Nocne wrzaski (prośba o radę i wsparcie)

Zwykły wpis

Skoro miało być szczerze nie tylko o sukcesach, no to dziś podzielę się problemem. Może kto ma na niego pomysł.Ania bardzo jasno i wyraźnie komunikuje, jak coś się Jej nie podoba. Nie zawsze jesteśmy zachwyceni, ale za dnia jakoś da się to ogarnąć. Chwila krzyku albo płaczu, siedzę obok, proponuję przytulenie, czasem chce, czasem nie chce. Czasem niestety wali głową w szafę, ale chyba na tyle świadomie, żeby nie walnąć mocno… Pokładanie się po podłodze itp. Myślę, że większość rodziców małych dzieci to zna. Nie ignoruję, ale też nie ingeruję za mocno.

Właściwie to za dnia są tylko dwa powody takiego „szału”: głód albo zmęczenie.

Wieczorem, zwłaszcza w dni, kiedy Córka nie spała za dnia, robi się gorzej. Następują całe serie drobnych wybuchów: „nie, nie ta szczoteczka, nie, mama ma myć, nie, Ania sama” i czasem udaje się wesołą zabawą (np. pokazujemy krokodylowi na kółkach, jak się myje buzię) to jakoś uratować.

No ale najgorsze bywają wybuchy w nocy. Jeśli w dzień było sporo napięcia, albo wieczorem nerwy przy kąpieli, albo nawet nie wiem czemu czasem… Ania budząc się w nocy (budzi się niemal zawsze, przespała kilka nocy dopiero w ponad dwuletnim życiu), po chwili dostaje mega szału, wrzeszcząc jakby Ją ze skóry obdzierali. Powodem jest np., że podałam Jej kotka – przytulankę, z którą śpi, a która spadła na ziemię albo zaplątała się w kocyk. Albo że (chce żebym Ją nakarmiła) proszę, żebyśmy się zamieniły stronami na Jej materacu. Albo nie tak Ją przykryję kocykiem. Albo cokolwiek… Najdrobniejszy zapłon powoduje straszliwy wybuch.

No a w środku nocy wszyscy są bardziej drażliwi. Sąsiadów też mi trochę żal, zwłaszcza że przestały to być wydarzenia jednorazowe… Ja bym na ich miejscu już rozważała wzywanie odpowiednich służb… Zwłaszcza że krzyki są zwykle: „Nie, Ania nie chce, NIE, NIE”, a jak przyjdzie Tata „Tata ma iść, Tata ma iść sobie”… A do mnie „Ania chce, Ania nie chce, Ania chce… NIE!”…

Większość kłopotów u nas sam się kiedyś rozwiązuje, ale tu nie mam siły ani ochoty czekać. Prędzej czy później to mija, ale raz trwało chyba z godzinę. Dziś sama nie dałam rady i krzyknęłam i to Ją po chwili uspokoiło (szok?), ale nie podoba mi się ta metoda.

Ktoś też to przechodzi(ł)? Jakieś rady?

Reklamy

7 responses »

  1. A nie trzeba by, ucząc ją właściwszych sposobów okazywania niezadowolenia, zacząć przekonywać, ze wpadanie w szał nie jest sposobem własciwym i nie popłaca?

    • TT, dzięki. No, nie wiem… Kategoria opłacalności do mnie nie przemawia. Ona by pasowała do wybuchów w sklepie, jak się nie chce czegoś kupić (choć u nas takowe się nigdy nie zdarzają, bynajmniej nie dlatego, żebyśmy Jej nie odmawiali), krzyków o jeszcze jedną piosenkę na youtubie (takowe się zdarzają i krzyki nie popłacają, po prostu, jeśli jest decyzja, że koniec, to koniec), obrażania na jakieś inne sprawy w ciągu dnia. Wtedy spokojnie mówimy, że niestety już nie, choć rozumiemy, że by chciała, i że może później się dogadamy, jak będzie spokojna. I wie, i takowe kłótnie nie trwają długo.
      Natomiast te wieczorne-nocne (czasem przed drzemką w ciągu dnia) akcje są zupełnie inne. W nich poziom racjonalności jest bliski zeru albo i ujemny, jeśli to możliwe. I nie sądzę, żeby Ani ani komukolwiek przyszło do głowy, że coś się tu opłaca albo nie. Wydatek energetyczny i poziom nieszczęśliwości jest absolutnie nieopłacalny, a Ona zachowuje się, jakby walczyła o życie. Podejrzewamy, że jeśli coś można by zmienić, to zapobiec, ale jak?
      A co do właściwszych sposobów okazywania niezadowolenia – zgadzam się, że taka jest rola Rodzica. Dlatego staram się uczyć nazywać uczucia (kiedy się wścieka, mówię, że widzę, że jest wściekła, zdenerwowana, złości się na mnie itp; kiedy smutna, mówię, że widzę, że się smuci itp) – mam nadzieję, że z czasem zamiast się drzeć sama spróbuje to nazwać. Próbowałam uczyć tupania, bo uznałam, że to lepsze niż rzucanie się na podłogę (ale nie działa, poza tym Babcia to trochę zabiła, bo zaczęła mówić, że nie powinna tupać). No i dobrze by było dawać dobry przykład, ale niestety z tym nie zawsze jest jak trzeba, sam wiesz…
      Mam nadzieję, że nie brzmi to, jakbym negowała dobre rady:) Po prostu (zgadzając się z ogólną zasadą), uważam, że te nocne afery to trochę inna kategoria.

  2. Mój synek ma dopiero półtora roku, ale w pewnym stopniu też ma takie „napady” w ciągu dnia i w nocy i szczerze mówiąc ja dopatruję się w tym powodów zdrowotnych, które nie dają dzieciom funkcjonować tak, jakby chciały. Akurat w mojej sytuacji jest to proste, bo mały ma atopową skórę, liczne alergie, silny refluks i nie tylko. Ale widzę po nim, że takie zachowania są zawsze spowodowane pewnym mechanizmem: zmęczenie/głód/ból + dyskomfort fizyczny (swędzenie, za zimno, za gorąco, za dużo bodźców, potrzeba czułości). A może spanie z małą by pomogło? U nas to pomaga w znacznym stopniu. Plus ziółka przed snem(koper wł, melisa), wywietrzony pokój… Co sądzisz? Czasem nie widać problemów zdrowotnych – może jakieś owsiki, uczulenie na coś??

  3. OR, dziękuję za cenne uwagi. Na pewno jakaś przyczyna jest, choć akurat nie podejrzewam zdrowotnej, bo Ania zdrowa jak ryba (po straszliwych problemach ze skórą w pierwszym roku życia i poza uczuleniem na sezam, którego nie je, więc objawów brak). Myślę, że kwestia w napięciu psychicznym i czasami ciężkiej atmosferze w domu, niestety nie umiemy chronić Jej przed stresem i problemami dorosłych tak, jak powinniśmy.
    Co do spania razem, spaliśmy razem półtora roku i miało to liczne plusy. Ale też bezproblemowo Ania przeniosła się do własnego pokoiku za ścianą i na swój materac i od tej pory bardzo rzadko chce spać u nas (jak już to w dzień w ramach rozrywki). Jest bardzo przywiązana do swojego łóżka i cieszy mnie to. Ja czasem u Niej zasypiam w środku nocy, jak przyjdę na karmienie, i czasem dzięki temu śpi lepiej, a czasem wręcz gorzej, bo częściej się przebudza (poza tym trochę nam ciasno, choć materac 90*200, to jednak Mała jest ekspansywna;)
    No nic, ale spróbuję przyobserwować, czy (prócz stresu) jest jakaś zależność, której może nie widzę (np. z dietą) – Twój komentarz natchnął mnie taką myślą.

  4. Super, że śpi w swoim łóżeczku z radością! Właśnie dlatego, że mój mały ma duże problemy ze zdrowiem widzę, jak na dłoni, kiedy ma ataki agresji i nocne budzenia. Z drugiej strony u nas napięć(czy spięć :/) też nie brakuje i w zasadzie dziecko nie jest w stanie przetrawić takich emocji dorosłego 😦

    Homeopatka mówiła mi, że często u dzieci przyczyną agresji, nadpobudliwości, ataków histerii są owsiki, candida w układzie pokarmowym(patrz osad na języku) czy w ogóle zła dieta jako taka. Podobno w wielu krajach Unii odrobacza się dzieci profilaktycznie raz na 6 miesięcy. Nie są to jakieś silne czy groźne preparaty; może jakieś badania pod tym kątem?

    Tak sobie myślę, że jak mała jest uczulona na sezam, to niestety może rozwijać alergie wziewne, które nie ujawniają się do około 3 roku życia 😦 może roztocza, suche powietrze, pierz w poduszkach??? Chyba jestem przewrażliwiona 😀

    • Wiesz, po tym jak w pierwszym roku życia nonstop wmawiano nam najróżniejsze alergie pokarmowe, mam wewnętrzny opór przed szukaniem chorób, których nie widzę. A pierza nie ma w domu, bo ja jestem uczulona (na roztocza też). W każdym razie śpi coraz lepiej (dziś już 3ci raz całą noc!), tyle że czasem jak się zbudzi, to masakra… Ufam, że będzie dobrze, a jeśli coś jest zdrowotnie nie tak, to dojdziemy do tego w odpowiednim czasie. Jeszcze raz Ci dziękuję:) Zdrówka dla Twojego Malucha!

  5. Pingback: Wolność powinna być autentyczna « Love's patient

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s