Wolę dać się kochać niż udawać samowystarczalną

Zwykły wpis

To zdanie w tytule jest trochę na wyrost. Powinno być: uczę się, żeby woleć dać się kochać niż udawać samowystarczalną. Albo: chciałabym…, próbuję…

Większość czasu i energii w relacjach z ludźmi raczej udaję lepszą niż jestem. No ale chciałabym inaczej, zwłaszcza że coraz bardziej widzę, że można uchodzić za tak doskonałą i niepotrzebującą, że naprawdę nikomu nie przyjdzie do głowy zapytać szczerze: „Jak się masz?” A jeśli nawet zapyta, to ja sobie nie pozwolę powiedzieć prawdy…

Przypominają mi się moje dwa ulubione dialogujące ze sobą wiersze, Barańczaka i Bierezina. Konkursik: jakie? Obiecuję niebawem zdradzić, ale może ktoś z Was wie, co mam na myśli.

W ostatnim czasie czytam, a przynajmniej przeglądam, sporo blogów o dzieciach. I chciałabym wspomnieć o dwóch notkach, które mocno wpłynęły na moją decyzję stworzenia tego bloga.

Pierwsza jest po polsku, więc możecie sami przeczytać, co napisała o Rzeczach trudnych Beotia. Mam nadzieję, że jeszcze o trudnych i łatwiejszych napisze, bo coś mały ruch u Niej, a mnie naprawdę inspiruje.

Druga po angielsku, więc pozwolę sobie nieco streścić. Na blogu Momastery, który serdecznie polecam jako całość i pewnie nieraz coś z niego tu zamieszczę, znalazł się niedawno taki wpis: Telling secrets (czyli Zdradzając tajemnice).

Zaczyna się sceną w kościele, kiedy to do Autorki (Glennon) podchodzi pewna kobieta i chwali jej wspaniałą rodzinę. A czyni to mniej więcej tak: „Jesteście tak zjednoczeni ze sobą. Kiedy na was patrzę, czuję się taka zdołowana…”. Autorka zaczyna rozmyślać nad swoją rodziną. Nie, ani ona, ani jej mąż nie czują się wyjątkowo wspaniałym małżeństwem. Bardzo się kochają, ale żeby byli nie wiem jak zjednoczeni? Ale najgorsze w tym wszystkim, że ów fałszywy obraz, jaki ktoś sobie o nich namalował, powoduje negatywne uczucia innych. „Jej teoria strasznie mnie zestresowała. Nie mogłam przez nią spać. Nie chcę, by z mojego powodu inne kobiety czuły się zdołowane…Poza tym lubię pasować do siebie. Chcę, żeby moje wnętrze i to, co widać na zewnątrz, były choć trochę zbliżone”.

Okazja przychodzi niebawem, kiedy w czasie spotkania na placu zabaw z Tess, inną znajomą z kościoła, Glennon widząc jej smutek i domyślając się jego przyczyn, nagle zaczyna opowiadać o sobie, swoich nałogach, z których zdrowieje, kryminalnej przeszłości, nastoletniej nieplanowanej ciąży… I wtedy tamta kobieta otwiera się.

Najpiękniejsze, najbardziej mnie poruszające zdania z owej notki brzmią: „Tess gapiła się na mnie tak długo, że zaczęłam się zastanawiać, czy zaraz zadzwoni do naszego pastora albo na 112. Potem zobaczyłam łzy i kiedy usiadłyśmy razem na ławce, opowiedziała mi wszystko. Między nią a jej mężem było źle, naprawdę źle. Tess była przerażona i czuła się samotna Ale tego dnia na placu zabaw Tess zrozumiała, że pragnie pomocy i miłości bardziej niż tego, bym uważała ją za doskonałą”.

Tak, to były słowa o mnie. Wreszcie postanowiłam przestać się bać wszystkich forumowych mam-guru, które na dowolne pytanie potrafią znaleźć wiadro goryczy, kilka kamieni krytyki i tysiąc przykładów na to, że są lepszymi matkami niż ty. I że jeśli coś jest nie tak, to twoja wina. Owszem, mogą ci łaskawie coś doradzić, ale rzadko po tych radach poczujesz się lepiej. Jasne, przesadzam. Takich osób jest mniejszość. Ale ja naprawdę się ich bałam.

Tak, to były słowa o mnie. Także w realu boję się innych mam, innych kobiet… Boję się być oceniana, boję się przyznawać do problemów.

Ale przecież chcę przyjaźni, chcę pomocy, chcę nie czuć się sama.

Także stąd ten blog.

Póki co sama robię się na guru i dzielę mądrościami. Ale wiedzcie, że naprawdę bardzo chcę się uczyć i liczę na Was.

Reklamy

2 responses »

  1. Tez bardzo balam sie ze wyjdzie na jaw ze sobie nie radze. Naiwnie myslalam, ze moje wysilki jako matki zostana nagrodzone (taki mechanizm psychiczny), myslalam ze to wszystko co robie „zasluguje na pochwaly” i podziw. Dziwilam sie ze moj dobry maz nic nie mowi i mnie nie poznaje, z reszta ja samej siebie tez nie poznawalam. No i jeszcze inne matki,ktore…nic tylko radzily i radzily i pokazywaly bledy.Swoja droga, zaczelam sie zastanawiac czy to mozliwe, ze dzieci innych ludzi nigdy nie placza, same zasypiaja co dzien otej samej porze, siedza „grzecznie” wozku i nigdy nie wrzesza w samochodzie. Dzieki Bogu w pewnym momencie sie otrzasnelam i obudzila sie we mnie outsiderka i na pytania ” co sie dzieje?czemu placze/krzyczy/protestuje? dlaczego nie chce sie bawic/dzielic/ jesc/ spac/ siedziec spokojnie?” nie odpowiadam. Nie tlumacze juz swojego syna, nie tlumacze jego zachowan i jest mi lzej, bo czuje ze jestem fair wobec niego. Chce, zeby wiedzial, ze wszystko to co on czuje jest przeze mnie akceptowane i ze na niewygodne i bolesne uczucia tez jest miejsce. Wole byc fair wobec niego niz wobec innych. Oczywiscie to wyboista droga, ktorej ciagle sie potykamy.
    Nie robisz z siebie guru…hahahahaha, chociaz dla mnie juz stalas sie autorytetem.
    Ja tez chce przyjazni i pomocy i tez nie chce czuc sie sama. No ale pomoc juz od Ciebie otrzymalam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s