Love’s patient – o tytule bloga i o mnie

Zwykły wpis

Wydaje mi się, że jestem Wam winna parę słów na temat tytułu mojego bloga.Od dłuższego czasu miałam potrzebę i chęć pisać, ale nie umiałam znaleźć żadnego wspólnego mianownika dla tego, czym żyję, czym się interesuję, o czym chciałabym pisać. Niedawno zaczęłam pisać jako „postmodernistka”, bo wydawało mi się, że ten termin (choć nieco złośliwie) oddaje mój wewnętrzny chaos i jednocześnie sympatię do przenikania się różnych rejestrów…;) No dobra, popadam w nowomowę, a naprawdę nie o tym chcę teraz napisać. Tamten blog zarzuciłam po kilku dniach, czując, że to ciągle nie to.

Aż pewnego dnia – sama nie wiem, jak to było – dotarło do mnie, że większość tego, czym żyję, łączy jakoś myśl o cierpliwości. Jak wspominałam w pierwszym wpisie – nie jestem szczególnie cierpliwa. Ale chciałabym być.

Kiedyś bardzo dużo czytałam Pismo, różne przemądre duchowe lektury, bardzo zabiegałam o mądrość. Ale to nie wtedy objawiła mi się cierpliwość. Wręcz przeciwnie – ona zawsze mnie jakoś uwierała. Czytając „Hymn o miłości” z 1 Listu do Koryntian wielokrotnie zastanawiałam się, czemu pierwszym przymiotnikiem określającym tam miłość jest właśnie „cierpliwa”. Rozumiałam (a przynajmniej tak mi się zdawało): „łaskawa”… Ale czemu cierpliwa?

To słowo jakoś do mnie nie przemawiało. Nie, nie sądziłam, że miłość jest „niecierpliwa”. Ale ja taka niewątpliwie byłam i nie wiedziałam, że można inaczej. Wydawało mi się, że trzeba walczyć (z głupotą, złem, własnymi i cudzymi wadami), spierać się, spieszyć… Jak się do tego ma cierpliwość?

Życie jednak sprawiło, że zaczęłam się tej cnoty uczyć w praktyce (jak mówił starzec Zosima: „Tu niczego dowieść nie można, można się tylko przekonać…”). Nie za bardzo miałam wybór. Miesiącami, latami czekałam na wymarzone Dziecko. Potem okazało się, że muszę większą część ciąży przeleżeć (koszmarny stres, o którym pewnie kiedyś napiszę, bo potrzebuję to z siebie wyrzucić), a szanse powodzenia są… średnie. Potem, gdy się udało, cierpliwie karmiłam bardzo wymagające Maleństwo, budziłam się dziesiątki razy co noc, traciłam to, kim byłam wcześniej, a ciągle jeszcze nie umiałam się w tym odnaleźć… I chcąc – nie chcąc, trochę zrozumiałam, co to jest ta dziwna cierpliwość.

Ale to jeszcze nie wszystko. Czas ciąży i pierwszych paręnaście miesięcy po urodzeniu Ani były dla mnie skrajnie emocjonalnie wyczerpujące. Dziś, gdy patrzę wstecz, coraz wyraźniej widzę, że to, co przeżywałam, było depresją, a przynajmniej stanem jej bliskim. Było mi ciężko z wielu powodów, czułam się samotna, mało wartościowa, bardzo słaba. Byłam zniszczona długim pobytem w szpitalu i złym traktowaniem tam. Miałam różne dylematy, z którymi nie umiałam sobie poradzić. Nie miałam siły czy ochoty modlić się. Nie chciało mi się nawet przeczytać powieści, a filmy wydawały mi się zbyt emocjonalnie angażujące, normalnie ponad siły. Poza tym ciągle chciało mi się spać i jeść… Teraz uśmiecham się, kiedy to piszę, ale jeszcze rok temu było mi naprawdę ciężko z tym wszystkim.

I wtedy coś się zmieniło. Bez własnych zasług, bez wielkich starań, zaczęłam doświadczać, na czym polega bezwarunkowa miłość. Zawsze chciałam zasługiwać, zawsze chciałam być pewna, że będę tak dobra, że nikt, na kim mi zależy, mnie nie porzuci, nie odrzuci, nie osądzi źle. Ale zupełnie nie rozumiałam co znaczyły słowa, które nieraz słyszałam, o tym, że nie kocha się za coś… Czułam się kochana, ale wydawało mi się, że to kwestia albo moich zasług, albo czyjejś pomyłki co do mnie. Ale przecież okazało się, że sama umiałam tak kochać! Odkryłam to przede wszystkim przez macierzyństwo. No i ja sama także nagle poczułam się kochana – i po ludzku, i przez samego Pana Boga. Nie umiem o tym sensownie pisać, ale jest to jedno z najważniejszych doświadczeń mojego dorosłego życia. Nie, nie pokochał mnie nikt nowy, choć faktycznie pewna stara znajomość przemieniła się w bliższą przyjaźń, która mi wiele zaczęła objawiać o tym, jak kocha mnie Bóg Ojciec. Ale przede wszystkim zmieniło się coś we mnie – zaczęły do mnie docierać komunikaty, których wcześniej nie dopuszczałam.

Czując się kochana i kochając bezwarunkowo – na tyle, na ile umiem – zaczęłam rozumieć, że cierpliwość jest nieodłączna od takiej miłości. Kochając, nie przestajemy mieć potrzeb. Ale kochając bezwarunkowo nie czynimy spełnienia naszych potrzeb WARUNKIEM miłości. Ufamy, mamy nadzieję, modlimy się, prosimy… ale nie zmuszamy. Nie zmuszamy, bo nie czujemy się zmuszani przez TEGO, który pierwszy nas pokochał.

Wobec tego cierpliwość wydaje mi się obecnie najbliższym określeniem miłości w tym świecie. Tu, gdzie konflikty są nieuniknione, nieporozumienia zbyt częste, a wiele marzeń wydaje się nie do spełnienia.

Co ciekawe, mój ulubiony język angielski podpowiedział mi to właśnie w słowach, które uczyniłam nazwą tego bloga. „Love’s patient” – pierwsze słowa Hymnu z 1 Kor… „Miłość jest cierpliwa”. Ale też (przypadkiem?) da się to przeczytać jako dopełniacz: „pacjent (pacjentka) miłości”. Tak, czuję się taką pacjentką. To miłość mnie leczy z mojej niecierpliwości, braku nadziei dla siebie i innych, braku wiary, braku miłości wreszcie. Ciężko idzie czasami. Ale mam nadzieję pozwalać się uzdrawiać.

Może moje rozmyślania i poszukiwania pomogą jeszcze komuś. A może Wy pomożecie mi. Nie chcę czuć się sama.

Reklamy

7 responses »

  1. Pokonując przymus żeby napisać coś mądrego (bo jeśli mu się poddam, to jeszcze dużo czasu minie, zanim coś napiszę;P) dziękuję, że się dzielisz swoimi myślami i uczuciami. Bardzo jesteś kochana, w obu znaczeniach tego słowa;) Love as recovery process? Tulik:) Narnia i Północ!

  2. To, o czym piszesz i jak piszesz pozwala mi stawiać sobie małe cele i dostrzegać cień kierunku, w którym chcę iść, chociaż jeszcze go średnio widzę… dobrze, że piszesz :-*. Masz dużo ciekawych przemyśleń.

  3. Właśnie trafiłam do Ciebie z Mamanii. I zachwyciłam się od samego początku! Bardzo Ci dziękuję, za to, co piszesz, i że piszesz. Będę do Ciebie przychodzić częściej po te dobre słowa. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s