Przeciw ideologii i szablonom

Zwykły wpis

Będzie trochę przekornie o Rodzicielstwie Bliskości. I trochę złośliwie o mamach z forów internetowych. Żeby nie było, że nie ostrzegałam!;)Komentarz Narko pod poprzednim wpisem pomógł mi nazwać coś, co od dawna chodziło mi po głowie (a może raczej leżało na wątrobie). Zanim to wypowiem, parę słów powinnam poświęcić na wyjaśnienia, zwłaszcza dla tych, którzy mnie mało znają.

Nie wyobrażam sobie mojego bycia mamą bez wiedzy o Rodzicielstwie Bliskości (zwanym powszechnie AP), karmienia piersią (KP), długiego karmienia piersią (DKP). A przecież… wcale niekoniecznie musiałam w odpowiednim momencie trafić w miejsca, gdzie dowiedziałam się o tym wszystkim.

Gdybym w ciąży nie czytała forum gazetowego „Karmienie piersią” z cudownymi radami Pani Moniki Staszewskiej i zwłaszcza kilku mądrych mam, nie dałabym sobie pewnie rady w szpitalu wobec propagandy pt. „brak pokarmu”. (Zresztą presja była tak wielka, że zaakceptowałam dokarmianie, dopilnowałam tylko, żeby nie butelką, co by zupełnie nie zaburzyć trudnych początków nauki ssania u małego Ssaka. A potem w domu jeszcze tygodniami nie mogłam się uwolnić od kompulsywnego codziennego ważenia Córki, tak bardzo zasiano we mnie wątpliwości co do możliwości Jej wykarmienia)

Nie dowiedziałabym się też, że można karmić na leżąco i spać z dzieckiem zamiast toczyć boje o odkładanie do łóżeczka. Że dzieci same odstawiają się ok. 3 roku życia i że nie trzeba tego robić na siłę… Że można bez smoczka…

Pewnie wiele rzeczy mogłabym wypracować sama, oczywiście wraz z Mężem i Córką. Ale moja wdzięczność wobec internautek spokojnie tłumaczących kolejnym mamom, że jest ok, że nie zagłodzą dziecka, że dadzą radę, etc. jest ogromna. Tak samo jak wśród tych, które szerzą idee Rodzicielstwa Bliskości itp.

A jednak…

Sama po jakimś czasie, czytając liczne fora poświęcone tematyce KP, DKP, AP, strony polskie i zagraniczne, książki… zaczęłam popadać w lęki, że nie jestem dość AP. Że przecie używamy pieluch jednorazowych, dawałam dziecku słoiczkowe jedzenie, a nie od początku kawałki do łapki do wyboru do koloru (BLW)… itp, itd.

Bałam się wypowiadać na owych forach, bo nie podobała mi się książka W głębi kontinuum Jean Liedloff (ciągle nie mogę się nawet zmusić, by ją dokończyć). Czułam się wiecznie gorszą mamą. Gorszą od jakiegoś idealnego AP-owego typu.

(Domyślam się, że to grozi wszystkim niepewnym siebie rodzicom, niezależnie od tego, w jakim środowisku się obracają. Jasne, że AP nie jest mainstreamem. Ale można – przynajmniej wirtualnie – zacząć obracać się tylko w takim kręgu i prędzej, czy później, oceniać się surowo wedle takiego modelu.)

Bogu dzięki, przeszło mi. Nie muszę brać udziału w żadnym plebiscycie. Cieszę się, że istnieją inni rodzice, którzy uważają potrzeby dziecka za ważne, którzy traktują dziecko poważnie, którzy tak wiele nauczyli mnie o tym, jak tworzyć i wzmacniać więź z Córką, jak można żyć inaczej niż kazałyby mainstreamowe mity na temat przesypiania nocy od pierwszych tygodni życia itp.

No i właśnie… Komentarz Narko uświadomił mi, na czym może polegać „skrajność AP”. Tak udowadniać sobie i innym, że nie oczekujemy od dziecka nic, że zaszufladkujemy je jako dziecko „szczególnie wymagające” i będziemy się chlubić i przechwalać tym, jak to radzimy sobie, nie śpiąc od n lat czy miesięcy, jak to z uśmiechem podajemy pierś po raz kilkudziesiąty w  nocy itp. Jasne, jak ktoś potrzebuje szukać sobie powodu do chluby, to może go znaleźć gdziekolwiek. Zarówno w rodzicowaniu dziecku „wygodnemu” jak i „trudnemu”. Można popaść w samozachwyt nad własnym poświęceniem i niestety mam wrażenie, że to się czasem zdarza na forach.

Ale nie piszę tego, by wykpiwać czyjeś wady. Chciałabym tylko dodać otuchy sobie i może innym mamom, które nie lubią skrajności i boją się ideologii.

Jak napisała Narko: trzeba pokochać też siebie jako mamę. Ze swoimi trudnościami i potrzebami.

Więc przyznaję: wolałabym, żeby moja Córka częściej przesypiała noce. Chciałabym, żeby bezproblemowo odstawiła się od piersi (choćby i jutro). Byłoby mi lżej, gdyby już trochę więcej odseparowała się ode mnie, zwłaszcza w kwestiach dotyczących mycia i zasypiania.

Ale pewnie tak nie będzie. Bo Ona ma swoje tempo, a nie moje. A ja cierpliwie uczę się za nim podążać. Czasem zagryzać wargi i czekać, a czasem ze zdziwieniem i zachwytem dostrzegać, że dorasta do pewnych spraw zupełnie sama i słusznie zrobiliśmy oszczędzając Jej i sobie szarpania o spanie we własnym łóżeczku, samodzielne zasypianie itp.

Właśnie dziś, przed chwilą, nakarmiona piersią nie zasnęła. Wierciła się, brykała. Trochę mnie to denerwowało, przyznam, że nie lubię karmić niesennego dziecka… Powiedziałam Jej, że na chwilkę wychodzę, niech spróbuje zasnąć, a ja za chwilkę do Niej zajrzę. Po chwili zaczęła coś pojękiwać, więc zaraz do Niej przyszłam i ku swojemu zaskoczeniu usłyszałam: „Nie!”. Wyraźnie pokazała mi, że mam Jej nie przeszkadzać, po czym ułożyła się po swojemu i… zasnęła. A jeszcze parę miesięcy temu wątpiłam, czy KIEDYKOLWIEK nastąpi taki dzień.

Cieszę się, że mogę z Nią być. Choć czasem chciałabym, żeby było łatwiej. I cieszę się, że zrozumiałam, że nie muszę realizować żadnego idealnego modelu, tylko po prostu być wierną mamą swojej Córki.

 

Advertisements

8 responses »

  1. Przepraszam, jeśli podniosłam adrenalinę nie w porę ;). Ładnie ujęłaś w słowa to, co mi chaotycznie biegało pod włosami. Mamy podobne doświadczenia jeśli chodzi o fora i pewnie „wsparcie” w szpitalu również :P. Ja się zdecydowałam odstawić wcześniej, żebym mogła brać leki. No i właśnie, psuje się obrazek, dziecko miało się przecież samo odstawić, bo tak jest dobrze, bo naturalnie. Mama odstawia- bezduszna, egoistka, trauma u dziecka, immunoglobuliny, rotawirus, a potrzeba bliskości? I czy jednak istnieje mniejsze zło? Mama, która przy wiązaniu chusty tak się zmęczy, że już nie ma siły iść na spacer 😛 nie szanuje dziecka? To, co opisujesz, i co sama odczułam skojarzyło mi się ze spiralą głodu w anoreksji… kręcenie się w niej ma niewiele wspólnego z byciem zdrowym i szczupłym, a spirala matki hiperDPK- eco- AP zdaje się paradoksalnie uciekać od tego, do czego chciałybyśmy dążyć. Co o tym myślisz?

  2. Myślę, że masz rację!:) A co do odstawienia, to naprawdę przytul sama siebie i pamiętaj, że to była bardzo mądra i odważna decyzja. A samo Twoje Dziecko pokazało Ci, że to dla Niego nie był wielki problem!:)
    Głowa do góry:) I pamiętaj, żeby moją też czasem podtrzymać:)

  3. Chciałam się tylko podpisać pod tym, co napisałaś. Jestem wierną bywalczynią jednego z bardziej AP-owskich for (forów?) i nie raz wkurzył mnie fanatyzm niektórych matek! Ja akurat mam to szczęście, że o macierzyństwie bardzo dużo wiedziałam zanim sama mamą zostałam. Dzięki temu (oraz spokojności mojego dziecka, która zaskoczyła mnie samą, nie wiedziałam że dzieci mogą być tak bezproblemowe…) po porodzie byłam bardzo pewna siebie, miałam wyrobione teoretyczne zdanie na niemal każdy temat i na forum wchodziłam tylko z pragmatycznych powodów typu – która chusta lepsza, jaki laktator skuteczny (dziękuję, ten od Ciebie się cudownie sprawdza, choć Młoda z butelki wciąż nie pije…). Ale widziałam mamy, które szukały odpowiedzi na fundamentalne pytania i włos mi się na głowie jeżył, kiedy czytałam niektóre odpowiedzi… Normalnie indoktrynacja, „tylko nasze podejście jest dobre, tylko spanie z dzieckiem jest właściwe, a jedynym słusznym pożywieniem dla dziecka jest KP”… Ja wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi i każda z nas, mam, posiada ogromną intuicję tego, co w danym momencie najodpowiedniejsze dla naszego dziecka. Grunt to jej nie zagłuszyć, o co łatwo, bo z każdej strony jesteśmy bombardowane nieraz sprzecznymi informacjami. Owszem, karmienie piersią jest rzeczą najbardziej naturalną, ale może któraś mama tego nie czuje, to nie dla niej i nie uważam, żeby był to powód aby ją zaraz kamieniować. To samo dotyczy chust, spania razem itd
    A najbardziej mnie denerwuje, jak ktoś mówi o mnie” e, ty taka bardzo AP jesteś”. Kurczę, tak wyszło, ale nie dlatego że podążam za modą na AP (bo to chyba już moda, nie?). Chusta, bo nie dam rady znieść wózka, dziecka i często psa z piętra. Śpimy razem (choć od 2 dni Mała ma łóżeczko! ale śpi w nim niewiele, będziemy nad tym pracować) bo jest mi wygodniej ją karmić, wysypiam się. A wielo – po postu nas nie stać na jednorazówki 😦 Wiem że są pieluchy po 100 zł, ale ekonomiczne wielo – lepsza tetra i używane otulacze- to kilkadziesiąt złotych na początek i potem święty spokój (aż mi pralka wysiądzie…).
    Bo w AP tak naprawdę chodzi o to, aby słuchać dziecka, mieć szacunek dla jego potrzeb i starać się je respektować, i o to aby dojść z nim do porozumienia” WIN-WIN”, gdzie oboje będziecie wygrani, a nie o to, żeby swoje potrzeby dostosowywać do dziecięcych. Szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Nieważne czy z piersią, czy z butelką w buzi. I pocieszę Cię, że ja, tak bardzo AP, pewnie będę chciała odstawić za jakiś czas 😉 Pozdrawiam!
    (ależ się rozpisałam, przepraszam!)

    • Agnieszko, dziękuję za bardzo fajny komentarz!
      Podziwiam (i troszkę zazdroszczę) Twojego wyrobionego zdania i tego spokoju już na początku. Ja się tego dopiero uczę.
      A jakbym mogła coś jeszcze pożyczyć z akcesoriów dzieciowych, polecam się:)

  4. Ładnie powiedziane 🙂 Podpisuję się pod wszystkim.

    Mnie jeszcze drażni wrzucanie wszystkiego do jednego worka: bliskości, podejścia eko i blw. To fakt, że często to wszystko się łączy i pasuje, ale co ma rodzaj pieluchy do bliskości z dzieckiem?

    • Myszko, dziękuję za komentarz! Pewnie wiele mam pieluchujących wielo- albo stosujących NHN widzi ten związek (np. troska o zdrowie dziecka) i ja się z tym zgadzam. Ale boję się ocen i podsumowań, kto w ilu procentach jest AP etc;-) Zapraszam ponownie i pozdrawiam:-)

  5. Między potrzebami matki a potrzebami dziecka często kładzie się cień. Tym bardziej że matka pozostawiona przez otoczenie sam na sam z niemowlęciem znajduje się w bardzo bardzo trudnej dla siebie sytuacji. Trudnej emocjonalnie i fizycznie. Niemowle to istota wymagająca i bezkompromisowa. Żąda a nie prosi. Musi żądać bo od tego zależy jego przeżycie. Ale żaden człowiek nie jest w stanie w stu procentach zaspokoić potrzeb drugiego człowieka. Dlatego myślę, że żeby nie zwariować trzeba prosić o wsparcie i dawać sobie prawo do słabości, niepewności, nawet niechęci. Powtórzę kolejny raz: „aby wychować dziecko, trzeba całej wioski”. Musimy sobie te wioski same rekonstruować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s