Dlaczego „nie wolno płakać”?

Zwykły wpis

Słyszeliście kiedyś takie słowa? Mnie zadziwiały i bardzo denerwowały, kiedy usłyszałam je kilka razy – wypowiedziane do mojej parotygodniowej czy paromiesięcznej Córki.Nie znałam tego tekstu wcześniej. A zdarzało mi się go słyszeć od kilku osób. Życzliwych. W dobrej wierze. A jednak…Dlaczego nie wolno płakać?

Niemowlę nie ma żadnego innego sposobu na powiedzenie, że mu źle, że nas potrzebuje, że coś mu dolega. Jak można mu tego zabronić?

Jasne, że z wiekiem dziecko uczy się wyrażać swoje potrzeby i zmartwienia inaczej. Ale to chyba bardzo długi i powolny proces.

Szkoda że tak trudno nam znieść to, gdy dziecko (ale nie tylko ono przecież) mówi nam, że mu źle. Pół biedy, jeśli umiemy temu zaradzić, ale jeśli nie umiemy…? Czy musimy nasze poczucie winy z powodu bezradności przerzucać na dziecko?

Nie próbuję być idealną mamą. Oj, chyba nawet za mało się staram w wielu sprawach. Ale ta jest dla mnie jednym z priorytetów: być przy mojej Córce wiernie w dowolnie trudnej sytuacji. Nie uciekać przed Jej bólem i smutkiem.

Jasne, że to strasznie boli. Jeśli poważnie traktujemy płacz naszego dziecka, to zawsze będzie bolał (trzeba sobie chyba wmawiać, że to próba manipulacji i muchy w nosie, żeby być w stanie przejść nad nim obojętnie – ale niektórzy chyba są do tego zdolni).

A jednak…

Moja Córka płacze albo krzyczy, a ja jestem obok. Nie chce, bym Ją przytuliła, odpycha moje ręce, więc je cofam. Czekam. Patrzę. Mówię raz na jakiś czas cichutko, że Ją kocham. Że chcę Jej pomóc. Płacze… czasem coraz bardziej…

Świadkowie mówią, że robię coś źle, skoro tak strasznie płacze. Może mają rację? Może są jakieś sposoby, by szybciej ukoić płacz dziecka… Ja robię, co potrafię. Jestem.

Sama czasem nie wiem. Zgadzam się, że bardzo płacze. Niektórzy mówią, że ich dzieci tak nie płaczą (nie płakały). Ale… Czy to na pewno źle?

Nie jestem pewna. Ale mam czasem nadzieję, że ten płacz dowodzi zaufania. Że Ania wie, że ja dam sobie radę i pomogę Jej sobie poradzić z tym, że Jej źle. Że Jej nie zostawię samej. Że nie oczekuję, że zawsze będzie Jej łatwo.

Ale może to tylko projekcje moich własnych problemów? Ja niestety z tych, co same sobie wmówiły dawno temu, że płakać nie wolno, że nie należy martwić innych, że inni mają większe problemy, że trzeba wiecznie dobrze sobie radzić.

Pamiętacie, pytałam kiedyś o dwa wiersze: Barańczaka i Bierezina, które stanowią dialog? Nikt nie odpowiedział, więc napiszę sama. Stanisław Barańczak napisał kiedyś o Bierezinie i o sobie wiersz „Drobnomieszczańskie cnoty”, a Jacek Bierezin odpowiedział mu utworem „Wielomiesięczne kryzysy”. Czytając te dwa fenomenalne wiersze, zawsze widziałam się w butach Barańczaka, wspominającego swoje

chandry trwające z tydzień,
zamiast żeby z szacunkiem szeptano: „B. ma potworne
wielomiesięczne kryzysy”; żadnego dzwonienia po nocy
do przyjaciół z żądaniem wysłuchania nowego wiersza,
pożyczki na heroinę czy kaucję, znalezienia w ich życiu miejsca
na mnie, całego; nic – czasem list, lecz bez krzyku „Pomocy!”,
najwyżej z aluzją typu: „Ostatnio jestem w złej formie”.

Tak, ja jestem z tych, co może wydobędą z siebie „ostatnio jestem w złej formie” i to tylko po to, by za parę dni zapewniać, że trochę przesadzałam, że już dobrze, że przepraszam.

Ale jednak chciałabym inaczej.

Reklamy

2 responses »

  1. Tulę z –nomen omen — Małego Cichego;) Za trudne zagadki poetyckie!:) A co do płakania, to poczekam na własne dzieci i wtedy tu napiszę komentarz. Howgh 🙂 :******

  2. Pingback: Nie da się nic nie czuć | Love's patient

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s