdaje, ciągle jeszcze nie wiadomo, skąd tak naprawdę się biorą, ile w nich psychiki, a ile fizjologii.

Zastanawiam się, jak przełożyć te mądre uwagi na płacz dziecka nieco starszego. Autorka pisze we wstępie, że jej uwagi dotyczą dzieci, dla których krzyk/płacz jest jedyną formą mowy. Moja Córka doskonale potrafi wyjaśnić, czego potrzebuje: który kocyk, jaki jogurcik, na którym krześle, etc, etc. Ale jednak czasem tak strasznie, strasznie płacze. I wiem, że to ważne, i że inaczej nie umie wyrazić czegoś… no właśnie, czego? I jak mogę Jej pomóc?

No i na koniec (powinnam już kończyć, bo książeczka bardzo zwarta i niedługo recenzja będzie dłuższa od niej) z wielkim bólem wspomnę o metodzie Ezzo, którą przytacza (nie pozostawiając oczywiście suchej nitki): pozostawianie dziecka samemu sobie, by się wypłakało (bez określania górnych granic długości płaczu, najwyżej z uwagą, że pół godziny płaczu w samotności nikomu jeszcze nie zaszkodziło ani fizycznie, ani emocjonalnie)… Co gorsza autorzy motywują ją chrześcijaństwem! Nie chcę oceniać tylko i wyłącznie na podstawie opracowania, ale jednak jestem przerażona (i nie mam odwagi sięgać po oryginał)… Tytuł rozdziału, motywującego olewanie płaczu dziecka: „Dzięki Bogu, Ojciec nie zareagował, gdy Syn wzywał Go z krzyża”… Zostawię to tak, bo nawet trudno mi się zebrać na komentarz.

Serdecznie polecam tę małą, ale bardzo mądrą, i świetnie napisaną książkę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s