O niewierze (w czas)

Zwykły wpis

Bywają takie chwile (i mam wrażenie, że w macierzyństwie jest ich więcej niż gdzie indziej), kiedy wydaje mi się, że zawsze już tak będzie, a ja przecież ani chwili dłużej tego nie zniosę! A może raczej: ok, zniosłabym jeszcze chwilę, dwie, ale przecie nie zniosę, jak zawsze już tak będzie.

Tak było w pierwszych dniach i tygodniach życia Ani: zawsze już będę leżała i karmiła, no, ewentualnie dla rozrywki mogę siedzieć i karmić… No i nigdy nie wezmę spokojnie prysznica… Nigdy nie wyjdę z domu…

Tak, moje dziecię dawało pewne ku temu przesłanki: wpadało w czarną rozpacz, gdy znikałam za horyzont (choćby drzwi łazienki, o mieszkaniu lepiej nie wspominać). Ale przeszło. No i gdy dziś czytam zrozpaczone wpisy świeżo upieczonych mam, to widzę w nich siebie, a jednocześnie mam ochotę napisać: „Spokojnie, to minie, to naprawdę minie”.

Ale kiedy nie wierzymy w upływ czasu, to strasznie trudno to przyjąć.

Poza tym mam wrażenie, że „nasza cywilizacja” (cokolwiek dokładnie miałby ten termin znaczyć) z jednej strony wzywa nas do ciągłego pośpiechu, a z drugiej jakby sama nie wierzyła, że czas płynie. Nie, to my się mamy ścigać, bez naszej megaaktywności pozostaniemy wiecznie w tyle…

Tak, z pewnością, kiedy spędza się pierwsze chwile, tygodnie, miesiące w domu z dzieckiem, to czuje się, ile się traci. Chwilami bardziej, chwilami mniej. Ja na początku nie miałam siły nad tym myśleć, ale z czasem przychodziły różne zaproszenia na wykłady, spotkania, informacje o interesujących wydarzeniach, a ja przecież nie miałam jak iść. Bo nie wszędzie da się iść z dzieckiem przy piersi. Nie o każdej porze jestem do zastąpenia.

To rodzi frustrację. Ale…

czas naprawdę płynie inaczej. Patrzysz na zdjęcia swojego malucha sprzed paru tygodni i zadziwiasz się, jak się zmienił. Z niedowierzaniem wspominasz, że był taki czas, że prawie nie otwierał oczu. Że leżał, gdzie się go położyło. Że czekało się z niecierpliwością na pierwszy uśmiech, słowo, etc, etc.

Czas płynie. I to jest dobre.

A kiedy zapominamy, że płynie dla nas, łatwo popaść w rozpacz, że u nas już zawsze będzie tak ciężko jak jest. Albo że – wręcz przeciwnie – skoro płynie, to musimy wszystko stracić, nic nie zyskując. Ja akurat nie z tych, ale wiem o wielu mamach, które ciągle chcą stopować czas i swoje dzieci, żeby zawsze były takimi słodkimi bobasami…

Ja lubię czas. Ale czasem za mało w niego wierzę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s