Monthly Archives: Luty 2012

Dobry rodzic – nierychliwy rodzic?

Zwykły wpis

Pamiętam, jak moja Mama jeszcze przed narodzeniem mojej Córki niepokoiła się, jak ja sobie poradzę, kiedy jestem taka „mało dynamiczna”. Kocham moją Mamę i widzę masę Jej dobrych cech, ale muszę Jej odmówić umiejętności dostrzegania moich atutów. A przynajmniej mówienia mi o nich.

Trochę przejmowałam się Jej uwagami, ale dziś mogę powiedzieć, jak wiele dobrych stron odnajduję w swojej rzekomej nierychliwości. Read the rest of this entry

Dlaczego klapsy mogą być jeszcze gorsze niż bicie?

Zwykły wpis

Wielu uważa, że należy wyraźnie rozróżniać między biciem a klapsami. To pierwsze byłoby zdecydowanie naganne, podczas gdy drugie moralnie usprawiedliwione. Nie zgadzam się.

Nie piszę tego, by kogokolwiek potępiać. Nie czuję się lepsza od tych, którzy dają klapsy. Uważam jednak, że nie mają oni racji – gdybym sądziła inaczej, sama bym klapsy dawała. Chcę dawać świadectwo w tej sprawie, która wydaje mi się ogromnie ważna.

Read the rest of this entry

Nie chodzi tylko o klapsy ani o dzieci, ale o życie

Zwykły wpis

Powróciła ostatnio dyskusja o klapsach. Od dłuższego czasu mam poczucie, że powinnam w niej zabrać głos. Mogłabym najprościej powiedzieć: „Uważam, że można i trzeba wychowywać dzieci bez bicia, a to znaczy także bez klapsów. I tak próbuję robić”. Ale wiem, że to za mało.

Tylko co zrobić więcej… Im dłużej i uważniej obserwuję ten spór, tym bardziej jestem przekonana, że tu nie chodzi o klapsy ani o dzieci. Idzie o znacznie więcej. Read the rest of this entry

Dzieci-rowery czy dzieci-konie?

Zwykły wpis

Mając lat niskie naście uczyłam się w wakacje jeździć konno. O ile dobrze pamiętam, najbardziej podobała mi się opieka nad końmi, szczotkowanie ich i spędzanie z nimi czasu, samej jazdy się bałam, ale co nieco się nauczyłam.

Pamiętam swój szok podczas pierwszej plenerowej samodzielnej jazdy, kiedy trzeba było ominąć sporą gałąź, leżącą na leśnej drodze. Umiejąc jeździć na rowerze, traktowałam konia jako nieco większy rower i na widok gałęzi zaczęłam szykować się do skrętu kierownicą (no, niech będzie: wodzami), ale koń był szybszy i sam zakręcił, by gałąź ominąć. Dopiero wtedy zrozumiałam, że to rozumne zwierzę:-) Read the rest of this entry

Wiosna – wyznania prawie trzydziestolatki

Zwykły wpis

Jedno z moich najukochańszych słów. I odczuć. Wiosna. Czuję jej zapach przez okno (wyjdę dopiero po południu, teraz korzystam z chwili samotności, gdy Mąż z Anią wybyli). Słyszę ptaki – już zapomniałam… a przecież 2 lata temu, gdy kupiliśmy to mieszkanie, ptaki poruszały nas najbardziej, co rano nie mogliśmy się nacieszyć…

Odkąd sięgam pamięcią, kochałam wiosnę. A może jeszcze bardziej to, co tak naprawdę dzieje się właśnie dziś: uzasadnione oczekiwanie na wiosnę.

Read the rest of this entry

„Rodzicielstwo bez przemocy” Claude Didierjean-Jouveau

Zwykły wpis

Mnie ten tytuł nieco zniechęca, a Was? Gdybym dostała taką książkę, zastanawiałabym się, czemu ktoś zakłada, że miałabym uprawiać „rodzicielstwo z przemocą”. Gdybym to ja była autorką, poszukałabym bardziej pozytywnego tytułu, mówiącego nie „bez” czego, ale jakie, z czym… „Rodzicielstwo z szacunkiem”, „Delikatne rodzicielstwo”, „Przyjazne rodzicielstwo”, a może właśnie tu pasowałoby najlepiej „Rodzicielstwo bliskości”? Może ktoś miałby lepszy pomysł, w każdym razie mnie tytuł nie odpowiada.

Mimo tych zastrzeżeń, ze wszystkich książek z serii Rodzicielstwo Bliskości wydawnictwa Mamania (ok, nie miałam w ręku tej o porodzie, więc nie wiem) ta wydaje mi się najbardziej godna polecenia – zwłaszcza jako prezent dla oczekujących narodzin dziecka. Read the rest of this entry

No to co stoi za moją wściekłością?

Zwykły wpis

Pisałam dziś rano o słuchaniu. Także o słuchaniu siebie i swoich trudnych emocji. No i mam za swoje – muszę się teraz wsłuchać.

To się stało niespodzianie. Dzień był miły. A wieczorem pewna sytuacja z Anią (nie chcę wdawać się w szczegóły) mnie przerosła. Obiektywnie patrząc, bywało do tej pory wiele, wiele innych, które mogłyby mnie bardziej zdenerwować. Parę razy traciłam zimną krew. Ale nigdy tak jak dziś. Dziś poczułam się tak wściekła, zraniona, oszukana… przez coś, co tak naprawdę chyba nawet nie za bardzo od Ani zależało. Domyślam się, że miałam za duże oczekiwania na Jej możliwości rozwojowe i niemożność uznałam za świadomy i dobrowolny wybryk. W dodatku wzięłam go do siebie jak nigdy wcześniej. Dlaczego? Read the rest of this entry